| |
 Pamiętnikiem opiekuje się Aurora Silverstone
91. Ach, ta zazdrość
Dodała Aurora Silverstone Wtorek, 11 Listopada, 2008, 11:53
W środe siedziałam sobie sama na ławeczce na błoniach. Dlaczego sama? Bo Remus "wyjechał", Lilka poszła na kółko z eliksirów, Syriusz polerował zbroje, a Petera z Jimem coś wcięło... Wzięłam sobie ksiązki, kocyk i korzystając ze słoneczka, wiem, że był listopad, ale w tym roku listopad był wyjatkowo ciepły. Trzymałam książkę w ręku:
Transformacja elementów nieożywionych w martwe elementy ożywione....
“Bardzo interesujące” -pomyśłałam. Co ja bym teraz mogła robić?
-Cześć- usłyszałam głos Regulusa. Podniosłam głowę.
-A cześć!- odpowiedziałam, śmiejąc się.
-Masz chwilę?
-Mam i nie mam, ale siadaj. Co się stało?
-Mam do ciebie prośbę...
-Do mnie?- ciekawe…
-Mam problem z Transmutacją.- spojrzałam na niego, a on ciągnął dalej- Poszedłem do McGonagall, ale ona powiedziała, że nie ma czasu i odesłała mnie do ciebie, powiedziała, ze przygotowujesz się do konkursu i masz wiedzę. No nie chciałem ci zawracać głowy, ale on powiedziała, ze w końcu jesteś dziewczyną mojego brata i zapewne chętnie mi pomożesz i że to będzie dla ciebie dobry sposób na powtórkę.
-A czego ty nie umiesz?- kocham tę koiete normalnie… Tylko uciać jej głowę, wypchać i powiesić na ścianie.
-Sporo tego jest.
-Reg ja na prawde za bardzo nie mam czasu. Przepraszam cię, ale rada szkoły, nauka, konkurs i chciałabym spędzić trochę czasu z Syriuszem. Sam rozumiesz....
-Nie, w porządku....rozumiem.... Syriusz jest dla ciebie najważniejszy.... Farciarz z niego... Szkoda, że on tego nie docenia. No, dobra lecę, postaram sie znaleźć innego korepetytora. -podniósł się.
-Reg?
-No?
-Co miałeś na myśli mówiąc, ze Syriusz tego nie docenia?
Przez chwilę zawachał się, a potem powiedział:
-To, ze zamiast wolny czas poświęcać tobie to spędza go na szlabanach...
Znowu chciał odejść, ale znowu go zatrzymałam:
-Reg... Jakbym znalazła czas to dam ci znać.
-Dzięki.
A my z Syriuszem jakoś sobie radzimy, minął tydzień i jakimś cudem znaleźliśmy troche czasu dla siebie, dzisiaj idziemy razem do Hogsmeade. Będzie super. Tak myślałam i tak było by gdyby nie to, że jak wchodziłam do sklepu z piórami zostawiłam Syriusza na dworzu, bo nie chcciał wejsć. A jak wychodziłam zobaczyłam jak flirtował z Samanthą Clacson. Wkurzyłam się. Przeszłam pomiędzy nimi i poszłam prosto w kierunku zamku. Sama! Nie czekałam na niego, ale słyszałam jak krzyczał żebym poczekała i wiem, że biegł za mną, aż w końcu dogonił. Złapał mnie za ramię:
-Dlaczego tak wystrzeliłaś?
-Bo nie chciałam ci przeszkadzać..- miałam bojowe nastawienie.
-Aurora? O co ci chodzi?
-O co mi chodzi? Nie bądź śmieszny...
-NO nie wiem.
-O to mi chodzi, ze ja każdą wolną sekundę poświecam tobie, a ty jak tylko ci sie usunę z oczu flirtujesz z innymi!!!
-JA?- krzyknął zaskoczony… no zaraz mu przyleję normalnie…
-A ja?
-Ja z nikim nie flirtuje...
-NIE? A co robiłeś przed sklepem z Ta ździrą Clacson?
-Rozmawiałem.
-Rozmawiałeś?- będzie mi tu jeszcze kałamał.
-Jakoś z innymi tak nie rozmawiasz!
-Aurora ty jesteś zazdrosna?- zaczął sie śmiać.
-Przecież ty z nią tylko rozmawiałeś, nie mam o co być zazdrosna, podobno...
-Ale jestes!
-Jestem! Bo ja poświecam się tobie a ty jak sie zachowujesz! Zaniedbuje obowiązki w radzie, odmawiam twojemu bratu pomocy, bo wolę spędzić czas z tobą, odmawiam sobie jeszcze wielu innych rzeczy a ty? Tak mi się rewanżujesz?
-Przepraszam! Nie musisz z niczego rezygnować, teraz bede miał treningi weź udział w tym przesłuchaniu....
-Bo co chcesz mieć wiecej czasu dla tej lafiryndy?
-Nie! Ona mne nie obchodzi. Chce żebyś mogła sie realizować. Masz ładny głos, lubisz śpiewać, a twoje śpiewy pod prysznicem to po prostu rewelka, spróbuj.
-A co ty mi to teraz będziesz wyjeżdżal z takimi tekstami?- zaczyanłam sie wściekac jeszcze bardziej.
-Taka jest prawda.
-Ale to w ogóle nie ma związku z tematem.
-Boisz sie spróbować!- powiedział nagle.
-Nie!- nie prawda!
-Tak! Wolisz marudzic, że to przeze mnie nie mamy czasu dla siebie.
-Wcale nie!
-A właśnie że tak!
-Nie.
-Nie pójdziesz, bo w ogóle nie wierzysz w siebie, myślisz ze nie masz żadnego talentu!
-Nie prawda!
-To idź na to przełuchnie, jest dzisiaj.
- A zebyś wiedział że pójdę!- wrzasnęłam. Odwróciłąm sie na pięcie i poszłam do zamku. Zostawiając go samego na ścieżce….
92. Na złość Łapie pójdę sobie świat odmieniać
[ 10 komentarze ]
90.Kochane szlabany
Dodała Aurora Silverstone Piątek, 07 Listopada, 2008, 19:39
Siedziałam z Lilka w PW kiedy wpadła do niego wściekły to mało powiedziane, Syriusz. Rzucał mięsem, jeśli wiecie o jakie mięso chodzi.
-Co się stało?- spytałam.
-Weź mnie nie denerwuj w ogóle.- cisnął torbą w podłogę i usiadł wściekle na fotelu, zakładając ręce i z miną naburmuszonego pięciolatka.- Zachciało mi się przebrania!
-Syrek? Co sie stało?- powtórzyłam.
-Byłem u McGonagall....
-i...
-Powiedziała mi, że się oduczę pożyczania szkolnego sprzętu bez pytania....- zaczęłam się śmiać, miał boską minę, a jeszcze sposób w jaki to mówił…- z czego się śmiejesz?
-Z twojej miny.
-No tak, to był twój pomysł, a teraz ja bede je wszystkie czyścił pod nadzorem twojej cioteczki.
-Masz przerąbane.
-Nie tylko ja, bo ty też.
-Ja? a dlaczego?
-BO o randkach możesz zapomnieć. Szkoła, Quidditch, szlaban, niestety czasu na randki nie znajdę. Dzień jest na to wszystko za krótki.
Musze się pochwalić, że mój Syriusz został kapitanem drużyny. No, tak cieszę sie, ale z drugiej strony to dzieje sie naszym kosztem, a jeszcze teraz te szlabany.
-Zostają nam jeszcze noce.
-Pod warunkiem, ze nie spędzę ich na szlabanie.- usiadł na poręczy mojego fotela z miną bezradnego.-zapowiada się bosko.
-Daj spokój poradzimy sobie- potargałam mu jego półdługie włosy.
-Mówisz?
-No.- uśmiechnęłam się i on wyraźnie złagodniał w tym momencie.
-Mój ty promyczku... ty zawsze widzisz światełko.
-Bo zawsze jakieś jest.- podniosłam się, bo miałyśmy iść z Lilką na zajęcia z Transmutacji do tego konkursu. Przecież Minerwa by nam nie podarowała.
-A ty dokąd?-spytał zaskoczony.
-Na transmutację. Będę za jakieś dwie godziny.
-Ale wtedy to ja bedę w łapach Susan.
-Syriusz?
-Co?
-Kocham cię.
-Po co mi to mówisz?- zdziwił się.
-Na wypadek gdybym potem miała nie zdążyć..
-nie zdążyć?-zdziwił się, po raz kolejny.- O co ci chodzi?
-No bo z tego szlabanu możesz żywy nie wrócić.
-Ty małpo!- rzucił we mnie poduszką.
-To do zobaczenia.- przeszłam przez dziurę w portrecie Grubej Damy, zaraz za Lilką.
Zajęcia były strasznie nudne. No cóż, ale teoria transmutacji nie jest zbytnio ciekawa. Praktyka owszem ale nie teoria. Nienawidzę teorii! I jeszcze mnóstwo zadała na następny tydzień, o masakro!
-Czy ta kobieta myśli, ze my nie mamy nic do roboty?- szepnęlam do Lilki.
-Nie wie...-zaczęła Lilka, ale psorka jej przerwała.
-Wiem, ze macie też inne rzeczy do roboty, ale jeśli chcecie się dobrze przygotować to niestety wymaga to poświęceń.
