Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem Joanne Carter (Black) opiekuje się Vicky!

  NIe!
Dodała Joanne Sobota, 15 Listopada, 2008, 10:19

NIe będę pisała notek, jeżeli mam około 7 komentarzy za notkę. Brak czytelników oznacza brak weny. To mnie w ogóle nie motywuje. Mam dużo wspaniałych pomysłów na ten pamiętnik, chce je zrealizować, ale... nie dość, że nie mam zbytnio czasu, to jeszcze mało osób czyta i mało komentuję.
Apeluję o większą ilość komentarzy. ;))
Uwierzcie mi, to naprawdę pomaga! ;D

[ 6 komentarze ]


 
Zakochana? Nie! To nie może być prawda!
Dodała Joanne Sobota, 25 Października, 2008, 17:16

Wyszłam z sali i popędziłam do Pokoju Wspólnego. Dobrze, że nie było tam takiego tłumu. Potrzebowałam chwili spokoju. Nie minęło 5 minut, a ja zerwałam się i poleciałam do dormitorium. No tak! Jak mogłam zapomnieć? Minutę temu zaczęły się eliksiry. Wzięłam torbę i pobiegłam prosto do lochów. Cholera! Otworzyłam drzwi do Sali i wydawało mi się, że profesora jeszcze nie ma. Myliłam się. Po prostu stał na tyłach klasy, dzięki czemu nie mogłam go od razu zobaczyć.
- Dzień dobry, panno Carter. A gdzie to się było, że się panna spóźnia? – zapytał profesor surowym głosem.
- Yyy.. zapomniałam się… yy.. zapomniałam, że dzisiaj jest poniedziałek- odparłam.
Usłyszałam parę ‘parsknięć’ i głupich obelg.
- Proszę usiąść i więcej się nie spóźniać. – powiedział, wskazując palcem na ławki. Ruszyłam do wyznaczonego miejsca i usiadłam koło Julki. Napotkałam tylko jej pytające spojrzenie, ale zaraz po tym machnęłam ręką na znak milczenia.
Jakoś przebolałam wszystkie pozostałe lekcje, ale tylko dlatego, że miałam spotkać się z Gerardem. Ale dlaczego tak tego oczekiwałam? Może będę miała przyjaciela, wszystko się ustabilizuję i znowu będzie tak jak kiedyś. Oby tak było.
Udałam się na błonia, sama. Tak jak prosił. Zobaczyłam tylko chłopaka w blond włosach. Dalej, niedaleko chatki Hagrida siedziała jakaś całująca się para. Regulus! Cios w serce. Nie, to nie może być on – powtarzałam sobie w myślach – to nie może być on. Odwróciłam się i ponownie spojrzałam na tę parę. O dziwno, nie było ich! Czy ja już wariuję? A może to skutki niepowodzenia w miłości! Nie, tylko nie to!
- Joanne, tutaj! – usłyszałam. Och, dobrze, że to Gerard. Przywitałam się z nim całusem w policzek.
- Cześć. Jak miło Cię widzieć. Idąc tu miałam jakąś fatamorganę, ale zresztą nie ważne. Czemu zawdzięczam to nasze spotkanie?
- Och. Chciałem Cię poznać.
- A dlaczego do mnie zagadałeś, wtedy na przyjęciu?
- Na początku założyłem się z kolegą, że masz na imię Sally. To imię do Ciebie pasuję, ale Joanne też wydaje mi się intrygujące. Podszedłem do Ciebie, zapytałem się o imię i dowiedziałem się, że nazywasz się Joanne. Przegrałem zakład, ale on też. Stawiał na Hannę. Chciałem Cię później rozweselić, bo wyglądałaś na roztargnioną, więc chciałem Cię pocałować. Wiem, źle postąpiłem, ale do pocałunku nie doszło. Chyba zasługuję na wybaczenie?
- Och, nic się tak szczególnego nie stało. Jeśli się postarasz, to Ci wybczę – powiedziałam to z niezwykłą euforią i popchnęłam go tak, że upadł. Niestety, a może stety, trzymał mnie za rękę (nie wiedzieć, czemu) i pociągnął mnie ze sobą. Przeturlaliśmy się w dół, zacieszając się jak dwa głupki. Leżałam na trawie plecami, on obok mnie. Popatrzyłam mu głęboko w oczy, on również. Rozbudzona namiętnością zauważyłam obrazy, które przemknęły mi przez głowę. Najczęściej były to wizje naszych spotkań, rozmów o sobie. Pomyślałam, że mogłam być z nim, do konca… Wstałam. Nie, to nie jest mi dane.
- Przepraszam – szepnęłam i odbiegłam. Jak najdalej od Gerarda. Z dala od miłości do niego. Nie teraz, nie chce ponownie przeżyć rozczarowania! Nie od Gerarda! Pobiegłam do dormitorium. Och! Dobrze, że była tam Julia. Przytuliłam się do niej i bez słowa położyłam się na łóżku. Zasnęłam, godzinę później obudziła mnie.
- Kochana, obudź się. Ktoś do Ciebie przyszedł.
Przetarłam oczy.
- Do mnie? A niby kto?
- Nie wiem, nie przedstawił się. Powiedział, żebyś wyszła przed portret. Tam na Ciebie czeka.
- Och, no dobrze… idę.
Ogarnęłam się i ruszyłam do portretu, przeszłam pod nim i ujrzałam Gerarda.
- Yy.. cześć. – powiedziałam z udawaną radością.
- Hej.
- Nie wiem, dlaczego odbiegłaś ode mnie. Ale chciałbym z Tobą porozmawiać o różnych rzeczach, poznać Cię. Po prostu zaprzyjaźnić się z Tobą.
- Zaprzyjaźnić? A ja myślałam, że ty.. – w porę ugryzłam się w język. – ok., skoczę tylko po książki. Może pomożesz mi z transmutacją?
- Ok. Pójdziemy do biblioteki.
Och. Uciekłam od jego wzroku. Dlaczego on musi być taki przystojny?? Już wolałabym gdyby to był Peter. Wzięłam książki i wróciłam Do Gerarda.
- No to chodźmy. Pozwól, że wezmę od Ciebie książki.
Oddałam mu je dobrowolnie i ruszyłam z nim do biblioteki.

*
Może i notka krótka, ale niedługo znowu dodam akcję.

[ 7 komentarze ]


 
Ciąg dalszy nocnego wypadu i mała sprzeczka.
Dodała Joanne Wtorek, 16 Września, 2008, 15:41

- Kto tu jest? – zawołałam z niepokojem, celując w mrok snopem światła. Zobaczyłam tylko dwie ściany ciemności. – Kto tu jest? – powtórzyłam, zoczywszy nikły błysk w końcu korytarza.
Pobiegłam tam – i z wrażenia omal nie opuściłam latarki: na końcu korytarza, dokładnie tam, gdzie ja sama stałam jeszcze przed chwilą, na podłodze leżało kilka rozrzuconych książek. Nie spadły same z półek – ktoś je wyszarpnął z furią w pośpiechu. Świadczyły o tym strzępy kartek i naderwany grzbiet co najmniej jednego z tomów.
Zatkało mnie.
Przez moment stałam jak wryta, nie wiedząc, co robić. Miałam wrażenie, że biblioteka wiruje wokół mnie. Przemożna chęć ucieczki pchnęła mnie ku drzwiom.
Na miękkich nogach zbiegłam ze schodów i puściłam się przez korytarz, w panice przewracając się niemal o własne nogi. Więc nie byłam w bibliotece sama! Ktoś poszedł tam za mną. Te dwie myśli dźwięczały mi w głowie, gdy pędziłam jak szalona do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Czyżby ktoś jeszcze wiedział o Johannie Fust’cie?
Nikłe światełko, jak błysk noża, zalśniło w szczelinie jednego z okien, ale zanim dotarłam do pokoju, szczelina się zamknęła. Wróciłam do dormitorium i nie zważając na nic, rzuciłam się na łóżko i prawie natychmiast zasnęłam.


***


- Przyznaj się, gdzie naprawdę byłaś? – dopytywała się Julia nad ranem, gdy jedliśmy śniadanie w Wielkiej Sali.
- Już Ci mówiłam. Na spacerze.
Obserwowałam pozostałych uczniów.
- Akurat! – prychnęła Julia. – Byłaś w bibliotece.
- Co?
Udałam, że nic nie słyszałam, ale zdradziły mnie rumieńce na policzkach.
- Poszłaś do biblioteki – upierała się przyjaciółka. – Ja to wiem. Myślałaś, że mnie przechytrzysz, że pójdziesz po książkę i sama rozwiążesz tajemnicę. Ty małpo! Widziałam jak wychodzisz.
Zmarszczyłam brwi.
- Jak to?
- Widziałam Cię – triumfowała Julia. – Myślałaś, że jesteś taka sprytna, ale ja Cię obserwowałam przez cały czas. Aleś ty głupia! Żartowałam.
Naskoczyłam na nią z furią.
- Więc to ty byłaś w bibliotece! Powinnam Cię zabić!
Parę osób popatrzyło na nas ze zgorszeniem, słysząc te gniewne słowa, ale nie mogłam się powstrzymać. Nagromadzony lęk nareszcie znalazł ujście.
- Dlaczego to zrobiłaś? – piekliłam się. – Przez Ciebie mało nie umarłam ze strachu.
Coś w spojrzeniu Julii kazało mi zamilknąć. Jej wielki oczy było pełne łez. Nie miała pojęcia, o czym mówię.
Uświadomiłam sobie pomyłkę. Julia wcale nie widziała, jak wychodziłam – powiedziała tak tylko, żeby mi dopiec. Pewnie była zła, że uciekłam przed jej bacznym wzrokiem i wymknęłam się z przyjęcia sama. Przytuliłam Julię, a ona, przez chwilkę się opierając, odwzajemniła mój uścisk. „Przepraszam” szepnęłam i już wszystko było w porządku, na szczęście, bo nie przebolałabym naszej kłótni.
Chwilkę potem, przede mną wylądowała kartka – a raczej papier zwinięty na podobiznę ptaka, który po chwili przekształcił się w zgięty kawałek papieru. Prędko ją otworzyłam. Wiadomość wcale mnie nie zaskoczyła.


Cześć, mam nadzieję, że nie obraziłaś się za wczoraj.
Byłoby mi źle, gdybyś była obrażona.
Przepraszam, wczoraj wypiłam trochę Whisky, od kumpli …



- Taa... jasne - pomyślałam

… A co do mojej obietnicy, to powiedziałem wczoraj,
że się dzisiaj spotkamy.


- Jak to niby zapamiętał, przecież się upił? – Moje myśli dawały o sobie znać.

Więc postanowiłem spędzić popołudnie z Tobą, o 15.
Mam nadzieję, że przyjdziesz o umówionej godzinie
na błonia. Przyjdź sama! Odpisywać nie musisz.
Na zgodę uśmiechnij się do mnie.
Teraz, podczas śniadania.

Gerard.



Wcale nie miałam ochoty się z nim umawiać, nie byłam w stanie rozpocząć nowych znajomości, które wymagają ode mnie zaangażowania miłosnego. To nie dla mnie, przynajmniej nie teraz. Nie czekając odwróciłam głowę w poszukiwaniu Gerarda. Nasz spojrzenia się spotkały, a ja szeroko się uśmiechnęłam, tym samym oznajmiając, że zgadzam się na spotkanie.



Notka - przepraszam, że krótka, ale ostatnio nie miałam zbytnio czasu, mam nadzieję, że się przez to nie oburzycie. Naprawdę staram się bardzo pisać przyzwoicie, ale z moim nawałem nauki, już na początku września (O, zgrozo!). Pozdrawiam serdecznia, a o następnej notce powiadomię was w komenntarzach.

[ 13 komentarze ]


 
Ktoś nowy i nocna podróż
Dodała Joanne Sobota, 30 Sierpnia, 2008, 19:24

- Jak tu okropnie nudno! – pomyślałam, a po chwili zorientowałam się, że te słowa wypowiedziałam na głos.
- Podzielam Twoje zdanie, lovely. – odezwał się miękki, sympatyczny głos tuż obok mnie. Podniosłam wzrok. Ups! Z jakiego filmu on się urwał? Obok mnie siedział wysoki, niewiarygodnie świetnie wyglądający chłopak, który bardzo przypominał młodsze wydanie kapitana Jacka Sparrowa. (musiałam go do niego porównać!) Nasze spojrzenia zatopiły się w sobie na jedną, magiczną chwilę. Oderwałam wzrok, czerwieniąc się pod wzrokiem sobowtóra Sparrowa. Obejrzałam się pospiesznie na tego bajecznego chłopaka. Po co do mnie się przysiadł.
- Jak masz na imię? – Mówił ze śmiesznym akcentem. Francuskim? Zachichotałam głupio, ale zrobiło mi się miło, że w tym tłumie znalazł się ktoś, kto ze mną porozmawia. Ktoś, kto nie udawał największego i najwspanialszego, tylko był po prostu zwykłym człowiekiem (tzn. czarodziejem :d) Taki ktoś zasługiwał na kolejne spojrzenie. Ukradkiem przyjrzałam mu się trochę baczniej. Był wyższy ode mnie może o głowie, miał ciemnoblond włosy, czarne oczy, lśniące jak oliwki, i wąską bródkę.
- Joanne, a ty?
- Gerard.
- Brzmi jak po francusku.
- To jest po francusku!
- Ach!
- Jestem Francuzem.
Znowu ach. Co innego mogła powiedzieć dziewczyna?
- Do której chodzisz klasy? – spytałam
- W tym roku zdaję SUMY, chodzę do piątej klasy.
- A dlaczego do mnie się przysiadłeś? – zapytałam prosto z mostu.
- Jeżeli Ci to przeszkadza, to mogę sobie pójść…
Stop! Złe pytanie, wracamy!
- Eee.. nie o to mi chodziło, nie wiem dlaczego taki chłopak jak ty, podszedł do takiego kogoś jak ja?
- Teraz ja nie rozumiem Twojego pytania, dlaczego tak o sobie mówisz?
- Tak jakoś… przepraszam za moje zachowanie, dzisiaj nie jest mi do wesoło.
- A to, dlaczego, za nudne przyjęcie?
- Dokładnie!
- To chodź rozerwę Cię – wstał, i zaraz po tym teatralnie uklęknął przede mną i zapytał – czy zaszczycisz mnie o pani swoim tańcem?
Zachichotałam, lecz zaraz po tym wstałam i ukłoniłam się dziękując i przyjmując propozycję. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy na środek sali. Obie ręce założyłam mu na barki, oplatając szyję, on zaś położył mi ręce na biodrach. Dzieliły nas tylko milimetry. Bałam się tego napięcia. Nie byłam znowu na takie coś gotowa, ale taka okazja zdarza się rzadko, więc chyba nie marnujmy czasu? Może Gerard okaże się wspaniały? I znowu oddam komuś swoje serce, kto wie? Ponownie spojrzałam w jego ciemne oczy, wydawały się być szczęśliwe. Chłopak był naprawdę przystojny, i chyba się mu podobam. Tańczyliśmy jeszcze minutę.
- Może wyjdziemy na dwór? – zaproponował - Duszno tu trochę, a ja już powoli nie mogę oddychać.
- Ok.
Wyszliśmy na dwór, ogarnęło nas chłodne powietrze. Oczyszczenie dla duszy! Jakie to przyjemne, i na dodatek wspaniały chłopak trzymał mnie za rękę. Szybko mu ją wyrwałam.
- Coś nie tak? Nie zrobiłem Ci czegoś?
- Nie… to nie Twoja wina. Ostatnie miałam tak jakby załamanie, bo mój niedoszły chłopak mnie skrzywdził. Po prostu jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam, potrzeba mi czasu. Nie chce tak nagłej zmiany.
- Acha, rozumiem. Mogłabyś powiedzieć od razu pohamowałbym się.
- Nic nie szkodzi. – przez kilka minut nie odzywaliśmy się do siebie, praktycznie nie mieliśmy o czym rozmawiać. Jednak po chwili Gerard podniósł rękę i wskazał na ławkę na błoniach. Skinęłam głową, co oznaczało, że zgadzam się abyśmy tam usiedli.
- Spotkamy się jeszcze kiedyś? – zapytał niespodziewanie, co w gruncie rzeczy wywołało u mnie lekki uśmiech.
- Dlaczego nie, ostatnio przydałoby mi się wsparcie, a chętnie poznałabym kogoś tak miłego, jak ty.
- Dzięki.
- A może opowiesz mi cos o sobie?
- No dobra, nazywam się Gerard Poussin (czyt. Pusę). Jestem na piatym roku, chodzę do Ravenclaw. Gram na pozycji Ścigającego w szolnej drużynie Qiudditcha.
- grasz w Qiudditcha? Och już jesteś cudowny!
Roześmiał się, co brzmiało supersłodko.
- Ponownie dziękuję. No to wracając do opisu. To jestem, tak jak to nazwałaś, cudowny, nieziemski, superextra, świetny, ambitny, bezkonfliktowy, charyzmatyczny, ciepły, cierpliwy, delikatny, dowcipny, dzielny, dziki, figlarny, głuptasek, inteligentny, kochający, lojalny, miły, namiętny, odpowiedzialny, oryginalny, otwarty, pewny siebie, przyjacielski, romantyczny, słodziutki, stanowczy, śmiały, tajemniczy, towarzyski, twórczy, uczciwi, uprzejmy, uważny, wrażliwy, wygadany, wyluzowany, zabawny, zakręcony, żądny przygód i przedewszystkim całuśny!
Pozwoliłam na wypowiedzenie mu wszystkich cech, i na pewno poniektóre zmyślił
- Będę musiała kiedyś sprawdzić jak dobrze całuśny. – odrzekłam z uśmiechem. Oczy mu się zaszkliły, może naprawdę mu się podobam? Niebezpiecznie przybliżył swoją twarz do mojej, dzieląca nas odległość coraz bardziej się zmniejszała, gdy nagle ja zasłoniłam jego usta swoją ręką.
- Posłuchaj, ja naprawdę nie mam ochoty, muszę trochę ochłonąć. Proszę, zrozum mnie.
- Przepraszam, nie chciałem.
- Ty wcale nie zawiniłeś, rozumiem Cię bardzo dobrze.
Chciałam jeszcze raz spojrzeć w jego oczy, ale nie mogłam, nie patrzył na mnie.
- Porozmawiamy jeszcze o czymś? – zapytałam. Wzruszył tylko ramionami.
- Wiesz, ja już chyba idę do dormitorium, jestem straaasznie zmęczona. – wypowiedziałam, przypominając sobie nagle o mojej wizycie w bibliotece. Jednak nie chciałam odchodzić od Gerarda.
- Ja też, idziemy spać! – wstał i biorąc mnie pod rękę weszliśmy ponownie na salę. Pożegnaliśmy się, dał mi całusa w policzek i odszedł. Obiecał, że napisze mi wiadomość o naszym jutrzejszym spotkaniu.
Przemknęłam się do drzwi. Nim opuściłam salę, zerknęłam jeszcze na półmisek z rachatłukum. Wygląda na to, że nikt nie tknął egzotycznego specjału. Wróciłam do dormitorium. Było koło północy, a Julii jeszcze nie było. A umówiłyśmy się na godzinę graniczącą między dwoma dniami. Dziwne, że jej nie ma, bardzo dziwne. Przebrałam się w codzienne rzeczy i ruszyłam ku bibliotece. Weszłam do środka i biblioteka, tak jak się spodziewałam, tonęła w mroku. Miałam dziwne przeczucie, że bibliotekarka może tu być.
Pierwszym dźwiękiem, który usłyszałam, było ciche tykanie zegara. Jak powolne, rytmiczne bicie serca. Odprężyłam się. Osłaniając dłonią lampę, żeby blask nie wydostał się przez okno,
omiotłam snopem światła całą salę. Książki na półkach zasrebrzyły się mgliście, jak zjawy. Główne schody wiodły w górną strefę ciemności, ale skierowałam kroki w lewy korytarz, mijając śpiące portrety. Skradałam się dalej przez obstawiony regałami korytarz, nie bacząc na inne portrety.
Dotarłam wreszcie do regału, na którym położyłam pustą księgę.
Ale gdzie ta książka?
Zdawało mi się, że dokładnie pamiętam, gdzie ją schowałam – między dwa tomy, które nachyliły się teraz ku sobie. Rozdzielała ja szpara cienia. Wsunęłam palce w szczelinę. Pusta.
Walcząc z paniką, omiotłam snopem światła podłogę, lecz i tam książki nie było.
Przegryzłam wargę. Przecież nie mogła tak prędko zniknąć!
Zdesperowana, przeciągnęłam palcami po grzbietach ksiąg na półce, szepcąc: „Johann Fust”, niczym mantrę, która miała przywołać książkę z powrotem… Bez rezultatu. Książki nie było ani na półce, ani na podłodze. Biblioteka strzegła swojego sekretu.
Nagle jakaś książka spadła na ziemię z regału przy głównym wejściu, a echo rozniosło się po całej bibliotece.
Zamarłam. Ktoś tam był.
Instynktownie zgasiłam lampę i skuliłam się między regałami. Ciemność mnie otoczyła, wciskała mi się w oczy i pod żebra. Ledwo oddychałam.
Nasłuchiwałam czujnie, z sercem w gardle.
Czekałam na odgłos czyichś kroków, na szelest oddechu… lecz nie słyszałam nic. Tylko straszliwą, druzgoczącą ciszę. Sekundy wlokły się niemiłosiernie.
Wreszcie, nie mogąc już dłużej znieść napięcia, zaświeciłam ponownie lampę, osłaniając ciasno dłonią, tak że świeciła mu krwawo przez palce. Przy takim nikłym blasku rozejrzałam się dokoła. Jak okiem sięgnąć ponura czerń.
Ostrożnie wysunęłam się z kryjówki. Wzdłuż ścian ciągnęły się książki, milczące i niewzruszone.
Drobnymi kroczkami posuwałam się ku wyjściu. Z korytarza szedł przeciąg; dreszcz przebiegł mi po plecach.
Dotarłam wreszcie do głównego hallu. Wytrzeszczając oczy, próbowałam przeniknąć ciemność.
Przystanęłam, pod wózkiem leżała jakaś książka. Musiała spaść z regału.
Podkradłam się do niej, ale zaraz przeżyłam rozczarowanie: to był jakiś nudny podręcznik, a nie Johann Fust.
Schyliłam się, żeby podnieść książkę i położyć na wózku – i omal nie skonałam z przerażenia. Zza ramy wózka lśniły dwa metaliczne zielone kręgi. Odskoczyłam jak oparzona.
Niemal natychmiast, z westchnieniem ulgi, uświadomiłam sobie, co to takiego.
Pani Norris!
- Tego tylko brakowało! – szepnęłam. – A psik! Tobie tu nie wolno wchodzić! Jak się … - urwałam nagle i rozejrzałam się wkoło. – Jak się tu dostałaś? – dokończyłam.
Główne drzwi były zamknięte. Ani żywej duszy.
Szepcząc : „kici, kici”, podeszłam do kota, chcąc go wybawić z kryjówki (czy to możliwe, że kot wślizgnął się za mnę niepostrzeżenie? Oby tylko nie zjawił się tu Filch.) – jednak pani Morris wymknęła mi się zwinni i prychając, jakby ktoś darł zasłonę, dał susa na górę.
- No to pięknie – podsumowałam, wiedząc, że Pani Pince będzie wściekła, że kot został na noc w bibliotece.
Gniewnie mamrocząc, pognałam za nim po szerokich marmurowych schodach.
Stare, wolno stojące regały, dzieliły galerię na wiele głębokich, mrocznych nisz. Wyglądało to jak procesja wielkich, zakapturzonych mnichów.
Zapuściłam się w główne przejście, tropiąc kotkę. Podłoga skrzypiała pod moimi butami. Omiotłam regał snopem lampy, wydobywając z mroku setki bladych niczym duchy tomów, przykutych do pulpitów grubymi łańcuchami. ( Tu zaczynała się strefa zakazana.) Inne księgi leżały na piankowych poduszkach, rozpostarte jak wielkie ćmy. Tasiemki z ciężarkami, niczym sznury korali, przytrzymywały otwarte stronnice.
Kierowałam światło latarki w każdy kąt i pod każdy pulpit – na próżno.
- Wyłaź, głupi kocie – szepnęłam zniecierpliwiona. – Nie mam czasu!
Czułam, jak sekundy błyskawicznie uciekają.
Jest!
Pani Morris przycupnęła za wielką komodą w najdalszym kącie Sali, pod gigantycznym portretem brodacza o karcącym spojrzeniu. Upierścienione palce starca zaciskały się na skórzanej oprawie księgi.
- Dobry kotek, no, wyłaź! – wabiłam kota, nachylając się, żeby go złapać.
Musnęłam przy tym ramieniem regał i omal nie strąciłam książki.
Kot był zrazu nieufny, ale zawiedziony moim przymilnym tonem, ale pozwolił mi się zbliżyć – wtedy capnęłam go za futro na karku. Oburzony kot miauknął przeraźliwie.
Starając się nie wypuścić z rąk ani latarki, ani rozjuszonego kota, szybko zmierzałam z powrotem ku schodom.
- Nie marudź! – skarciłam panią Morris. – Nie ma powodu do…
Nagle kot wpił się pazurami w moją rękę i odskoczyłam jak na sprężynie, zakreślając łuk w powietrzu. Ledwo hamując łzy, patrzyłam jak kocur miękko ląduje na czterech łapach obok szklanej gabloty, daje susa za schodów i… wypada na dwór przez otwarte drzwi.
Serce mi zamarło. Czułam chłodny prąd powietrza, który snuł się po bibliotece, oplątując mi nogi. Drzwi były otwarte na oścież.