-Ale pani profesor, chciałybyśmy spędzić trochę czasu....
-Lilly, Syriusz Aurorze nie będzie przeszkadzał czy mam też zrobić porządek z twoich chłopakiem? Powód na pewno się znajdzie....
-Nie, może niekoniecznie....
-cieszę, ze sie rozumiemy.
-To pani specjalnie dała mu szlaban?- spytałam podirytowana.
-Nie, ale nie uważasz, że dobrze sie złożyło?
-Nie.
-Co to ma znaczyć?- nauczycielka podniosła brwi wysoko, przybliżając je do siebie.
-Uważam, ze dobrze sobie radziłam wszystkie zadania były odrobione...- już nie wiele brakowało a bym wjechała na nią i to porządnie, ale Minerwa wybrnęła z tego:
-W przyszłym tygodniu dam wam trochę luzu, dobrze?
-Dobrze.
-A teraz do roboty, widzimy się jutro.
No nie coś takiego! Zdenewowałam się. Ale sobie sposób znalazła! Ja nie mogę! Przecież Łapie o tym nie powiem, bo też się wkurzy....
Dzięki :* niebawen 91. Ach ta zazdrość...
[ 13 komentarze ]
88+89. Królowa
Dodała Aurora Silverstone Wtorek, 21 Października, 2008, 23:39
Ojej wiem, wiem wiem, dawno nie pissałam przepraszam, przepraszam i przepraszam.
Uwierzcie mi ze nie mam czasu włączyć kompa... czas leci tak szybko, a życie jest takie piękne... niektórzy, buźka Martuś, wiedzą jak to jest teraz w moim życiu totalny przewrót, ale ono i tak jest piękne....
nie mogłam, a może i mogłam wstawić notkę wcześniej, ale skrby moje uwierzcie jestm na prawde zawalona ostatnio...
postaram sie wrzucić kolejną szybciej... na prawdę tyle jedynie mogę wam obiecać,buziaki
Oczywiście, że dowiedzieliśmy się dopiero na balu. Żadne z nich, to znaczy ani Lilka, ani James nie chcieli słówkiem wspomnieć co kombinują, ale my też słowem nie wspomnieliśmy za co się przebieramy. Coś w końcu wydumaliśmy. Petera też fajnie przebraliśmy. Zrobiliśmy mu kostium z dyni, którą zawinęliśmy z grządki Hagridowi. Potem się nas pytał czy nie wiemy kto mu niszczy ogródek. Udaliśmy głupich. Jak to my :P A potem powiększyliśmy dynie i Peter wyglądał ślicznie jak ciastko dyniowe :P ciężko to sobie wyobrazić, to trzeba zobaczyć… A co do naszego stroju... To musieliśmy go skombinować. To wymagało całej akcji. Nie dość, ze musieliśmy zawinąć kostium Syriusza z korytarza to jeszcze trzeba było go ukryć przed kumplami. No, bo skoro tajemnica to tajemnica, na nie?
31 października, jak co roku wieczorem rozpoczęło sie Święto Duchów. Sala była oświetlona blaskiem świec, na scenie stał szkolny zespół, dyrektor powiedział kilka słów, było jedzenie i świetna zabawa. Chociaż polemizowałabym...
James wyskoczył w takim kostiumie, ze powalił wszystkich na kolana, jak go zobaczyłam to prawie zemdlałam. Dlaczego? Wyobraźcie sobie Jamesa Pottera w białej szerokiej sukni, z welonem na głowie, dziewczęcym makijażeem i co najgorsze w butach na obcasie. To było najlepsze przebranie, nawet okrąglutki Peter-dyniaczek, się chował. Lilka miała kostium Drakuli, a James był narzeczoną zombie, chyba panną zombie młoda, ale to szczegół. Remy przebrał sie za szkieletorka, Peter za dynie, ale o tym już mówiłam, a my? Syrek został rycerzem, a ja jego wiedźmą :P Wiem, ze w oryginale powinna być księżniczka, ale to było zbyt banalne przebranie :P Ale wiecie co wam powiem? Trochę nam się sztywno tańczyło w tym jego przebraniu…
-Jak ci w tej zbroi mój rycezru?- spytałam kiedy tańczyliśmy.
-Niewygodnie.- odpowiedział mój kochany blaszak.
-Nie dziwię się.
-Uwaga obrót.-obrócił mnie skrzypiąc przy tym niemiłosiernie.
-Idź się naoliw, a ja zatańczę z bratową- powiedział Reg, który właśnie przechodził.
-Młody!
-No, co nawet sobie dziewczyna potańczyć nie może...
Z tobą tez sobie nie potańczy bo nie umiesz...
-A co ty...- Syriusz też pierwszym tancerzem nie był, co nie dobrze, bo podobno jak facet tańczy, to tak samo jest w łóżku. Biedna sobie nie użyję, chociaż z drugiej strony nie tańczy aż tak źle…
-Chłopcy, spokojnie- mało brakowało a wybuchła by tu mała wojna. Musiałam ją w porę skończyć.
-Reg, wybacz, ale może później- uśmiechnęłam się.- Wiesz, jeszcze mi się Syriusz zamknie w sobie i nigdy z tej zbroi nie wyjdzie…
-Spoko- uśmiechnął się serdecznie do mnie i poszedł dalej. Syriusz mnie obiął, ale jestem pewna, że minę też strzelił, mimo że nie widziałam, bo miał opuszczony hełm. Mina oczywiście była reakcją na Rega, a nie na mój żart, ale swoją drogą chyba tekst Regulusa coś zdziałał, bo Łapa starał się wyginać i taniec nam lepiej szedł.
W międzyczasie przewinął się też Hagrid:
-Już wiem gdzie podziała sie dynia z mojego ogródka.
-Tak?- powiedziałam.
-Dlaczego mi nie powiedzieliście? Przecież bym wam dał...
-Tak jakoś wyszło- powiedział Syriusz.-przepraszamy.
-Cholibka, daj spokój nic sie nie stało... to tylko dynia....Ale pomysł fajny.... cholibka sam bym na to nie wpadł, takie wykorzystanie dyni....mam nadzieję, ze wpadniecie na ciasteczka
-Jasne!
-No to fajnie-uśmiechnął się olbrzym- dobrze uciekam i wam nie przeszkadzam.
-pa.
Spostrzegłam, że Lilka siedzi przy stole sama, powiedziałam Syriuszowi, żebyśmy do niej poszli, nie będzie w końcu siedziała sama, ale kiedy kierowaliśmy sie do stołu złapała go Lucy, żeby z nią zatańczył. Pozwoliłam mu.
-Co tak sama siedzisz?- spytałam Rudą.
-Bo tańczyłam ze Ślimakiem, a James w tym czasie z Tiną, to sobie usiadłam
-acha...
Po chwili obserwowałyśmy z Lilką jak Lucy ociera się o Syriusza.
-Ale mu zbroje poleruje- zaśmiałam się. Lilka też się śmiała. Dopóki Lucy nie znalazła się w objęciach Jima. Zaczęła się dziwnie do niego przytulać, zniżać i podnosić, ręce zjeżdżały jej na jego tyłek... Chociaż, on prze te falbany na kiecce niczego nie czuł.
-O nie!-powiedziała Ruda dość agresywnie, podnosząc się z miejsca.-Aurora, idziemy!
Wstałam i poszłam za nią. Zaczęłyśmy tańczyć koło chłopaków i już po chwili obie tańczyłyśmy ze swoimi, co prawda potem sie zamieniłyśmy, żeby tamte nie miały szansy na odbijanego. Miłość miłością, przyjaźń przyjaźnią, ale chłopa trzeba pilnować...
-Moi drodzy, północ juz dawno za nami...-dyrektor podniósł się z krzesła.-czas więc ogłosić wyniki konkursu, Profesor McGonagall...
Profesor podniosła się i sama zabrała głos:
-To własnie mnie przypadł ten zaszczyt. Zatem obserwując jak się bawicie wybraliśmy króla i królową balu. Nie bez znaczenia był tutaj także kostium. Królem balu zostaje osoba o wyszukanym stroju, który utrudniał taniec, prawda panie Black? Nie muszę panu mówić, że wyciągnę konsekwencje za jego wynajem?
Syriusz powiedział pod nosem “nie”.
-Królową z kolei zostaje ktoś kogo strój powalił nas nie malże na kolana. Zdajecie sobie chyba sprawę, ze to nie łatwe? Gratulacje i korona dla panny młodej czyli Jamesa Pottera...
-Gratuluje, Jim- szturchnęłam brata, któremu właśnie stałam w ramionach, bo tańczyliśmy...
-Dzięki.
-Podobało nam się jeszcze kilka innych kostiumów, ale zwycięska para może być tylko jedna. A teraz poprosimy na środek króla i królową do wspólnego tańca.
-O nie....
-Choć debilu, bedzie się z czego pośmiać-powiedział Łapa, do królowej.
-Ale ja nie umiem tańczyć jak dziewczyna!