______
Myślę, że ta nota się podoba, długo nad nią pracowałam, głównie nad opisami. Wy też się postarajcie i napiszcie dluuugaśne komentarze!
W związku z tym, że dałam dwie notki, w bardzo krótkim czasie, muszę notkę dać dopiero za dwa tygodnie. myślę, że mnie zrobumiecie, pa! ;*

[ 16 komentarze ]


 
A więc Johann Fust to...
Dodała Joanne Czwartek, 28 Sierpnia, 2008, 20:09

Kiedy nareszcie dotarło do nas, że za kilka (5-6) godzin rozpoczyna się bal, z okazji Nocy Duchów, nie posiadałyśmy się z radości. Byłyśmy właśnie na transmutacji, a że była to ostatnia lekcja tego dnia, nie chciało nam się nawet słuchać McGonagall. Z tyłu dochodziły do mnie podniecone szepty chłopaków. Odwróciłam się i zobaczyłam, że to moi „opiekuni” odwzajemnili mój uśmiech. Postanowiłam coś im napisać, z zeszytu wyrwałam mały skrawek papieru i pospiesznie napisałam:


„Co Wy tacy zadowoleni? Nowy obiekt westchnień płci przeciwnej? Oj, żebym ja miała takie wzięcie w miłości jak Ty czy Syriusz. Nie mówiąc już o Jamesie. Odpisz prędko, bo za 20 minut dzwonek, a chce pogadać.”
Jo


Zgięłam papierek i rzuciłam im na blat, dokładniej do Remusa, bo to on miał być adresatem. Próbowałam częściowo skupić się na lekcji, ale zaraz potem wylądował koło mnie zwitek papieru.


”Jesteśmy zadowoleni, bo idziemy na bal z najbardziej szaloną dziewczyną pod słońcem, bynajmniej ja tak twierdzę (myślę, ze reszta moich kompanów sądzi podobnie). Oczywiście z Tobą, ale po prostu to, co przed chwilą omawialiśmy miało bardziej tajemniczy charakter, nieważne, jaki, ważne, że to nasza wybuchowa sprawa. Nie pytaj mnie nawet, co bo się nie dowiesz. Nie bój się, na pewno kogoś znajdziesz i pamiętaj: Syriusz jest wolny!”
Remus

Prędko odpisałam :

” Nie, nie mogłabym z nim być, gdyby nie był bratem Regulusa to – dlaczego nie?”
Jo


”A gdyby Cię kochał, to nie było by dla Ciebie obojętne, że jest bratem Rega? A słyszałam, że Ty mu nie jesteś obojętna.”
Remus


” Proszę, nie zmuszaj mnie do wyboru. Nie jestem jeszcze gotowa na taką miłość. Ja wciąż go kocham… Ale dlaczego ON był taki podły, dlaczego??? „
Jo


” Przykro mi, ale to jest wyłącznie Twoja, osobista sprawa. Poradzisz sobie, i wiem, że dokonasz właściwego wyboru”
Remus


’Tak łatwo mu mówić, nigdy się nie zakochał’ pomyślałam, ale w głębi duszy przyznawałam się do porad Rema. W końcu nie bez powodu był najbardziej inteligentny, od pozostałej trójki. Dziękuję, że chodzę do Hogwartu, mimo tych niepowodzeń! I niespodziewanie zadzwonił dzwonek. Nie słyszałam nawet, co mówiła pani profesor. Nie dochodziły do mnie nawet żadne słowa, myślami byłam gdzie indziej. Przy nim.