-To po jaką cholerę sie na nią robiłeś?- złapał go w pasie. Cała sala powstrzymywała się od śmiechu. Zaczęli tańczy... Syriusz obracał Jamesa w tańcu, ale kiedy go przechylił tak, że był głową 15cm od podłogi wszyscy wybuchnęli śmiechem, bo Rogaty założył Syrkowi nogę, żeby utrzymać równowagę i od tej pory zaczęli się wygłupiać. Syriusz teatralnie złapał Jima za tyłek, a ten wcale nie był mu dłużny. Na koniec król “pocałował” królową w rękę i pięknie sie ukłonili. Chłopcy wrócili do nas. Jestem pewna, że gdyby nie fakt, że obydwaj mają dziewczyny, rozeszło by się po szkole, że są w gejowskim związku ze sobą
Czarny obiął mnie w pasie. Podniosłam hełm , spojrzałam w te jego szare oczka i go pocałowałam:
-Gratuluje, królu-powiedziałam.
-To ty powinnaś być królową, nie on- zaśmiał się, pokazując brodą, na Pottera, który obmacywał się z Wampirem..
-No ale został James
-Wydaje mi się że nauczyciele chcieli sobie zrobić żarty...
-ale ostatecnie to wy sobie zrobiliście zarty z nich.
-Oczywiście.
Bal dobiegał końca, a na samym końcu zespół miał ogłoszenie. No, a my przecież musieliśmy zostać do samiuśkiego końca, co nie. Nasz Kostek, gdzieś nam się zawieruszył, podejrzewam, że się zwinęli, ale zdążyłam go obrobić na jedną piosenkę, wciskając /dol, Syriusza pod zastaw.
-W związku z tym, ze nasza wokalistka odchodzi. No cóż dostała dużo lepszą propozycję i szanujemy to Ann. to jest jej ostatni występ z nami.- mówił gitarzysta zespołu Tom.- Poszukujemy kogoś na jej miejsce. Wszystkie śpiewające dziewczyny zapraszamy w przyszłą sobotę do sali transmutacji na przesłuchanie. O 16. A teraz ostatnia piosenka, z dedykacją dla ciebie, Annie…
ps. pokićkałam numeracje. A na 100 odcinek bedzie coś eksrta i tak być musi :*
[ 16 komentarze ]
87. Wyznanie Syriusza
Dodała Aurora Silverstone Wtorek, 07 Października, 2008, 23:02
Siedzieliśmy z Syriuszem w na kanapie pustego pokoju wspólnego Gryfindoru. Już zdążyłam mu opowiedzieć, o wszystkich swoich podejrzeniach, o tym co mi się nie podoba i proszę bardzo jaka była jego reakcja:
-Rory, Skarbie, dlaczego ty wszystko odbierasz tak osobiście?- nie powiedział że mnie nie zdradza tylko dlaczego biorę wszystko do siebie.
-A jak mam to odbierać skoro łapiesz przy mnie ciągle zawiechę?
-Mam problemy, po prostu...- przytulił mnie, miała wrażenie, że w ten sposób chciał skończyć tę rozmowę, ale ze mną tak łatwo mu nie pójdzie, nie tym razem.
-A kto ich nie ma? to ty cały czas twierdzisz, ze ich nie masz. Syriusz, mi możesz o wszystkim powiedzieć, wiesz o tym. Kocham cię i jestem tu po to żeby cię wspierać, kiedy ty masz problemy, tak samo jak ja zawsze mam wsparcie u ciebie.
-wiem.- pokiwał lekko głową. No tak teraz mi będzie przytakiwał…
-No to pozwolisz sobie pomoc?- mój głos brzmiał na zmartwiony, no ba ja się nadal martwiłam.
-Nie dasz rady.- Powiedział, wypuszczając mnie z objęć i wlepiając wzrok w podłogę. Czy tylko ja tutaj jestem optymistką?
-Ale pozwól mi spróbować. Już zakładasz, że nic ci nie pomogę. Będę wiedziała co cię tak męczy, może razem coś wymyślimy, a czasem samo to że się o ty powie komuś bliskiemu pomaga.
Syriusz zamknął oczy i przez kilka sekund trzymał się za noc pomiędzy oczami. Nie wiem czy on zbierał myśli czy się zastanawiał co mi powiedzieć, w kazdym razie nie zdążyłam tego rozgryźć, bo się odezwał, bardzo wyczerpująco:
-No dobrze.
-Więc…- jak to mówią mugole? Trzeba kuć żelazo póki gorące.
-Wiesz jak jest moja rodzina? Te ich poglądy, a mojej matki to już w ogóle.- pokiwałam głową, uważnie go słuchałam.- Ona jest taką zwolenniczką Voldemorta...
-noi co z tego?- wypaliłam.
-Jak to co z tego? Aurora! Ona przyobiecała mu, ze odda mnie w jego szeregi. Tyle, że ja nie mam zamiaru! Ona mnie zmusza, ale ja nie chcę, ja nie podzielam poglądów rodziny. Nie jestem Bellą, która jest jak moja matka. Nie jestem Regiem czy Narcyza, którymi można sterować. Ja mam charakter i nie chcę walczyć po stronie zła. Ja chce z nim walczyć z tymi chorymi ideami. Cały czas mnie dręczy tym, wysyła do mnie sowy. Jak byłem w domu to non stop. „To dla ciebie najlepsza droga!” „To twoja powinność.” „Synu, bądź godzien nazwiska.” „ Musisz, bo inaczej sprowadzisz na nas nieszczęście.” Mam dość! Ja nie chcę być sługusem Volda. Ja chcę być aurorem. Ja się chyba urodziłem w złej rodzinie, oni są zepsuć jeśli chodzi o czystość krwi, zwłaszcza matka, ona to mam wprost obsesję. Ale ja nie mam, ja nie chcę…
-Wiem.-przytuliłam go, marudził jak pięcioletnie dziecko, któremu nie chcą kupić lizaka, ale prawda była taka, że Syriusz miał z tym wielki problem. To nie było tak bzdurne jak nie kupiony lizak. To było poważne. W domu Blacków przez całe wakacje toczyły się rewolty między panią Black, a jej starszym synem. Nie rozumiała, że jej syn nie podziela jej poglądów. Co ciekawsze, jemu miała to za złe, ale że jej przyszła synowa, skromnie powiem że ja, bynajmniej potencjalnie, też ich nie podzielała, zupełnie jej nie wadziło. Najważniejsze, dla niej było, że jestem urocza i mam czystą krew. A poglądy, cóż jak będę miała Black po imieniu to będę i myśleć w ich sposób.
-Dlaczego ona mnie zmusza? Mam chyba prawo decydować o własnym losie? No nie?
-Oczywiście, że masz. Skarbie- co ja mogłam zrobić, tylko mu przytakiwać, przecież, nie napiszę do jego matki „ty stara jędzo, odwal się od mojego Skarbka, on nie będzie śmierciożercą”- to jest twoje życie i to ty podejmujesz decyzje, żyjesz tak jak ty chcesz. Ona nie ma prawa, ani nie ma żadnych prawdziwych argumentów, by wymusić to na tobie…- starałam się ze wszystkich sił umocnić mojego chłopaka w przekonaniu, że ona go nie zmusi, ani nic.
-Cieszę się, że mam ciebie. Ty jesteś moim życiem, wiesz?
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Dla ciebie zyję- uśmiechnęłam się. -Nie wiem co bym zrobił, gdyby ciebie mi zabrakło.
-Przestań.- wiedziałam, że zaczyna już swoje miłosne wywody. On jest czasem kosmiczny.
-Z tobą chcę je dzielić i tylko ty możesz decydować ze mną o moim życiu. Wiesz?
-Wiem. Ty też jesteś prawie całym moim światem.
-Jak to prawie?- jak ja lubię się z nim droczyć Ma taką fajną mordkę jak się irytuje.
-Bo część to James,Lilka, Remy...
-no ale ja jestem większą częścią?
-Zdecydowanie.- pocałowałam go, niech sobie chłopak stres odreaguje.-A matką się nie przejmuj, zrozumie, ze jesteś dorosły i możesz iść własną drogą...
-Mam nadzieję-chociaż widać było, że średnio w to wierzy..
-Tak bedzie...- Syriusz sie rozchmurzył, przynajmniej wiedziałam już co mu jest. Wiedział, ze ma we mnie oparcie. A ja stuknięta optymistka nie brałam innej opcji pod uwagę. Prawda jest taka, że na pewno się jakoś ułoży. Syrek jest uparty nie będzie śmierciożercą, bo on tego nie chce i już. Już prędziej zamorduje matkę, dla świętego spokoju. Ale wiem, ze prędzej czy później i ona da mu spokój, zrozumie w końcu, że nie zmusi go, nie jego.
-A powiedz mi za co się przebieramy na ten bal?- zmienił temat, może i dobrze, bo ciężko się rozmawiało na ten poprzedni.
-A nie myslałam jeszcze o tym.- nie miałąm głowy, bo się tobą deklu martwiłam.
-No to musimy pomyśleć. Został nam tylko tydzień.
-Wiem, ale nie mam pomysłu...- no fakt nie miałam, po za tym, że to miało byćpowalające pomysłu nie miałam.
-a wiesz za co się przebiera James z Lilka?
-Nie... no ja też nie, ale podobno ma być masakrycznie...
-ale masakrycznie, źle czy tak smiesznie?
-Chyba to drugie, ale z nim to nigdy nie wiadomo...
-Wiem. Podejrzewam, że dowiemy się dopiero na balu, za co się przebierze
-Pewnie tak....