- Jo, to Ty nawet niewyszykowana? Siedziałam pół godziny w łazience, a Ty odkąd tu weszłyśmy leżysz na łóżku! Nie pomyślałaś nawet, żeby tu posprzątać. Leżysz i nic nie robić, a zaraz zacznie się bal! – wrzeszczała Julia. Och! Dlaczego musi być taka marudna!
- Nawet mi się nie chce iść – odparłam chłodno. Nałożyłam poduszkę na głowę i udawałam, że śpię.
- Nawet mnie nie denerwuj, marsz do łazienki.
- No dobra, dobra idę.
Wstałam z łóżka i spokojnym ruchem, wręcz ‘luzackim’ ruszyłam do łazienki. Zdarłam z siebie szybko ubranie. Weszłam pod prysznic i wypuściłam z kranu zimną, okrutnie lodowatą wodę. Nawet nie zauważyłam, że jest aż tak lodowata. Nagle ogarnęło mnie okropne uczucie, takie przytłaczające. Z policzków płynęły mi łzy. Czułam się oszukana i opuszczona. Julia na mnie wrzeszczy, moi nowo poznani kumple podnoszą mnie na duchu. Może myślą, że jestem jakąś wariatką, że nie umiem poradzić sobie sama. Udają przede mną, że jestem całkiem fajna. Ale przecież wszyscy wiedzą, że tak nie jest. Ej! Halo! Ziemia do Carter’ówny! Przecież wcale tak nie jest, uśmiechnij się jesteś w Hogwarcie, nie każdy ma tak wesoło! Gadanie ze sobą wcale nie ma sensu, jeszcze bardziej się pogrążam. Szybko się umyłam i obwinęłam ręcznikiem. Spojrzałam w lustro. Podobały mi się tylko moje oczy, włosy, jak każde, można umodelować. Mój nos był wystarczająco za duży, zniekształcał mi twarz, a usta? Zdecydowanie za duże! Och, nikt mnie nie zechce. Uda mam za grube, jedyne, co mam normalne to mój zdecydowanie duży biust. Tylko miseczka C. Tym się mogę zadowolić. Przecież w końcu na to lecę chłopacy. Wyszłam z łazienki. Julia już była przygotowana. Miała śliczną sukienkę. Jasna, kremowa w kwiatki, podkreślała jej zgrabną figurę. Była zwiewna i wygodna, och jak ona super wyglądała! Jej kruczoczarne włosy były upięte, trochę niedbale, ale taki był efekt. Każdy chłopak się za nią odwróci, i ma wcale nie mniejsze piersi ode mnie! Zaczęłam się przebierać we własny strój, robiłam to od niechcenia, bo wcale mi się nie chciało tam iść. Te bale, to wszystko takie żenujące, i na dodatek nie miałabym, z kim tańczyć. ( Nie będę wam opisywała tego jak wyglądała, zobaczycie na zdjęciach dołączonych na końcu notki.) Wyszłyśmy na bal, nie miałyśmy żadnych partnerów, bo –tak jak mówiła Julia – dopiero mamy zacząć ich zdobywać. Ach! Ten jej optymizm. Weszłyśmy do środka, wszystko było koszmarnie wystrojone, czaszki, dynie. Okropieństwo. A najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że nikt nie był ubrany pod dekoracje. Było dużo dziewcząt ubranych na różowo, żółto, niebiesko. Same „szczęśliwe” kolory. No to co. Ważne, że był bal, a nie! Zauważyłam moich „opiekunów” nawet do nich nie podeszłam, nie byłam na obiedzie, więc ruszyłam do stołu ze smakołykami. Nałożyłam na talerz trochę przysmaków i zabrałam się do jedzenia.
- Nie radziłbym Ci próbować Rachatłukum. – mruknął prof. Slughorn, podchodząc do mnie.
- A co to jest rachatłukum, panie profesorze?
- O, tamto świństwo – odparł, wskazując półmisek pełen pomarańczowych i fioletowych galaretek oblepionych cukrem – W książkach jedzą je tylko podli ludzie – zachichotał.
- Naprawdę? – uśmiechnęłam się złośliwie.
Nim profesor spostrzegł, wetknęłam do ust spory kawałek rachatłukum.
- Wypluj to! –pisnął prof.
Sama miałam ochotę to zrobić. Co za obrzydliwy smak! Korzenna słodycz parzyła mi język. Poszłam poszukać wody do przepłukania ust. Następnie poszłam do tej części stołu, gdzie podano owoce. Gwiaździsty owoc wyglądał kusząco, ale jeszcze bardziej ciekawił mnie smak pomarańczowych jagód w latarce. Zawahałam się – i wrzuciłam jedną jagodę do ust. Stojący przy mnie prof. Slughorn sapnął aż z wrażenia. Odwróciłam się do niego, przytrzymując jagodę zębami. Nauczyciel trzymał się za policzek, jakby go bolały zęby. Mrugnął do mnie.
- Spróbuj to ugryźć, ma smak szamponu – powiedział.
Rozgryzłam jagodę i skrzywiłam się. Owoc pękł jak balonik, a jego miąższ smakował najpierw słodko, po chwili kwaśno, a potem znów słodko, zostawiając na koniec lekką gorycz w ustach. Określenie „szampon” świetnie do niego pasowało. Ale doznanie było ciekawe i miałam ochotę je powtórzyć.
- To tak zwane zimowe czereśnie – objaśnił starszy pan niskim, dobrotliwym tonem. – Nazwa ta sugeruje apetyczną słodycz i w niczym nie zdradza paskudnego smaku. Powiadam ci: nigdy nie ufaj owocom o eufemistycznych nazwach.
- Mnie smakuje – odparłam, chociaż jedna połowa ust całkiem mi zdrętwiała. Profesor bez słowa przeszedł do pękatego skórzanego fotela w kącie Sali, z dala od wszystkich gości. Usiadłam obok i przyjrzałam się mu dokładniej. Jego toga była wystrzępiona po brzegach, a pod pachami dyndały luźne nitki, jak przyszarzałe pajęczyny. Pod spodem profesor nosił tweedową marynarkę z kraciastą koszulą i poplamionym krawatem. Gdyby nie potargane, białe włosy, sterczące niechlujnymi kępkami na głowie, wyglądałby jak przestarzały uczniak przebrany na wyrost.
Profesor przymknął oczy i milczał zamyślony przez dłuższą chwilę. Wiedziałam, że nie powinnam mu przeszkadzać, ale przyszło mi do głowy pilne pytanie, które samo cisnęło się na usta.
- Ekhem! Co to jest Johann Fust?
Co to jest Johann Fust? Profesor gwałtownie odwrócił się i wlepił zdumione oczy we mnie. Takiego pytania wyraźnie się nie spodziewał. Przez moment zdawało mi się, że na twarzy Slughorna dostrzega wyraz bolesnego pragnienia. Na szczęście, wrażenie to pierzchło błyskawicznie, bo profesor uśmiechnął się dobrodusznie.
- Raczej: KTO to jest Johann Fust – poprawił mnie profesor. Usta mu drżały. Przez czoło przebiegł bolesny skurcz.
Skinęłam głową.
Slughorn rozejrzał się czujnie po Sali.
- To nie czas i miejsce – szepnął wreszcie, splatając dłonie, a następnie wciskając je w fałdy togi. – Musimy o nim porozmawiać… później.
To rzekłszy, odszedł pospiesznie. Widać było, że jest zdenerwowany, bo przez chwilę szukał drogi do wyjścia.
A więc Johann Fust to osoba. Napis na okładce to nazwisko autora, a nie tytuł. Tylko jak można być autorem pustej książki. Istniał jeden sposób na uzyskanie odpowiedzi. Musze wrócić do biblioteki, odnaleźć księgę i rozszyfrować ukrytą w niej zagadkę. W nocy albo nigdy.

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

To Joanne, przed balem. Wiem, animacja do dupy, ale chodzi mi o sam wygląd sukienki i włosów. Tak samo u Julii.

[image]

Julia :

[image]

[ 3 komentarze ]


 
Ciąg dalszy wspaniałego dnia, dzień z Julią.
Dodała Joanne Sobota, 23 Sierpnia, 2008, 18:36

Tuż po tym, jak dostałam tę paczkę, wróciliśmy z Huncwotami do Pokoju Wspólnego.
- Dziękuję Wam serdecznie za ten wspaniały dzień, gdyby nie wy leżałabym pewnie na łóżku i cały czas ryczała.
- Ależ na pewno byś nie ryczała. Nawet się nim nie przejmuj, facet po prostu na ciebie nie zasługuję, a ty niepotrzebnie tak to przeżywasz. Jeszcze tylu fajnych chłopaków znajdziesz, oo.. nawet Łapa jest wolny. – wyszczerzył się James. Tak on to zawsze ma głupie pomysły, nie.. nie chciałabym być z Łapą. Za bardzo by mi przypominał o mojej nieszczęśliwej miłości.
- Ja też jestem wolny – niemal wykrzyknął Peter – no co? Nie chciałabyś mieć takiego chłopaka jak ja? Jestem bardzo atrakcyjny, no.. może nie w objętości. Bo z moją masą jest coś nie w porządku.
- Ale właśnie, że jest w porządku. Jesteś chodzącym dowodem na to, że Skrzaty robią bardzo smaczne i syte jedzonko – odparł Syriusz z lekką ironią w głosie.
- No, to ja już lecę, muszę się jeszcze spotkać z Julią. Nie mogę jej nie powiedzieć o Regulusie, jest moją przyjaciółką. Ona mi o wszystkim mówi.
- A mówiła Ci, że zakochała się we mnie? – wyszczerzył się James.
- Taak? Przecież jesteś okropny, fuu.. nawet bym się z Tobą zadawać nie chciała.
- No wiesz? Phi – odpowiedział i jednym zamaszystym ruchem głowy strzelił focha.
- Ja już naprawdę muszę iść. Pa – powiedziałam i każdego pocałowałam w czoło – tak symbolicznie. Wróciłam do pokoju. Nie było jeszcze Julii, no cóż, nasza rozmowa chyba musi poczekać. Tyle jej miałam do opowiedzenia. Och! Jeszcze bym zapomniała o książce. Może coś spróbuję zapisać? Taki mały pamiętnik. Podeszłam do szafki, wyciągnęłam pióro i zaczęłam gryzmolić: „Mój własny pamiętnik”. Stało się coś bardzo dziwnego, bo to, co napisałam znikło. Napisałam jeszcze raz, a to dalej nie przestawało znikać. Co jest? Rzuciłam księgę na podłogę, nie martwiąc się nawet o to, gdzie wylądowała. Wkurzyłam się i nie przebierając się położyłam się na łóżko i zasnęłam.

- Joanne! Wstawaj już! Jest niedziela, wolny dzień, mamy dużo czasu na pogaduszki – wrzasnęła mi Julia do ucha…
- Nie mamo, ja chcę jeszcze pospać – warknęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Nie jestem Twoją mamą, wstawaj! Aguamenti – wrzasnęła i z jej różdżki wyleciał strumień świeżej wody. Cholera!
- Co Ty robisz, pospać nie dasz! Przestań, to tylko woda.
- Tylko? To aż woda!
- Dobra, nie marudź już. Ubieraj się, a potem opowiadaj, co się stało. Ja też mam Ci dużo do opowiedzenia!
Zerwałam się z łóżka i zwinnie omijając rozrzucone rzeczy wbiegłam do łazienki. Umyłam się, a raczej odświeżyłam i jak nowo narodzona szybko pomknęłam ku Julii. Opowiedziałam jej wszystko, ze szczegółami. O mojej krótkiej rozmowie z Regulusem, o moich żalach do Jamesa i Syriusza, o tym, że już nie będę z Regulusem, i również o moim płaczu w dormitorium. Opisałam jej również cały dzień z Huncwotami i oznajmiłam jej, że nie ma się o co martwić, bo nie będą moimi przyjaciółmi. Tylko kumplami. Nie zapomniałam również, o tajemniczej paczce, z księgą. Pokazałam jej ją i, ku mojemu zdumieniu, w ogóle nie widziała zagadki, którą odczytałam. Powiedziała mi, że nie mogę jej tak tu trzymać, bo nasze współlokatorki mogą ją zobaczyć i zabrać, dlatego więc poszłyśmy do biblioteki i schowaliśmy ją za innymi książkami tak, żeby pani Pince nawet jej nie zabrała.
- Teraz ty mi opowiedz o swojej niedzieli spędzonej z tym uroczym chłopakiem.
- No dobra, och… jaki to był cudny dzień. Na początek spotkaliśmy się na błoniach, już na mnie czekał i powiedział, że ślicznie wyglądam, bla bla bla. Potem zaproponował mi, żebyś my poszli niedaleko chatki Hagrida się przejść no to poszliśmy, rozmawialiśmy o swoich zainteresowaniach itp. I tak gdzieś koło trzech godzin gadaliśmy. Była już gdzieś tak godzina 13, 14 więc poszliśmy do biblioteki. Poopowiadaliśmy sobie kawały, cały czas byliśmy zagadani. Gadaliśmy, gadaliśmy i gadaliśmy. Nic więcej.
- Nic więcej? To nawet Cię nie pocałował?
- Poczekaj daj mi wytłumaczyć. No, więc koło 16 poszliśmy na obiad, było już późno jak na obiad, ale byliśmy głodni. Usiadłam z nim, koło jego kolegów, przy jego stole. A oni coś zaczęli gadać, że ma nową laskę, że jaka śliczna. A ja tylko parskałam śmiechem, bo przecież wszyscy wiedzą, że jest odwrotnie. Więc…
- Ty brzydka? Przestań, jesteś śliczna, zazdroszczę Ci tej urody. – ośmieliłam jej przerwać.
- WIĘC, nie przerywaj mi, więc już się wkurzał, że mu tak dogadywali. Zjedliśmy obiad i po prostu wyszliśmy na dwór, tak znowu i… - widząc moją minę, dodała szybko - i pocałował mnie! Tak, nie przesłyszałaś się, pocałował mnie. Było tak… cudownie. Och, gdybym to mogła powtórzyć… Jo, chyba się zakochałam.
Wypowiedziała te ostatnie słowa i gibnęła się na krześle do tyłu.
- Na gacie Dumbledore’a! Julia, nic Ci nie jest? Żyjesz słyszysz mnie? – podbiegłam do niej w panice.
- Nie, wszystko w porządku. Żyję.
- Wystraszyłaś mnie.
Obydwie parsknęłyśmy śmiechem. Och Julia, kocham Cię! Jesteś moją kochaną, najwspanialszą przyjaciółką!


Moja Julia ;**
[image]
Ja :
[image]
___
Notkę dałam wcześniej, trochę krótszą, ale za to następną dam dużo dłuższą w środę. ;> Jak się wrzuca zdjęcie, w panelu admina?

[ 16 komentarze ]


 
Księga.
Dodała Joanne Wtorek, 19 Sierpnia, 2008, 11:34

*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^*~^


- Natychmiast go puść – krzyczała Lily jednocześnie łapiąc się za włosy – on Ci nic nie zrobił!! Dlaczego rzucasz na niego zaklęcia, on mnie tak nazwał nie Ciebie, to moja sprawa!!!
- Słyszałaś jak Cię nazwał? Nie podaruję mu tego. – odwarknął James
- James, proszę nie rób tego. To miał być szczęśliwy dzień, nie zamierzałam go tak psuć, myślałam, że mnie wesprzecie. A teraz co? Lily sobie poradzi, nie puści tego płazem Snapeowi. – próbowałam go odciągnąć.
- Z Tobą się jeszcze rozprawię – wycedził na pożegnanie, kierując słowa w stronę ślizgona.
- Potter, nie odzywaj się nigdy do mnie!! A ty Snape – możesz podzielić swój los z Potterem, obaj jesteście okrutni. – wypowiadając te słowa rudowłosa dziewczyna z płaczem odbiegła.
- Haha, ale Ty masz James podejście do bab, nie wytrzymam. Jak mogłeś … - Syriusz przerwał swoje uwagi widząc moją, piorunującą go minę. Odeszliśmy w kierunku jeziora.
- Masz szczęście, że nie było tu żadnego nauczyciela, miałbyś szlaban.
- Wolę szlaban niż nie odzywanie się do Lily. Co w tym złego, że rzuciłem na niego zaklęcie, słyszeliście jak ją nazwał. Nie mogłem tak tego zostawić. Nie daruję mu tego. A no odwdzięczyła mi się nienawiścią. Jo… czy ja jestem taki odrażający??
- Lily postąpiła źle, wręcz okropnie. Ja bym chciała, żeby jakiś chłopak postąpił tak jak ty. Zrozumiałabym wtedy, że czuję się doceniana. I ten ktoś zyskałby u mnie szacunek, bo jest taki bohaterski. Musiała Cię wcześniej już za coś nienawidzić, skoro tak postąpiła. Chodźcie już na kolację, głodna jestem. Tylko nie dręcz już więcej Snape’a, może jak mu odpuścisz, to Lily w końcu Cię polubi.
- Dzięki…
Całą piątką ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Zamek już nie był taki opuszczony, połowa uczniów siedziała już przy stołach. Stanęłam na schodach prowadzących do Sali. Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam wszystkich rozmów. Kilka dziewczyn kłóciło się o to, na jaki kolor przefarbować sobie włosy. Jeszcze inne dyskutowały o jakimś Puchonie, jaki on jest cudowny. Wszędzie było słychać jakieś ekscytujące rozmowy. Moja dusza się uspokoiła… jak cudownie jest przebywać w Hogwarcie – pomyślałam.
- Ale bym coś zjadł – wyszeptał Peter siadając do stołu. Od razu wykrzywiłam buzię w dziwnych grymasie – no co? Od obiadu minęło już dużo czasu, a ja jestem głody
- Ależ ja nic nie mówię, ale w końcu po to przyszliśmy i zbędne nam było Twoje mówienie o tym, że chcesz jeść.
Przez kilkanaście minut nikt z naszej piątki się nie odezwał, wszyscy zajęci byli jedzeniem. W tym samym czasie kiedy miałam się odezwać wylądowała przede mną sowa.
O tej porze? To chyba musi być coś ważnego.
Otworzyłam zawiniątko, to była książka. Szybko wzięłam ją do ręki i nagle stało się coś dziwnego: książka sama umościła się wygodniej w mojej dłoni. Ruch był ledwo dostrzegalny, ale poczułam go bez wątpienia. Książka pasowała do mojej ręki jak ulał, jakby trafiła na swoje właściwe miejsce.
Serce zamarło mi na moment.
Przyjrzałam się bliżej i stwierdziłam, że okładka ma dwie klamerki, które kiedyś zamykały książkę, teraz jednak były połamane, a skórzane paski dyndały luźno, jak u rozpiętego zegarka. Na końcu jednego paska sterczał srebrny kolec przypominający kieł węża.
Na okładce było coś napisane, lecz litery tak zblakły, że prawie nie dawały się odczytać. Nakreślone kreską cieniutką jak pajęczyna, pokryte były warstewką kurzu. Zdmuchnęłam go. Moim oczom ukazał się tytuł wytłoczony w skórze dziwnie zaokrąglonymi literami :