[ 18 komentarze ]
86. Lilly! Syriusz mnie zdradza.
Dodała Aurora Silverstone Piątek, 03 Października, 2008, 18:48
Kochane moje, notkę dodaję, ale kiedy kolejna, cholera no na prawdę nie wiem, postaram sie w miarę szybko, ale jestem teraz totalnie zabiegana i totalnie zakręcona. Czasu mam tak szalenie mało... Do waszych pamów postaram się zajrzeć, może przy weekendzie znajdę czas...
Nie no, kto ma namiary na Hermionę? ZMIENIACZ CZASU POTRZEBNY- i to wcale nie jest zart, też muszę być w 2 miejscach na raz..
Buźka :****
Siedziałyśmy z Lilką w bibliotece. Szukałyśmy zagadnień, które zadała nam profesor McGonagall, wiecie to wszystko przez ten konkurs. Codziennie zasypuje nas stertą pergaminów na których wynotowane mamy to co musimy, jej zdaniem, umieć. Najgorsze było jednak to, że ona nas z tego wszystkiego potem odpytywała. Dlatego, ślęczałyśmy jak te głupie w każdej wolnej chwili w kąciku biblioteki, odgrodzone od realnego świata stertą podręczników, w którym zanurzone były nasze nosy. W milczeniu przemierzałyśmy kolejne linijki tekstu… Nudne to już było. Postanowiłam przerwać to puste milczenie.
-Lilly...- zamruczałam, mając już serdecznie dosyć i z tego powodu wyżywając się na książce…
-Roruś, co cie gryzie?- Lilka jednak swoją odpowiedzią na moje słowa mnie zaskoczyła, wiem, że od jakiegoś czasu wyglądałam na zmarnowaną, ale to jej pytanie mnie zaskoczyło.
-Gryzie? Mnie?- w sumie to nie miałam zamiaru na ten temat rozmawiać, ale skoro samo wyszło. Musiała zauważyć, ze jestem myślami jakaś nieobecna… Ale to wszystko przez Syriusza…
-Tak, widzę.
-Syriusz mnie zdradza- powiedziałam, a każde słowo było jakbym się dźgała nożem w serce. Dopóki nikomu o tym nie mówiłam, nie powiedziałam tego głośno to było takie nierealne, ale teraz kiedy świat to usłyszał… O rany… teraz to było takie rzeczywiste i … takie straszne. Nie.. to nie może być prawda… Ale to jego zachowanie, co ja mogę innego sądzić…
-co?- Lilka była zaskoczona tak samo jak ja, kiedy mi to przyszło do głowy.
-no.
-skąd ci to przyszło do głowy? Nie możliwe.
-Zobacz jak on sie zachowuje...- zaczęłam jej całą rozprawkę mówić, ale ona zanim skończyłam pierwsze zdanie przerwała mi zadając bardzo mądre pytanie:
-a niby z kim cię zdradza?
-Nie wiem.- a niby skąd mam wiedzieć, nie przyłapałam go z żadna, bo nie wiem co bym zrobiła jej I jemu…
-Aurora on każdą wolna chwile spędza z tobą, a jak ty siedzisz tutaj i nie masz czasu dla niego to kreci sie z chłopakami.
To był jakiś argument, ale dość szybko go obaliłam.
-Moze oni go kryją…
-posłuchaj co ty gadasz! Jim jest twoim bratem kryłby to przed toba? Zabiłby go. Remy to twój wyczesany kumpel, mógłby ci nie powiedzieć?
-Może nie chcą mnie ranić…
-A jakbyś się dowiedziała od kogoś obcego, to byś się nie czuła zraniona? Rora! W owszem są kumplami, ale nie kryli by go. A po za tym Syrek kocha cię do szaleństwa...- Lil machnęła ręką już miała dość moich chorych argumentów.
-No nie wiem, ostatnio jest jakiś taki…Nie swój.
-to nie znaczy że cię zdradza...
-Lilka, ale on mi nie chce powiedzieć o co chodzi.
-Porozmawiaj z nim jeszcze raz. Powiedz co ci leży na sercu.
-I co? On mi powie musimy się rozstać, bo jest Joann…
-Jaka Joanne? Mówiłaś, że nie wiesz z kim cię zdradza…
-Oj, no bo nie wiem, tak mi się powiedziało, że niby przykład..
-Przestań, bo popadasz w paranoję. Powiedz mu jakie masz podejrzenia, że się o niego martwisz. Po prostu pogadaj szczerze i mu powiedz, że już nie wyrabiasz i albo niech on się w końcu ci wygada, albo w ogóle komuś, bo to już jest męczące dla wszystkich. A jak nie chce z nikim gadać, to niech przestanie w końcu zwałować.
-Spróbuję.
-Spróbuj!- Lilly już złapała wojowniczy nastrój.
-Hej. Możemy się dosiąść?- podeszły do nas dwie blondynki, zajmowałyśmy nie cały stolik, a nigdzie nie było miejsca…
-Jasne. Siadajcie.- zdjęłam z krzesła kilka ksiązęk z krzesła obok I położyłam je na podłodze.
-Mam na imię Lucy, a to moja siostra Tina.
-Miło mi. Lilly, a ja jestem Aurora.
-Aurora Silverstone? Przewodnicząca?
-Dokładnie ta sama- uśmiechnełam się lekko. Proszę bardzo wszyscy mnie znają.
-A właśnie planujecie coś na Święto Duchów?
-Kurde! -święto duchów, na śmierć o nim zapomniałam!- wrzasnęłam na cały regulator, aż mnie bibliotekarka zmierzyła wzrokiem, którego nie powstydził się bazyliszek.
-Co się stało?- spytała Lucy niemal szeptem
-Na skarpetki trolla! zapomniałam, a nikt mi nie przypomniał. Planujemy owszem planujemy bal kostiumowy. Z wyborami na najlepsze przebranie. Tylko, ze ja teraz z tym wszystkim sama nie zdążę. Za dużo było tego wszystkiego na głowie.
-Rora, ja ci pomoge, chłopaki też.-Lilka mój wspierasz numer jeden
-Ale to i tak z mało rąk do pracy, a z nimi to wiesz jak jest.- przeraziłam się, nie chciałam dać plamy.
-No, wiem.
-My chętnie ci pomożemy Mamy sporo czasu.
-Tak to byłoby cudownie. Dziękuję bardzo.
-Tylko powiedz co mamy robić.
Lucy i Tina wzięły się za pomoc w przygotowaniu imprezy. Bardzo były uczynne i w ogóle sa bardzo miłe i fajnie nam sie rozmawia. Pomogły mi bardzo, rozwieszały ogłoszenia, pomagały stworzyć scenariusz imprezy. Rozmawiałam też z Syriuszem, po kolejnej próbie wymuszenia, nie powiem, że to było to było delikatne, odpowiedzi w końcu się poddał…
[ 14 komentarze ]
85. Remy, czy ty nie masz gorączki?
Dodała Aurora Silverstone Niedziela, 28 Września, 2008, 16:42
Hmm... komentarzy tyle co kot napłakał...
no, ale zdecydowałam, się dodać notkę... Możecie podziekować za to Marcie i Eveline, które terroryzowały mnie na gg.
Od razu mówie, ze nie wiem kiedy dodam kolejną, ale tytuł was na pewno zaitryguje: Lilly, Syriusz mnie zdardza...
toteż wałśnie, Syriuszkiem musicie się jeszcze troche pomartwić. a co do cioci Susan, cóż z Dolores Umbrige by sie świetnie dogadaly :d onie jędze porównywalne 
Ann-Britt, nie wziełam tego do siebie, kochana.
Limonko, Strażniku interpunkcji, bardzo się cieszę widząc z powrotem twoje komentarze...
Acha,
dodałam dziś notkę w pam. S. Blacka(takie czarne liteki w dziale inkubatora)
i u Marleny jest nowa nocia od wczoraj bodajże http://marlena-mckinnon.bloog.pl
Zapraszam
buziaki :*
Wiedziałam, że będą z nią problemy i były jak najbardziej… tydzień później zadała nam ogromny referat do napisania. Siedzieliśmy nad nim dwie noce w bibliotece, pani Pince, która wiedziała, że nie damy rady napisać tego szybciej w dzień zostawiła nas nawet w bibliotece na noc, klucz zostawiając po opieka Lilly. Bo do chłopaków nie miała zaufania, do mnie może trochę też, bo Dział Ksiąg Zakazanych zabezpieczyła dodatkowo. A to wypracowanie ta jędza zadała nam z lekcji na lekcje, czyli w wtorku na czwartek. Nie muszę mówić, że nikt go nie zaliczył? I znowu z tego tytułu noc w bibliotece. O masakro! James ma jakiś zbrodniczy pomysł, widzę to w jego oczach.
-A ni mi się waż!- powiedziałam.
-Co?- wyjąkał zaskoczony.
-Już ty doskonale wiesz co!
-Przecież ja nic...
-Jim, nie znam cię od wczoraj tylko ładnych parę lat, więc doskonale wiem, że chętnie byś się zakradł do działu ksiąg zakazanych w celu poszukania jakiegoś fantastycznego zaklęcia którym mógłbyś pognębić niejakiego Severusa Snape'a- Jim zrobił minę pod tytułem „ja pierdzielę znowu mnie przejrzała”.