Johann Fust

Otworzyłam książkę.
Palce mi drżały, ale strony odwracały się posłusznie jakby same z siebie – jakby niewidzialna ręka sięgnęła z przeszłości, szukając najlepszego miejsa na początek lektury.
Wstrzymałam oddech, zaskoczona.
Niektóre kartki były pozlepiane krawędziami i nie otwierały się, za to inne rozwijały się jak mapy pokazujące tereny. Papier nie był liniowany jak zeszyt, nie było te z w książce miejsca na notatki – więc to nie pamiętnik; a jednak niezadrukowane stronnice w niczym nie przypominały powieści. Wyglądało na to, że przysłano mi pusta książkę? Tylko po co mi księga bez słów?
Podniosłam książkę pod słońce, wydawało mi się, że dostrzegam na kartkach ledwo widoczne świetliste smugi – jakby książkę prześwietlało słońce, komunikując jakąś treść. Podniosłam jedną stronę wyżej pod światło w nadziei, że odczytam zakodowany na niej tekst – ale nie ujrzałam nic. Kartki przypominały cienkie, oszronione szyby. Nieczytelne.
Machinalnie gładziłam stronicę księgi. Nigdy jeszcze nie dotykałam czegoś równie miękkiego. Papier był niczym płatki śniegu tuż przed stopnieniem – albo jak… nie wiadomo co. Mimo to raz otworzywszy księgę, nie miałam ochoty wypuścić jej z rąk. Rzuciła na mnie urok.
Jasne, że to nie może być zwykła książka!
- Co oglądasz?
Remus zaskoczył ją. Z pytającą miną obserwował mnie.
- Nic – odparłam i odwróciłam się gwałtownie, żeby nie zobaczył księgi
- Kłamiesz.
- Mówię przecież, że nic.
- Trzymasz w rękach książkę? Przygodowa?
- Ta książka jest o czym innym. Ktoś przez pomyłkę mógł mi ją wysłać.
- A o czym jest?
Zlekceważyłam jego pytanie i dalej kartkowałam księgę. Czuję się jak pierwszy człowiek, który ją odkrył, chyba że jest to pierwsza księga, która odkryła mnie…
To przecież niemożliwe! Przerzuciłam stronice, szukając karty bibliotecznej, lecz nic nie znalazłam. Nie było też nalepki na grzbiecie, gdzie bibliotekarze naklejają czasem numer katalogowy, który studenci wypisują na rewersie, wypożyczając książkę. Księga była najwyraźniej nierejestrowana. Tak jakby nie istniała. Przeszukałam paczkę, z nadzieją, że znajdę jakąs kartkę. I była :

” Myślę, że Ci się spodoba. Nie mieliśmy, co z nią zrobić. Jest pusta. Dlatego wyślemy ją Tobie. Możesz zrobić z nią, co tylko chcesz. Mama i Tata.”

Zatrzymam ją. Przecież w niej nie ma nawet żadnych słów, więc i tak nikomu się nie przyda. A może jest inaczej? W chwili gdy zamykałam książkę, spostrzegałam jakieś słowa nakreślone na samym środku stronicy. Nawet jej nie szukałam, sama mi się otworzyła!
Skąd wzięły się te słowa? Powtarzały imię i nazwisko wytłoczone na okładce, lecz tym razem imieniu towarzyszyło kilka linijek tekstu, który wyglądał na wiersz. Napisane drobniutkimi literami, były prawie niewidoczne. Jak cała książka, wydawały się nie mieć sensu.
Odczytałam je szeptem.
- Co mówiłaś?
Znowu Remus.
- Nic, nie ważne.
- Powiedziałaś przed chwilą coś dziwnego. Co to właściwie za książka?
Nachylił się, żeby przyjrzeć się z bliska. Zasłaniając księgę ramieniem, wyrecytowałam tekst jeszcze ciszej, tak żeby nie słyszał.

*Gdy Lato się z Zimą rozejdą w jesieni,
sekretu mrok Słońca w sens jasny przemieni.
Gdy Lato od Zimy na zawsze odbiegnie,
rozpadnie się Księga i Świat w gruzach legnie.
Lecz jeśli połączą się znów Pory roku,
na wieki trwać będzie Porządek i Pokój.
Te słowa zapisał Johann Fust.
Sens Głębi odnajdziesz w Sercu swym.*


Skonsternowana, potarłam czoło. Słońce może odnosić się do smug, które widzę na papierze – ale kim lub czym jest Johann Fust? I jak można czytać pustą książkę?
Wyraźnie brakowało mi inteligencji, bo nie zrozumiałam wiersza ani w ząb, nie mówiąc już o całej reszcie księgi.
- Mogę zobaczyć?
- Nie!
- Z daleka wygląda na całkiem pustą książkę.
- Bo nic w niej nie ma – odparłam automatycznie i nagle zamarłam ze zdziwienia, ponieważ zorientowałam się, że Remus nie widzi słów, które ja widzę.
- Pokaż – nalegał
- Nie dotykaj – ostrzegłam, cofając księgę spod jego palców – to jest książka nadzwyczajna, bezcenna… i w ogóle.
Spojrzałam na Rema.
- W tej książce naprawdę nic nie ma – rzekłam łagodniej. – jest pudta.
Dałam mu chwilę potrzymać księgę, po czym wsunęłam ją do plecaka.
- To po co Ci ją ktoś przysłał?
- Nie wiem.



* Słowa z książki Endymion Spring - Matthewa Skeltona

[ 5 komentarze ]


 
Strózowanie i ....
Dodała Joanne Czwartek, 14 Sierpnia, 2008, 19:17

Przepraszam Was serdecznie, za tak krótką notkę. Spowodowało to brak weny i czasu.
***


- Co ja wyprawiam?? Tylko się zakochałam! Jo, opanuj się! On nie jest tego wart, muszę zejść na dół, jak gdyby nic się nie stało. – warczałam na siebie.
Zerknęłam do lusterka i co zobaczyłam? Cały makijaż był cały rozmazany. Nie mogłam nigdzie się w takim stanie pokazać. Zaczęłam więc dokonywać retuszu. Wyglądałam już inaczej, chociaż na twarzy zostały ślady po nieustannym płaczu. Jeżeli chcę zapomnieć o Regulusie, muszę wziąć się w garść. Jestem przecież twarda! Muszę się zastanowić, co z sobą począć. Idę do pokoju wspólnego! Otworzyłam drzwiczki i zbiegłam po schodach. Już szłam ku mojemu ulubionemu miejscu, kiedy zobaczyłam, że Huncwoci siedzą właśnie na nim. O nie! Tylko tego brakowało, zaraz będą mnie pocieszać. Zawracam! Odwróciłam się, kierując swoje ciało w stronę schodów.
- Joanne! – o nie, miałam być niewidoczna! – Chodź do nas.
Ponownie odwróciłam się do Huncwotów. To wołał Remus. Udawałam, że nic się przed chwilą nie stało. Podeszłam do nich.
- Mieliśmy spędzić ten dzień w zabawnej atmosferze. I nie będziemy jej psuć – zdziwiła mnie szczerość Jamesa, starał się nie wspomnieć o Regu. Z troski o mnie?
- Nie będziemy – powtórzyłam
- Zuch dziewczynka. Gdzie idziemy? – teraz wtrącił się Syriusz
- Zlać dupę Twojemu bratu!!! – James niemal to wykrzyknął, wstał i już ruszał do portretu, gdy przerwał mu Remus
- James! To nie rozsądne, nie warto tracić czasu na tego dupka. A poza tym umawialiśmy się, że nie wspomnimy o nim przy… Jo.
- Może po prostu spędzimy ten wspaniały czas u was w dormitorium? – uśmiechnęłam się jak najlepiej, żeby złagodzić sytuację i, żeby w końcu przestać gadać o tym BUFONIE!!
- Ja wiedziałem, że masz świetne pomysły! Idziemy.
Poszliśmy do ich pokoju. Zanim weszłam, sądziłam, że James i Syriusz są strasznymi bałaganiarzami. Ale myliłam się, jak każdy normalny człowiek, mieli na łóżku porozrzucane jedynie kilka rzeczy. Na szafce były jakieś smakołyki z Hogsmeade, zasłony były rozsunięte, ale tylko u Remusa było odwrotnie - miał zasłonięte. Może coś tam ukrywał? Tego nie wiedziała i nie zamierzała się dowiadywać. Najmniej posprzątane było łóżko Petera, na niej było najwięcej jedzenia. Nieposkładane rzeczy leżały na łóżku, a ksiązki walały się wokół niego.
- Myślałam, że to wy najwięcej bałaganicie – słowa skierowałam do Rogacza i Łapy.
- Ale za to nie jesteśmy takimi pedantami jak Remus – wyszczerzył się James.
- Haha, bardzo śmieszne – odgryzł się Lunatyk.
Długo jeszcze rozmawiali, grali w gry planszowe i próbowali transmutować różne rzeczy w pokoju. Aż w końcu koło 19:00 zeszli na kolację. Schodząc, nie spotkali nikogo po drodze. Jedynie kilka duchów.
- Zauważyliście jak tu cicho? Ciekawe, gdzie są pozostali uczniowie. – zapytał Remus. Ledwie potem znalazła się na to pytanie odpowiedź, gdy weszli na błonia.
- … tylko po to, żeby mieć przyjaciół? – wrzeszczała rudowłosa dziewczyna
- Ale nie, to nie tak. To pewien kolega mi ich przedstawił, nie wiedziałem, czym oni się zajmują – protestował czarnowłosy chłopak w ślizgońskich szatach.
- To nie tak? A jak? Nie znasz Malfoya? Chyba tylko ty jeden nie wiesz, czym on się zajmuje!! – dziewczyna była cała czerwona, po jej twarzy przenikały różne emocję, musiało pójść o coś poważnego
- Lily, proszę. Wiesz, że to nie tak. Ja już nigdy z nimi nie będę obiecuję. Ja…
- Nigdy Ci tego nie wybaczę. A może w tym „stowarzyszeniu” obgadujesz mnie, wyzywasz mnie od szlam, knujesz? Skąd mam wiedzieć? Straciłam do ciebie zaufanie! Dlaczego taki jesteś? Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi! – wymawiając te ostatnie słowa kompletnie się rozryczała.
- Wiesz, zasługujesz na to miano.
W tej chwili ktoś przepchnął mnie przez ramię.
- Co ty sobie wyobrażasz? Że będziesz ją tak nazywał? Masz czelność?- wybuchnął James
- A ty się nie wtrącaj – każde słowo Lily wymieniła osobno przez zęby.
- Mam się nie wtrącać? A ty byś mu pewnie pozwoliła na to słowo? Żeby tak do Ciebie mówił?
- James, przestań to nie Twoja sprawa – podeszłam do niego odciągając go, ale wyrywał mi się.
- Ty też, to sprawa moja i Severusa. Odejdźcie, obydwoje. Już!
- Uważałam Cię za mądrzejszą osobę. – odburknęłam. Odchodząc usłyszałam tylko wypowiedziane zaklęcie. Odwróciłam się i zobaczyłam oszołomionego Seva, no tak - Drętwota. Biedny Severus.