-Skąd wiesz? Słyszałaś jak mówiłem to na ucho Syrkowi?
-NIE MÓW DO MNIE SYREK- wrzasnął.
-Syriusz!- pociągnęłam go za rękaw.- bo nas facetka nie zostawi w bibliotece.
-Przepraszam.- powiedział cicho.
-Na Aurorę nie krzyczysz jak tak do ciebie mówi…- Potter się nie poddawał.
-Bo ona jest wyjątkiem. Jej pozwalam, bo ona tak ślicznie to mówi- wytknęłam mu język znaczy się Jamesowi.
-A ty miałeś dać Smarkowi spokój.- wtrąciła sie Lilka.
-Kochanie, wyrabiasz się! Smarkowi!
-No, a jak...- Lily uśmiechnęła się lekko.
-Mamy jeszcze tyle roboty! Możecie skończyć te pogaduchy? To jest biblioteka, Peter, tu się nie je!
-A ty Luni, nie bądź taki mądry dobrze wiemy, że ma zaraz przyjść Dol.
-Nie prawda, to znaczy prawda, ale nie mam ochoty kolejną noc siedzieć nad referatem!
-Co wolisz poszwędać się nocą po zamku?- Jim popukał go zadziornie łokciem.
-A żebyś wiedział, że to bym wolał.
-Proszę bardzo!- zaśmiał sie głośno Rogacz.-Remus woli sie szwędać po zamku niż się uczyć! Muszę to sobie gdzieś zapisać!
-Nie drwij, dobrze?
-Hey! Spokój może byśmy sie zaczęli w końcu zajmować tym referatem, bo znowu wszyscy nie zaliczymy.
-Ja już w sumie skończyłam!- Lilka postawiła kropkę w ostatnim zadaniu. Jeśli o mnie chodzi to byłam jeszcze w lesie został mi jeden punkt.
-Ale masz fajnie- powiedziałam. Mi jeszcze ostatni punkt został.
-Tu masz książkę, tylko jej nie przepisuj, bo ja to zrobiłam.
-Małpa!
-A przestanę nią być jak na was poczekam? Dużo wam zostało?
-Nie.- powiedział James, ale coś mu nie bardzo wierzę.
Po godzinie od tego zdania wszyscy już mieliśmy napisany referat. Było jeszcze wcześnie, stosunkowo. Czym, że jest dla nas północ. Dolores pojawiła się w bibliotece,w międzyczasie, ale widząc, że męczymy wypracowanie, ulotniła się dość szybko, żeby nam nie przeszkadzać. A my? Postanowiliśmy więc iść do pokoi zostawić swoje rzeczy i wybrać się na wycieczkę. Trochę nas było i tutaj rodził się problem, z reguły szwędaliśmy się, parami, trójkami no juz maksymalnie w cztery osoby, jak szliśmy do Remy’ego, ale nigdy w szóstkę. Nie musze mówić, że peleryna jest za mała na tyle osób? Przez pół godziny ciskałyśmy w nią z Lilką zaklęciami powiększającymi, aż w końcu udało się ją odpowiednio powiększyć. Pomijając fakt, ze szło się fantastycznie, mimo tego, ze była powiększona i tak był ścisk.
-Nie jestem pewna czy to był dobry pomysł z tą peleryną...
-trochę tu ciasno. Ja wychodzę...
-Lilly, nie..
-no, co?
-A jak cię ktoś zobaczy?
-No to dostanę szlaban...- powiedziała, jak nie ona.
-No to ja wychodzę z Lilką...-powiedział James.
-no to ja też wychodzę.
-Jak Aurora to i ja!
-No to wychodzimy wszyscy- powiedział Remus.
-Remy, ty się dobrze czujesz?- Syriusz dotknął ręką jego czoła by sprawdzić czy nie ma gorączki.
-Oczywiście, jak wszyscy to wszyscy...
Gliździe to sie za bardzo nie podobało, pod peleryną czuł sie bezpieczniejszy... Rozglądał sie po korytarzu we wszystkie strony. Jim załadował pelerynę i ruszyliśmy na spacerek po zamku...
Nie było w tym nic złego gdyby nie fakt, że dorwała nas cierpiąca na bezsenność wiedźma... Susan Potter mówi wam to coś? Nam owszem... Zaczęła się wydzierać. Szarpać za uszy! A wszystko po to by wlepić nam tygodniowy szlaban! Super! Fantastycznie, żywi nie wyjdziemy z tego. Już dziś wiem, że to będzie jak Azkaban, albo może nawet gorsze…. Kara była cudowna. Jaka? Przygotowała nam woreczki, które musieliśmy wysypać na podłogę. Każdy zawierał pomieszany ze sobą mak i piasek. Mieliśmy je od siebie oddzielić, rzecz jasna bez użycia magii, żebyśmy nie oszukiwali zabrała nam różdżki, kiedy skończymy mogliśmy iść spać. Co prawda wyszła i siedzieliśmy sami, ale to było tam mozolne i powiedziałabym nawet nie wykonalne, Siedziałam nad tym od 8 wieczorem do 3 nad ranem, ale to chyba tyko dlatego ze miałam szczęście i trafiłam woreczek z małą porcją maku. Lilka wróciła przed 5. Masakra. I tak przez cały tydzień... to, że spędziliśmy cały tydzień na szlabanach nie zniechęciło nas jednak do dalszych spacerów nocnych. Wręcz przeciwnie... Robiliśmy jej na złość. Swoją droga, Ona nie wie pelerynie niewidce?
[ 20 komentarze ]
84. Wszytsko, tylko nie to!
Dodała Aurora Silverstone Czwartek, 25 Września, 2008, 20:12
Moje kochane, Liz, hmm... sporną kwestią się stała... Powiem tak od razu widziałam ją jako pannę Duff i jej zdjęcie pojawiło się już wcześniej i jakoś waszych kontrowersji nie wzbudziło. I przawdę powiedziawszy nie przypominam sobie,zebym pisała o kolorze jej oczu, ale moge się mylić. Biała trumna była dla podkreślenia, że były to niewinne "dzieci".
A co do stylu lat 70-tych. Ciężko by było wyszukać tyle zdjęć, ja wam poprstu pokazuję moją wizją danej postaci, wcielając w jej rolę jakąś postać z showbiznesu.
A teraz obiecana notka :*
Jak co roku była zmiana na stanowisku nauczyciela obrony przed czarna magią, to juz była tradycja. W tym jednak roku miało być trochę inaczej. Nowy nauczyciel nie zjawił się 1 września, miała przyjechać, bo to ma być kobieta, dopiero w drugim tygodniu szkoły. Ciekawe jaki oszołom się trafi tym razem… Dziś w nocy, pierwszej nocy w szkole śniła mi się Liz. Mimo wszystko dużo myślę o niej, tak mi źle z powodu tego co się stało… może dlatego ona mi się śni? To było to popołudnie kiedy się żegnała z nami. Stała przede mną i płakała, prosiła, żebym nie pozwoliła jej wyjechać. Powtarzała że ona kocha Jima i że jak pozwolę jej wyjechać to straci go na zawsze, ale potem sama ucieka nie zważając na moje prośby by została… Nie rozumiem tego snu, w sumie wielu innych rzeczy też nie rozumiem, na przykład tego, że mój Syriusz chodzi cały czas jakiś przygnębiony i nie chce mi powiedzieć o co chodzi… Tego też nie rozumiem! Siedzimy sobie nad jeziorem przytuleni, a on tu nagle łapie zawiechę. Martwię się, a co mam się nie martwić, przecież ja go kocham najbardziej na świecie. Nie wiem o co chodzi i to mnie strasznie irytuje, że bardzo chcę, a nawet nie mogę go pocieszyć ani nie mogę mu pomóc, bo nie wiem co jest grane, bo nie chce mi nic powiedzieć! To nie jest fajne, takie uczucie. Chłopakom też nic nie powiedział, bo mnie pytali co mu jest. Dlaczego on jest taki skryty?
Na pierwszej lekcji transmutacji profesor McGonagall wyskoczyła z jakimś konkursem ministerstwa z jej przedmiotu, który ma się odbyć w lutym. Uparła się, że mamy z Lilką na niego jechać, bo jesteśmy z grupy najlepsze, co prawda polemizowałabym… Mamy “to sobie przemyśleć”- co mamy rozumieć jako potwierdzić swoje zgłoszenie, bo już nam powiedziała, że i tak nas zgłosiła, oczywiście inni chętni też są mile widziani, ale wiadomo, że za dużo ich nie będzie. Podobno mają być na tym konkursie również z innych szkół. Prawdę powiedziawszy, w życiu nie widziałam ucznia z innej szkoły, powiem więcej nawet nie wiedziałam, że w Wielkiej Brytanii jest więcej niż jedna szkoła magii, całe żcie słyszało się tylko Hogwart i nic więcej…
Właśnie wybieram się na pierwszą lekcję OpCM z naszą nową panią profesor, to znaczy dzisiaj mamy ją poznać. Już się nie mogę doczekać normalnie… Dolores, miała zajęcia z nią wczoraj, mówi że straszne babsko i że widać to na pierwszy rzut oka, że łatwo z nią nie będzie. Niestety nie mogliśmy jej oblookać na śniadaniu, bo zwyczajnie na nie nie przyszła. Podobno pora, o której my jemy jest dla niej zbyt późna, prawie obiadowa. To musi być jakieś postrzelone babsko. Zobaczymy...