[ 5 komentarze ]


 
Zapowiadał się wspaniały dzień, gdyby tylko nie on..
Dodała Joanne Środa, 30 Lipca, 2008, 19:27

Nareszcie wzięłam się za siebie i napisałam ciut dłuższą notkę, dokładnie przemyślałam wasz komentarze i wzystko pstarałam się naprawić, mam nadzieję, że się udało! A teraz czytajcie :

***
Następnego dnia (sobota), rano, koło godziny 7:30 wstałam i widząc, że dziewczyny jeszcze śpią poszłam od razu do łazienki i zajęłam się lekkim makijażem. Delikatny błyszczyk, maskara, fluid i do tego paznokcie pomalowałam francuskim. Według mnie połączenie tego wszystkiego było oszałamiające. Włosy szybkim zaklęciem wyprostowałam (jak fajnie, że zajęło mi to kilka sekund) i spięłam w kitkę. Wróciłam do pokoju ubrałam się i chwile potem przypomniałam sobie wszystko, co się wczoraj zdarzyło. O mało się nie rozpłakałam, ale w duchu przypomniałam sobie słowa James’a : „ nie możesz tak robić, jakiś tam chłopak nie jest warty twojego płaczu.” Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o moim stróżu, może jest jakaś szansa, że gdy będę „chroniona” przez Syriusza, Reg pozazdrości i będzie chciał do mnie wrócić. Teraz nie chcę już myśleć o chłopakach. Zaniedbałam ostatnio Julię, dawno długo nie gadaliśmy, głównie o nauce.
Po cichutku udałam się na dół do PW. Siedział tam Remus zaczytany w jakiejś książce.
- Cześć – uśmiechnęłam się do niego – co czytasz?
Remus zdumiony tym, że się do niego odzywam (znaliśmy się tylko z widzenia i też przez Syriusza i Jamesa).
- Cześć, bardzo ciekawa powieść przygodowa, jest obłędna! Terry Pratchet - świetny autor.
- Pratchett? Nie żartuj! Też go czytasz? Jest świetny, oh.. te jego świetne opisy czarownic i magów.
Przegadaliśmy na temat książek dobrą godzinę, pół godziny przed dziewiątą do pokoju weszła cała rozpromieniona Julia, świetnie wyglądała w krótkiej, jeans’owej spódnicy i w bluzce na ramiączkach. Proste włosy miała rozpuszczone. Wyglądała uroczo. Gdyby nie miała chłopaka zdziwiłabym się, że tak się wystroiła. Jej lubym był niski, środnio przystojny i miły chłopak: Xenofilius LoveGood (ciekawe imię, no nie?)
- Nie będę się pytała gdzie się wybierasz. – uśmiechnęłam się do niej w szyderczym uśmiechu.
- Oj, przestań. Spotykam się z nim, bo uczymy się razem, a tak poza tym jest bardzo miłym kolegą. – odpowiedziała.
- Uczycie się? W sobotę? W dodatku rano? – zadrwiłam z niej.
- No dobra, spytał się mnie wczoraj, czy spędzę z nim dzisiaj cały dzień. Nie gniewasz się, że mnie z Tobą dzisiaj nie będzie?
- Ależ oczywiście, nie gniewam się. Mam tylu przyjaciół, że nie wiem, czy miałabym dzisiaj dla Ciebie czas. – odpowiedziałam obrażona.
- No proszę, nic Ci się nie stanie. A gdybyś ty miała spędzić cały dzień z chłopakiem, nie poszłabyś? – warknęła – a w dodatku Ty byś mi nawet nie powiedziała, że nie będziemy się widywać.
Lekko się zarumieniłam.
- Proszę nie chcę się dzisiaj kłócić, już i tak mam za dużo zmartwień jak na ten tydzień.
- A co się stało? – spytała
- Aaa... zaraz jak się zobaczymy opowiem Ci – odpowiedziałam, a w głowie przemknęły mi wczorajsze zdarzenia nad jeziorem. Obojętna twarz Regulusa, płacz, ubolewanie nad stratą i stróż. – a będzie tego sporo.
- Jo, ja już naprawdę jestem spóźniona. A poza tym on nie toleruje spóźnialskich. Paa – mówiąc dała mi wielki buziak w policzek. Kochana jest.
- Och, żebym to ja mogła tak spędzić cały dzień z jakimkolwiek chłopakiem – wyżaliłam się Remusowi, który zanurzył się w książce.
- Przecież to żaden problem, taka śliczna dziewczyna jak Ty, na pewno znajdzie sobie towarzystwo na dzisiejszy, słoneczny dzień. – odpowiedział z radością w oczach, ale dalej czytał.
- Ja śliczna? Nie rozśmieszaj mnie.. – zakpiłam sama z siebie. Moja włosy wyglądały niczym wielka szopa. Mama zawsze mówiła, że mam śliczne, gęste włosy i, że każdy na moim miejscu dziękował Niebiosom za taki dar. Ja tak nie uważałam, dobrze, że można prostować włosy, bo nigdy nie wyszłabym z domu z takim puchem. A jeszcze do tego mam za duży nos, psuje kompozycje na mojej twarzy. Nawet moje uda są grube. Bynajmniej ja tak uważam. Koszmar, wstydzę się nawet chodzić w spódnicy. Jedyne, co mam normalne w sobie, to moja cera. Jest gładka i bez żadnych pryszczy.
- Nie ma się czym denerwować. Nie możesz popadać w kompleksy, naprawdę wyglądasz świetnie.
- Yhmm.. dzięki, że dodajesz mi otuchy.
Nastąpiła cisza. Nikogo oprócz nas nie było w Pokoju. Remus czytał, a ja, korzystając z chwil spokoju, zamknęłam oczy i puściłam wodze wyobraźni. Wtem, niewiadomo skąd, ktoś położył mi ręce na oczach.
- Zgadnij kto to! – zaśmiał się James.
- hmm.. pomyślmy, skoro Remus czyta książkę, to nie może to być on. James się odezwał, czyli to nie może też być on, bo bym za szybko zgadła. Albo Peter albo Syriusz, a może jakiś przystojny chłopak…
- Co? Twierdzisz, że nie jestem przystojny? – oburzył się Syriusz.
- Ha! Wiedziałam, że to Ty! – odezwałam się niezwykle uradowana – dla mnie nie jesteś przystojny.
- Osz ty… pożałujesz tego – w tej chwil dwie, jakże delikatne i ciepłe ręce zaczęły mnie dotykać po całym ciele, co zapewne miało być gilgotaniem. Zaczęłam się śmiać, a mój śmiech słychać było w całej wieży Gryfonów.
- Jo mówiła, że chce dzisiaj spędzić sobotę w towarzystwie chłopaków. – odezwali się niespodziewanie Remus chwilę po tym jak przestałam się śmiać.
- Ej, ja to tylko tobie mówiłam!
- Ee ejj.. dobra, Remus nic nie mówił zrobimy to od początku – wykrzyknął James.
Szybko wybiegł na schody, żeby ponownie wrócić i powiedział
- Cześć Jo, dzisiaj jest piękna sobota, chcesz spędzić dzisiejszy dzień w naszym towarzystwie?
- Byłoby mi niezmiernie miło, gdybym mogła.
- Możesz zawsze, kiedy tylko chcesz! – powiedział Peter.
- Zgodzę się z Glizdkiem – przytaknął Syriusz.

***

- Jejku.. to już jedenasta? – wykrzyknął niespodziewanie James, kiedy siedzieliśmy na pomoście nad jeziorem. Tak! Na tym samym nieszczęśliwym pomoście, kiedy to miałam okropny dzień. – tak długo już ze sobą spędzamy czas, że nie wiedziałem, że dopiero minęły dwie godziny.
- Dzięki dzisiejszemu dniu mogliśmy się lepiej poznać – odrzekł Remus.
- A znaliśmy się tylko z widzenia, albo przez moją znajomość z Regulusem. – udałam, że się uśmiecham
- Nawet mi już o nim nie wspominaj, sorry Łapa.
- Mówiłem już, że on tak jak moja matka ubóstwia „czystokrwistowców”, czasami on też jest wkurzający.
- Co dzisiaj będziemy robić? – szybko zmieniłam temat, żeby już o nim nie myśleć. – Będziemy tak cały dzień siedzieć?
- Mi to nie przeszkadza… mogę leżeć ile mi się chce… - powiedział Syriusz rozkoszując się czystym powietrzem. – a szczerze mówiąc, to chce mi się… - popatrzył na Jamesa
- Łapa, myślisz o tym samym co ja ?
- yhmm..
Ledwo co zdążył wypowiedzieć słowo i już obaj biegli do jeziora, wskoczyli i ochlapali nas.
- Ej, ale wejść to mogliście spokojnie, bez żadnych ‘chlapań’. – zadrwiłam
- Ale wtedy nie byłoby frajdy – wyznał Syriusz – dołączysz się?
- Nie… tak mi jest dobrze.
- Jak chcesz, ale potem ty będziesz tego żałowała?
Chłopaki zaczęli się chlapać, James zdążył zanurkować i popłynął pod wodą do Syriusza, złapał go za nogę i wywrócił.
- Aaa.. czyś ty zdurniał? Tak niespodziewanie mnie topić...?
- Ale wtedy nie byłoby frajdy.
Długo się jeszcze wygłupiali, aż wreszcie koło godziny 15:00 poszliśmy w kierunku zamku.
To, co zobaczyłam odebrało mi mowę. Gdyby nie James pewnie znowu popsułby mi się dzień. Na schodach zobaczyłam Regulusa. Niestety nie był sam, koło niego siedziała ładna brunetka, była zgrabna, chuda i jeszcze do tego nogi miała położone na kolanach Rega! Co to był za koszmar, wczoraj rano myślałam jeszcze, że mnie kocha. A on kiedy, na niego patrzyłam robił tylko te swoje słodkie oczka (czasami żałuję, że znam się z Syriuszem, bo on strasznie przypomina mi o Regu), byłabym z nim taka szczęśliwa, a teraz… ta lala i on się całują! To był cios w serce. Łzy napływały mi do oczu, nie mogłam tego wytrzymać. Dlaczego to nie ja jestem na jej miejscu? Zaczęłam biec do środka zamku, wbiegłam na ruchome schody i jedynie, co słyszałam to mój lament i powoływania, był to chyba Syriusz i James, chociaż zdawało mi się, że wołał do mnie jakiś obraz. Wbiegłam do pokoju wspólnego. Na moją niekorzyść było tam dużo uczniów, starając się nie zwrócić ich uwagi na mnie wbiegłam do mojego dormitorium zanosząc się jeszcze większym płaczem.