Syriusz czekał na mnie w PW. Kiedy zeszłam siedział zasępiony w fotelu.
-Cześć, kochanie!- powiedziałam. Nie widzieliśmy się jeszcze dzisiaj, bo zamiast na śniadaniu Syriusz był na dywaniku u Filcha.
-Cześć!- podniósł sie beznamiętnie z siedzenia i pocałował mnie lekko. Złapał za rękę i już mieliśmy iść w kierunku Grubej Damy, kiedy spytałam:
-Co się dzieje?
-nic...
-nie mów mi, że nic skoro widzę. Znam cię i widzę, że ściemniasz.
-oj no nic…- ale widząc moją minę dodał, krzywiąc się, jakby go bolał ząb:- Nie chcę gadać na ten temat.
-Ale wszystko w porządku? Wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko?
-Wiem, Skabie. Powiem ci jak coś będzie mnie gryzło, dobrze?
-Widzę, że coś cię gryzie.- spojrzałam na niego i jakby coś kuło mnie w serce. No dlaczego on nie pozwala sobie pomóc?
-nic mi nie jest- przytulił mnie. Też go przytuliłam
-Jesteś pewien? Martwię się o ciebie.
-nie masz czym.- buziak.-Chodź, idziemy na zajęcia, bo się narazimy pierwszego dnia...
Oczywiście się naraziliśmy. Kiedy weszliśmy do sali, wszyscy uczniowie juz byli. Była też i profesorka. W sumie to w pierwszym momencie jej nie zauważyłam śpieszyłam się, żeby usiąść, ale z mojego skupienia wyrwał mnie zimny głos:
-Aurora Miranda Silverstone i...- podniosłam głowę i zamarłam. Zobaczyłam niewysoką kobietę o długich blond włosach ubraną w spodnie moro... To była... ciotka Susan, najstarsza siostra mamy i wujka Charlusa.- proszę bardzo niech się przedstawi!
-Syriusz Black, bez drugiego imienia.
-nie dość, że sie spóźnił to jeszcze pyskuje- powiedziała chłodno.
Usiedliśmy za Lilką i Jimem, który siedział zgaszony. Zapewne juz jemu też w jakiś sposób docięła. Nie, no tylko się powiesić! Ciotka Susan… Największa żmija w rodzinie… tutaj? Błagam to tylko zły sen! Proszę! Nie lubiliśmy tej ciotki, każda jej wizyta kojarzyła nam się z czymś okropnym. Ostatnim razem widziałam ja na pogrzebie rodziców. Do dziś pamiętam jej wywody na temat ojca i nieodpowiedzialności mamy. Aż mnie ciarki przechodzą...
Jakoś tę lekcję przebrnęliśmy, a musze przyznać, że przeżycie całego roku będzie równoważne z cudem, bo to naprawdę wiedźma, nie szczędziła języka na ciągłe docinki pod adresem każdego z uczniów. Nikomu nie odpuściła, a do mnie i do Jamesa to ciągle miała jakieś „ale”. Ona jest bardziej nawiedzona niż myślałam…
-Ona jest okropna…- powiedziała Lilka przy kolacji.
-no co ty nie powiesz?- odpowiedziałam.
-Wiesz jak wsiadła na Jima, kiedy obejmował mnie ręką jak weszliśmy?
-Wyobrażam sobie.
-tak nie moze byc.
-Remy, tak będzie. Jak znam Susan...- James nie wyjmował widelca z talerza. Jakny mało był wokół nas nieszczęść to jeszcze to…
-Skąd wiesz jak się nazywa?
-Bo wiesz to jest nasza ciotka, niestety.
-nie cierpmy jej, każda jej wizyta to dla mnie i Jima najgorszy koszmar.
-Myślałem, miałem nadzieję, że już jej więcej nie zobaczę… Że zjedzą ją jakiś czołgi czy coś innego.
-Ja też.
-Czołgi to jej raczej nie zjedzą.- wtrąciła się Lilka.
-nie ważne.
Syriusz siedział znowu nieobecny.
-Łapa!- Jim uderzył go w ramię.- a tobie jak się podoba ciotka Suzy?
-Jaka ciotka?- spytał.
-nowa profesorka.- wytłumaczyła szybko Ruda.
-Co?- chyba nadal nie kumał.- A weź przestań, strasznie.
-A ten strój?
-Ona przez 40 lat ma do czynienia z mugolskim wojskiem. Była na trzech wojnach, w tym nawet na mugolskiej 2 światowej. Miała 5 mężów, bo żaden z nią nie wytrzymał, w każdym razie jest gorsza od starej panny z hemoroidami i zapowiada się cudowny rok....
-całe szczęście, ze w przyszłym roku przyjdzie ktoś inny.
-nie wiem, Peter. Ta kobieta jest niedobita. Jej nic nie powali nawet bomba atomowa. Powaga!
-Ale wiecie co jest najlepsze? Że ona odkąd wstąpiła do wojska nie używa magii. Swoją różdżkę ponoć złamała, ciocia Dorea mi kiedyś opowiadała.
-Więc jakim cudem ma tu uczyć, magii?
-nie wiem...
Następna notka: 85. Remy, czy ty nie masz gorączki?
[ 11 komentarze ]
83. Żegnaj Liz, na zawsze
Dodała Aurora Silverstone Środa, 24 Września, 2008, 22:22
chciałam pod tą notkę podłożyć nostaligiczną muzykę, myślę, że ta http://www.wrzuta.pl/audio/A3EGZvrT2r/my_heart_will_go_on moze nie pogrzebowa, ale nostalgoczna jak najbardziej.
Co do loga. dzięki za obiektywne oceny 
A co do Liz, ponoć jej nie lubiłyście... Cóż muszę wam powiedzieć, że od początku zamierzałam jej się pozbyc, ale początkowo nie chciałam zabijać, ale tak wyszło...
Co do waszego pytania o Jima i Lilly, odpowiem tak staram trzymać się kanonu.
Ann-Britt, może masz rację skopałam to powinna to przerywać, łzy się powinny lać, albo pierdzielnąć gazetą, teraz to widzę, ale dzięki za wyrozumiałość.
jeszcze jedno... Lilka z Jimem wcale nie śmierc Liz, miała ich do siebie zbliżyć tylko fakt, że James uratował Rudej życie i to co potem powiedział, w namiocie rozmawiali szczerze i postanowili spróbować...
cóż wiem, ze tę notkę winnam była wstawić wcześniej, ale przepraszam Was, nie było czasu. Za to kolejną dodam jutro, bez względu na ilośc komentarzy, możecie śmiało wchodzić wieczorem, będzie.
Pozdrawiam was :*****
Nadszedł dzień pogrzebu. Wszyscy ubrani w ciemne stroje, wyruszyliśmy na cmentarz, gdzie miała się odbyć uroczystość. Nie chcę przytaczać słów jakie padły, bo nawet ich nie pamiętam. To było bardzo smutne. Cóż ciężko było grzebać kogoś tak młodego, kogoś kto miał przed sobą całe życie, kogoś kto był tak wspaniałym człowiekiem… Przepraszam, na pamiętnik spadły łzy, rozmazując atrament. To było dla mnie straszne. Moje oczy są wciąż czerwone od łez… Na pogrzebie czułam się strasznie, siedziała we mnie jakaś zmora. Dlaczego ona wyjechała? Tak mi żal… jej… miała dopiero 14 lat… Serce się kroiło patrząc na 4 trumny. Dwie hebanowe i dwie mniejsze, białe… Zjawiła się cała kadra nauczycielska, dyrektor, cały Huplepuff, w którym mieszkała Liz. Opiekunka ich domu, profesor Sprout płakała, z resztą my też płakałyśmy. Jim stał jak osłupiały. Szkoda mi go było. Obejmował ramieniem Lilkę. Chwilami miałam wrażenie, ze to wszystko dzieje się obok niego, że on w to nie wierzy, myśli że to tylko sen, nieprzyjemny sen… Peter odkąd dowiedzieliśmy, się że Liz… nie zjadł podobno ani jednej czekolady. Dolores zalewała się łzami, nie wiem może dlatego, że była tak młodziutka jak ona. Remy też ukrytkiem ocierał łzy i ja płakałam, przytulona mocno do piersi Syriusza. Miał całą koszulę mokrą. Mocno mnie przytulał, jakby to miało zatamować łzy… A ja wyłam za nas oboje, on miał tylko zeszklone oczy. Czasem mu zazdroszczę, że on jest taki twardy… Każdy z nas miał w swoim sercu dla niej miejsce, kochaliśmy ją przecież, jak przyjaciółkę, to przez to tak bolała nas jej śmierć… W jakiś sposób opanowałam się dopiero kiedy złożyłam kwiaty na jej grobie, ale też łzy wielkie jak grochy spływały po moich policzkach:
-Żegnaj Liz. Wiedz, że byłaś naszą przyjaciółką.- położyłam bukiecik na marmurowym pomniku. – Róże herbaciane, pamiętałam, że lubisz... jeszcze jedna łza spłynęła mi po policzku. Odwróciłam się i znowu zaczęłam płakać. Syriusz zamknął oczy i kolejny raz mocno przytulił. A ja trzymałam dłonie na jego ramionach mieląc mu jego czarną koszulę.
-Żegnaj... dotrzymam tego o co mnie prosiłaś... możesz być pewna nie pozwolę Jamesowi płakać, będę zawsze przy nim i będzie szczęśliwy tak jak ty tego chciałaś.- powiedziała Lilka, robiąc po każdym słowie pauzę na pociągnięcie nosem i lekko uśmiechając się przez łzy. Teraz już wiem co szeptały sobie wtedy na ucho…
Byłam… nadal jestem tak wstrząśnięta tym co się stało… wspomnienia z Liz wywołują w mej piersi ból, zawsze była taka roześmiana, a teraz… nigdy już nie zobaczę jej uśmiechniętej buzi, no chyba że na zdjęciach… nigdy już nie usłyszę jej śmiechu… była taka dobra i taka kochana… Jeśli istnieją anioły, Liz na pewno będzie jednym z nich…
Dziś wiem, że najgorszym na świecie jest chować swoich przyjaciół…
![[image]](http://aurorasilverstone.w.interii.pl/zegnaj_liz.jpg)
Zapalmy jej znicz [*][*][*]
Pierwszego września mieliśmy wrócić do szkoły, żeby rozpocząć szóstą klasę. Wiedzieliśmy, ze to nie będzie taki sam rok, jak pozostałe. Wszystko będzie inaczej. Te wakacje wiele zmieniły. Jesteśmy coraz starsi coraz poważniejsi, bardziej dojrzali i bogatsi w doświadczenia, zakochani i pewni tego, że życie jest ulotne. Myślę, że śmierć Liz wzmocniła jeszcze bardziej więzy przyjaźni między nami. Staliśmy się sobie jeszcze bardziej bliscy. Mamy świadomość tego, że możemy stracić siebie… W jednej chwili. To bardzo przykre zdarzenie uświadomiło nam też ze zło czai się na świecie, że ten którego imienia boją się wymawiać, jest przeklętym draniem i niech zginie w czeluściach piekła, bo nie brzydzi się plamić ręce krwią. Nigdy nie można być pewnym, że doczeka się jutra, trzeba żyć chwilą. Mówić ludziom o tym, że się ich kocha, bo można już nie zdążyć. Nic co ważne nie odkładać na potem. Trzeba cieszyć się tym co się ma i żyć, po prostu żyć. Nie przejmować się tym co nieistotne. Mieliśmy zamiar się tego trzymać. Chyba śmierć Liz zafundowała nam kopa w dorosłość. Nic już nie będzie takie jak dawniej…
Następna notka: Wszytko tylko nie to.
[ 13 komentarze ]
82. Klątwa Jamesa
Dodała Aurora Silverstone Poniedziałek, 22 Września, 2008, 17:41
Wiem, że notka nie jest może zbyt długa... ale kolejną postaram się dać pojutrze, chyba, ze stwierdzę na podstawie komentarzy, że nikt nie przeczytał.
kolejna notka- Żegnaj Liz, na zawsze...
A jak wam się podoba logo?
Dziękuję za wszystkie komentarze,za te bekowe, chwalące i wytykające błędy, za każdy, nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się cieszę, kiedy wchodzę na stronkę u widzę: nowy komentarz Buziaki wielkie :*
Jeśli ktoś by mnie pytał o zdanie, wiem, że te wakacje będą niezapomniane. W trakcie naszego pobytu w lesie dostaliśmy listy ze szkoły, jak zwykle zawierały informacje o rozpoczęciu nowego roku i listę książek. Padło też pytanie kiedy wybieramy się na Pokątną? Przyjaciele mieli zostać u nas tydzień po naszym powrocie i postanowiliśmy, że jakoś tak w tym czasie.
To był piękny słoneczny dzień kiedy weszliśmy wraz z przyjaciółmi na Pokątną. Remus nerwowo wypatrywał Dolores, z którą się umówił, Peter juz biegł ku nam. Fajnie to wyglądało taki okruszek- pączuszek biegł prosto w naszą stronę, a cały jego tłuszczyk falował. Remus wypatrzył wreszcie Dol. Szła szeroko uśmiechnięta. Rzuciła mu się w końcu na szyję. Widać, ze się za nim straszliwie stęskniła. A potem rozpoczęliśmy szał zakupów. Biegaliśmy po sklepach, musieliśmy tyle rzeczy kupić. Potem poszliśmy na lody, to juz chyba nasza tradycja Usiedliśmy przy okrągłym stoliku, cóż było przy nim tylko 4 krzesła. No to zrobiłyśmy z dziewczynami akcję siadamy na kolanach swoim facetom. Logiczne ja usiadłam Łapie, Dolores Remy’emu… Zgadnijcie komu na kolanach usiadła Lilka? Karmiła go lodami i patrzyli na siebie w jakiś takiś sposób... Chyba w tym namiocie musiała się odbyć wtedy poważna rozmowa.
-Ubrudziłeś mnie!- Ruda zaczęła się śmiać. Miała wąsy z lodów, bo Jim nie trafił do ust. Chwyciła łyżeczkę z pucharka i zrobiła mu dokładnie to samo.
-Ścieraj to.- zaśmiał się, bo teraz oboje byli umazani.
-No co? - wyszczerzyła zęby.- też mnie ubrudziłeś. Nie mam chusteczki.
-A po co ci chusteczka?
James podniósł się delikatnie i ustami zebrał zabrudzenie. Co za ściereczka… My wszyscy wydaliśmy z siebie dźwięk przypominający:
-uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
A potem wybuchnęliśmy zbiorowym rechotem. Myślę, że najgorzej czuł się Peter, bo tylko on był nie do pary. Może kiedyś i to się zmieni… Cieszę się, że w końcu są razem. Wyglądają na szczęśliwych. Wiedziałam, że prędzej czy później tak będzie!
Remus podniósł się gwałtownie i poszedł do gazeciarza na przeciwko, szedł jak zahipnotyzowany.
Stanął z gazetą w ręku koło stolika i zamarł.
-Remy, co....- spytała Dol, ale nie zdążyła skończyć.
-Widzieliście to?- położył gazetę na stole. Spojrzałam na nagłówek..
Masowy mord brytyjskich czarodziei w Leander
-Czy to nie tam mieszka Liz?- spytała Lilly.
-Tak.- Zamarłam i zabrałam gazetę ze stołu. Mocno ściskając ją w dłoniach i patrząc w nią sztywno.
-Czytaj!- wrzasnął na mnie Jim.
-Wczoraj późnym popołudniem w malowniczym francuskim miasteczku Leander, zamieszkiwanym przez czarodziejów różnej narodowości doszło do masowego mordu. Miasteczko to uznawane za stolicę francuskiej magii, było miejscem gdzie zamieszkiwali czarodzieje, których krew połączyła się z krwią mugoli, tam mieściło się ministerstwo Magii, mieszkali tam dyplomaci. Okoliczności masakry nie są bliżej poznane, ministerstwo nadal prowadzi dochodzenie w tej sprawie, mówi rzecznik prasowy francuskiego ministerstwa. Ubolewamy nad śmiercią mieszkańców i dyplomatów. Ponieważ we wczorajszej tragedii zginęła większość dyplomatów oddelegowanych do Francji. W tym także wysłannik naszego ministerstwa do spraw zagranicznych, Margaret Wool, wraz z mężem Fernandem, 14-letnią córką Elizabeth i 9-letnim synem Jonathanem. Pozostałe państwa masowo wycofują swoich ludzi z placówki francuskiej. Ministerstwo magii stanowczo zaprzecza plotkom, szerzącym się w czarodziejskim świecie jakoby za ten mord odpowiedzialny był czarnoksiężnik, którego imienia nie wolno wymawiać. Ciała zamordowanych zostaną odesłane do ojczyzny jeszcze w tym tygodniu. Pochówek planowany jest na przyszły tydzień...
-Mój boże- Lilka zakryła twarz rękoma. Przytuliłam się do Syriusza i zaczęłam płakać. Liz, ona.... ona nie żyje....
-Ona czuła, że nie wróci...- powiedział Jim, wyraźnie zmartwiony, ale za razem zszokowany jakbym mu opowiedziała kiepska historię, która nie mogła się zdarzyć.
-Jim- Lilka sie do niego przytuliła. Dolores zaczęła płakać, Ruda z resztą też. To straszne dowiedzieć sie, że twoja przyjaciółka nie żyje. Dowiedzieć się, że została zamordowana.
-Jestem pewien, że to jego robota- powiedział Syriusz, mocno mnie przytulając. Chłopcy nie płakali. No może tylko Peter. Chociaż Remusowi łza się z oku kręciła. Syriusz był twardy, a James? Chyba do niego nie dotarło, ze ona nie żyje. Miałam ochotę wrócić do domu, na nic więcej. Z resztą nie tylko ja. Jim był jakiś dziwny. Z drugiej strony nie dziwię się, nie wiem jakbym się czuła gdybym się dowiedziała, ze mój były chłopak nie żyje. Nawet jeśli to byłby Eryk, to było by mi strasznie źle. Kiedy wróciliśmy do domu zamknął się w swoim pokoju sam i nikogo nie wpuścił, nawet Lilki, która kilka razy pukała. Nie zszedł na kolacje. Ciocia się zmartwiła, ale pokazaliśmy jej gazetę i o nic nie pytała. Nie wpuścił chłopaków, którzy spali u niego. Dopiero następnego dnia udało nam się dostać do jego pokoju, ale przez okno. Leżał krzyżem na łóżku. Położyłyśmy się obok niego. Lilly przytuliła go mocno, ja z drugiej strony. Leżałyśmy obok niego nic nie mówiąc, w końcu sam się odezwał:
-Kocham was, dziewczyny. Lilly myślę, że będzie lepiej jak nie będziemy razem...