Zapomniałam jeszcze dodać, że wracam 13, więc notka ukaże się 14.08. Bye, bye ! ;**

[ 7 komentarze ]


 
Rozmowa. Rozpacz. Pocieszenie. Stróż
Dodała Joanne Czwartek, 24 Lipca, 2008, 17:28

Może to źle, a może dobrze, ale chcę zacząć trochę inaczej, lepiej będzie mi rozwijać akcję od trzeciego roku. Dodam wątki miłosne i akcja będzie bardziej rozwinięta. I dodam jeszcze, że moja bohaterka nie jest takiego typu, że niby jest piękna, że mieszka w dormitorium z Lily. itp. Chcę mieć trochę inną fabułę, będę pisała na inny temat.
****
Zaczął się trzeci rok nauki Joanne Carter. Ma wspaniałą przyjaciółkę – Julię. Zna się z najbardziej czarującymi chłopakami w Hogwarcie: Jamesem Potterem i z Syriuszem Blackiem. I zakochała się. Nie w Potterze, nie w Syriuszu, ale w Regulusie. Każdego dnia, każdej nocy myślała o nim, chciała być przy nim na zawsze. Kochała go szalenie. Lecz pewnego słonecznego dnia, jej nadzieja na ten związek zgasła.
- Cześć Reg – oznajmiła Jo, kiedy tylko zobaczyła Regulusa Blacka. – przejdziemy się po błoniach, chciałabym z Tobą porozmawiać.
- No hej, dobrze, że chcesz, bo ja akurat miałem to samo zrobić.
Wyszli na błonia i pod pobliskim drzewem Joan zobaczyła paczkę Huncwotów: Jamesa Pottera, Syriusza Blacka, Petera Pettigrew i Remusa Lupina. Ten drugi, gdy zobaczył swojego brata razem z Carter oniemiał z zazdrości. Jego brat ma dziewczynę, taka była jego pierwsza myśl, bo widok ich będących razem był rzadkością.
- Cześć Regulusie, cześć Jo – wykrzyknął James i natychmiast do nich podszedł – romantyczny spacerek nad jezioro, co?
- Cześć, wiesz… chciałam iść z Wami, ale przyuważyłam, że, ku mojemu zdumieniu, jesteście zajęci nauką….
- My i nauka? – przerwał jej Black – on czytał tylko pewien list, a ty wyciągasz pochopne wnioski.
- Oj przestań, tylko żartowałam.
- A możemy iść z Tobą? – spytał lekko zarumieniony Syriusz
- Zawsze, tylko w tej chwili nie, bo chcę poprowadzić ważną rozmowę z Tym bratem.
- Oh… to nic, jak skończycie, to przyjdź do nas.
- Chodź Jo, bo to będzie długa rozmowa.. – oznajmił równie przystojny brat Blacka.

***
Dotarli nad jezioro, usiadli na pomoście i zaczęłi rozmawiać
- Wiesz … - rozpoczęła Jo – chciałam Ci powiedzieć, że.. eee.. ymm, to trochę krępujące, ale… zakochałam się w Tobie.
- Wiem – powiedział beznamiętnym tonem Regulus
- Eee.. że niby skąd?
- To widać, gdy tu szliśmy trzymałaś mnie pod rękę, często widzę kątem oka jak na mnie patrzysz, jest to trochę denerwujące
- To znaczy, że ja jestem dla Ciebie obojętna? – zapytała przerażona
- Nazywaj to jak chcesz, ale to jest właśnie prawda! – odparł Reg. W tej chwili Jo już nie czuła nic, cały świat się dla niej zawalił, patrzyła na chłopaka zaskoczona, myślała, że po tej rozmowie wyzna jej miłość i będą razem.. zawsze myślała, że on też się w niej zakochał.. że będą szczęśliwi, że wszyscy im będą zazdrościć, że są razem.. to mogło być coś pięknego… a jednak…
- Ale zawsze, gdy rozmawialiśmy wydawałeś się taki uśmiechnięty – wyszeptała bliska płaczu dziewczyna – myślałam, że też mnie kochasz!!
- Przykro mi, ale nie- mówiąc to wstał i odszedł.
Jo rozryczała się już nie na żarty… płakała i jednocześnie myślała o tym, żeby się utopić i na zawsze odejść z tego świata. Obejrzała się i zobaczyła, że błonia są opustoszałe, widziała tylko jednego ciemnowłosego chłopaka, ale to nie było dla niej ważne. Wstała i płacząc zaczęła biec do zamku. Biegła i im była bliżej, tym bardziej daleki wydawał jej się zamek.
- Ej.. zaczekaj – krzyknął ciemnowłosy chłopak i objął dziewczynę – co się stało? Czy to był Reg? Co Ci zrobił… wiem, że rozmawialiście…
Dziewczyna spojrzała na niego i jeszcze bardziej się rozpłakała. Zaczęła walić pięściami w jego tors, coraz mocniej.. ale chłopak to wytrzymywał. Dla niego było ważne, żeby Jo już się uspokoiła.
- To nie Regulus, to ja! Dlaczego byłam taka głupia…? – krzyczała – zawsze nic mi nie wychodzi. James.. dlaczego tak jest?
- Chciałbym, żebyś przestała już płakać, nie możesz tak robić, jakiś tam chłopak nie jest warty twojego płaczu. Siadaj, opowiesz mi wszystko po kolei.
- Ja też chciałbym wiedzieć – do dwójki podszedł jeszcze Syriusz, który wszystko widział idąc tu, do James’a.
-Ugh… bo.. jaa .. – chlipała dziewczyna – zakochałam się w Twoim bracie.. uu… - i znowu nastąpił potok łez..
- Oh.. chodzi o miłość? – warknął Black – i co, zawiodłaś się na nim, bo on powiedział, że Cię nie kocha?
Joan kiwnęła głową, pogrążając się w rozpacz.
- Oj Syrek, ty to masz podejście.. może sama nam opowiesz Waszą rozmowę? – uśmiechnął się James.
Opowiedziała im wszystko dokładnie. James z troski pocałował ją w policzek, co wywołało podobny odruch u Syriusza.
- Dziękuję wam, jesteście kochani… - uśmiechnęła się dziewczyna – ale nie mogę być wesoła i się uśmiechać, kiedy widzę tego… przystojnego… zawsze uśmiechniętego… DEBILA!
- Hehe… przestań Syriusz będzie miał za zadanie codziennie cię pilnować, żebyś go nie oglądała… będzie Twoim stróżem.
- Nigdy nie lubiłem swego brata – parsknął Syriusz i zaczął się śmiać – ale mi nawet pasuje to stróżowanie.


Mam nadzieję, że nota się podobała!

[ 11 komentarze ]


1 2 »  

| Script by Alex

 







Magiczny wypoczynek dla kazdego!


  
Newsy po angielsku:
MuggleNet
The Leaky Cauldron
Harry Potter's Page

  
KONKURS
Pamiętnik Albusa Dumbledora!

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU


Nasza Szkoła Hogwart


Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP
Pamiętnik Hermiony!
Pamiętnik Ginny!
Pamiętnik Malfoy'a!
Pamiętnik Rona!
Pamiętnik Harrego!
Pamiętnik J. Pottera
Pamiętnik Lily Evans!
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Lavender
Lily i James Potter
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Susan Bones
Aurora Silverstone
Pamiętnik Toma Riddle'a
Meadows Dorcas
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik W. Kruma!
Mary Ann Lupin!
James Potter Junior!
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik J. Darkness!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Teda Lupina
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Fleur!
Pamiętnik Marty Pears

INKUBATOR
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Rose Weasley!
Pamiętnik Alicji Spinnet
Pansy Parkinson
Pamiętnik Cho Chang!
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik Voldemorta
Victorie Weasley
Pamiętnik Romildy Vane

DO PRZEJĘCIA:
Minerwa McGonagall
Albus Dumbledore
Molly Weasley
Nymphadora Tonks
Cedrik Diggory
Albus Severus Potter
Pamiętnik Parvati Patil!
Gilderoy Lockhart
Percy Weasley
Angelina i Katie
Neville Longbottom
Lekcje zielarstwa

ARCHIWUM
Myślodsiewna Snape'a
Pamiętnik Ritty Skeeter!
Pamiętnik Tamary Black
Arien Halfelven
Pomona Sprout
Alastor Moody
Pamiętnik S. Trelawney
Pamiętnik Ann Raven
Pamiętnik Artanis
Marietta Egdecombe
Peter Pettigrew
Pamiętnik Sary Potter

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
Księgi Magii
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj swój HOROSKOP!
(na luty 2008) Zakon Feniksa
Dodaj własnego Newsa!

  

LSM zaprasza na Magiczne Lato i Magiczną Zimę z Harrym Potterem na Zamku Czocha oraz na Zamku w Gniewie!

  
Który film z serii HP podobał Ci sie najbardziej?
Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Harry Potter i Komnata Tajemnic
Harry Potter i Więzień Azkabanu
Harry Potter i Czara Ognia