-Dlaczego?- Lilka się obruszyła.
-A jeśli na mnie coś jest, że to moje dziewczyny... nie chcę, żeby ci się coś stało.
-Głuptasie! Jak możesz tak myśleć w ogóle, to nie jest twoja wina! Jim!
-Skąd ci przyszło to do głowy? - powiedziałam. Obydwie zaczęłyśmy go odsuwać od tej myśli. Chłopaki też się w końcu wdrapali, bo nie wiedzieli dlaczego my tam tak długo siedzimy
-A jeśli nawet, by tak było, a nie jest, to ona była twoją byłą i jakbyś mnie rzucił to byś mnie naraził, teraz jestem bezpieczna, rozumiesz? nie możesz mnie nigdy zostawić.
-Skarbie, tylko jak ja z tobą wytrzymam- pocałował ja w czoło, ale humor mu się zbytnio nie poprawił.- Nigdy cię nie zostawię! Za bardzo cię kocham!
-Chcesz jechać na pogrzeb?- spytałam.
-Jasne.
-W Proroku napisali dziś rano, że pogrzeb jest we wtorek.
-Też jedziecie?
-Oczywiście.- powiedział Syriusz, a ja osobiście nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
[ 23 komentarze ]
81.nie darowałbym sobie gdyby ci się coś stało
Dodała Aurora Silverstone Czwartek, 18 Września, 2008, 21:21
Widzicie komentujecie i notka jest szybko...
Kolejna będzie opatrzona tytułem Klątwa Jamesa
A tę dedykuję Eveline już ona wie za co ;)
Natti, Rora zdążyła szybko zaragować i nie zdążył się poparzyć.
Martuś, jakby sobie strzelił taki tatuaż i Dorea by to zabaczyła... byłby trup 
Cieszę sie, że całkiem nowe osoby zaczęły komentować, nie przerywajcie 
Mam nadzieję na duuużo komentarzy.
Buziaki :*
Wybiegliśmy wszyscy momentalnie na dwór. Remus.... on...Spojrzałam na niebo... Cholera.... PEŁNIA! Jakim sposobem? Uderzyłam się w czoło ręką: To inna półkula. Remy ostatnimi chyba śladami świadomości chciał wejść w las, ale nie zdążył. Widzieliśmy tylko jak w tym momencie oddalony jakieś 200m wilkołak sunie na stojącą jak posąg Lilkę. Jim szybko się transformował i zasłonił ją. Wilkołak wbił mu pazury w grzbiet... Jeleń ryknął z bólu. My też się transformowaliśmy. Zanim jednak to zrobiłam wrzasnęłam by schowała się w namiocie. Zaczęliśmy odciągać go od namiotów. Zaczęłam trzepotać mu skrzydełkami koło ucha. Zawsze go to uspokajało. Syrek zadziornie gryzł go po łydkach, by ten się zajął nim, a Jim nadal zasłaniał Lilly, zanim ta nie zniknęła w namiocie.. Potem skierował sie w naszą stronę, odciągaliśmy go dalej. Przecież on by ją normalnie rozszarpał… znaczy Remy… Poleciałam do namiotu, w którym siedziała Lilly. Tam wróciłam z powrotem do swojej ludzkiej postaci.
-Wszystko dobrze?- spytałam, widząc jak Lilly płacze.- nic ci nie zrobił?
-Nie. A ja nie wierzyłam Snape'owi. Mówił, że Lupin jest wilkołakiem i że wy o tym wiecie. A ja mu nie wierzyłam.. A teraz...- pociągnęła nosem.- Dlaczego mi nie powiedzieliście? On o mało mnie nie zabił, gdyby nie ten jeleń.
-To był James!- powiedziałam.
-Jak to James?- podniosła głowę.
-Bo widzisz...- nie teraz to już musiałam jej powiedzieć, nie miałam ku temu wątpliwości- Ja, James, Syriusz i Peter jesteśmy animagami. Nie zarejestrowanymi animagami.
-Co? nie możliwe, to jest nierealne, nie dali byście rady…- zmieniłam się w kolibra. Lilly spojrzała na mnie i z niewiarą zamrugała oczami jakby jej się to wydawało.
-Teraz wierzysz?- pokiwała głową. To chyba za dużo wrażeń na raz. Przytuliłam ją.- Rozumiem, że się wystraszyłaś, ale on nie chciał zrobić ci krzywdy...
-Wiem, on nad sobą nie panował... To znaczy na początku jeszcze tak i uciekał do lasu i kazał mi uciekać do was, ale mi nogi wrosły w ziemię i zaczęłam się drzeć.
-Dobrze, że zaczęłaś, bo może byśmy wyszli z tego namiotu za późno.
-Dobrze, że wyszliście- drżała cała. Nie dziwię się jej. W gorszy sposób nie mogła się dowiedzieć.
-Przepraszam, że ci nie powiedzieliśmy, ale Remus się bał, a wiesz to tylko on mógł wtajemniczać innych.- uśmiechnęłam się lekko.
-Rozumiem i nie mam żalu. Masz jeszcze przede mną jakieś sekrety? Bo jak widzisz i tak się prędzej czy później wydadzą...
-Zdaje się, że już nie. To był ostatni.
-To dobrze.- wytarła łzy.
-Zrozumiem jeśli będziesz chciała wracać rano do domu.
-Nie chcę.
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy pół nocy. Musiałam jej obiecać, że już nigdy nie będę niczego tak ważnego przed nią ukrywać. Kiedy chłopaki zmęczyli Remusa-Wilkołaka, że ten zasnął Jim przywlókł się do namiotu. Jak Lilly go zobaczyła, oczy jej się zaświeciły, łzy w nich stanęły. James był cały podrapany na plecach, rany miał dość głębokie.
-O kurde, jak to strasznie wygląda…- powiedziałam, a właściwie to skrzywiłam się, przemywając mu rany, eliksirem dezynfekującym. Przewidująca Dorea zapakowała nam też apteczkę.
-A wiesz jak boli?- powiedział James, przez zaciśnięte zęby, kiedy dotykałam wacikiem skaleczeń.
-Na prawdę?- spytała Lilly z troską.
-No, tak. Ale szczęście, że tobie nic się nie stało.-odpowiedział.
-Dziękuję.- powiedziała Lilly, uśmiechając się lekko, a jej oczy zaszkliły się jeszcze bardziej Jim wyciągnął rękę i chwycił dłoń Lilly.
-Nie darowałbym sobie, gdyby się stało inaczej.-pocałował jej rękę.
Ruda spojrzała na niego i spaliła buraka.
-Może, ja sobie pójdę, co?- zaśmiałam się.
-Nie, no co ty?- Lilka jakby wypadła z transu.- ktoś się musi zająć Potterem. A ja się nie znam na pierwszej pomocy.
-W razie czego to mnie będziesz reanimować, Evans.- zaśmiał się. A ta z krzywą miną pacnęła go z całej siły w tyłek. Już raz w końcu chciała to robić.
-Chyba śnisz...
Zaczęłam się śmiać.
-Z czego się śmiejesz?- spytała Lilka.
-No ja bym się wcale nie zdziwiła jakbym kiedyś była świadkiem na waszym ślubie.
-NIGDY!- powiedziała.
-Znasz takie powiedzenie: Kto sie czubi ten się lubi?- spytałam.
-No tak.
-To masz odpowiedź. Idę do Łapy. A wy się tutaj nie pozabijajcie, ok?- dodałam wychodząc z namiotu. Słyszałam jeszcze tylko wrzaski Jamesa:
-Ja ci życie ratuję, a ty mnie jeszcze bijesz?
Zmieniłam się w kolibra i poleciałam do Łapy, usiadłam mu na czubku jego kudłatej głowy, szczeknął radośnie. Następnego dnia rano, kiedy Remus wrócił już do własnej postaci i opowiedzieliśmy mu co się stało, bardzo przepraszał Lilkę. Ale ta sie na niego w ogóle nie gniewała. Powiedziała, ze po prostu o tym zapominamy i już, w końcu to nie jego wina. Co prawda jak tylko się ściemniło siedziała w namiocie i nawet nosa nie wyściubiła. W sumie to siedziała z rogatą ochroną ;P To przeżycie i fakt, że James uratował jej życie zbliżyło ich do siebie, ale chyba nie na tyle, żeby byli razem, chociaż kto ich tam wie, co robią w namiocie :P
[ 20 komentarze ]
1 2 3 4 » | Script by Alex
| | |



 Magiczny wypoczynek dla kazdego!

Newsy po angielsku:
MuggleNet
The Leaky Cauldron
Harry Potter's Page

KONKURS
Pamiętnik Albusa Dumbledora!

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU
 Nasza Szkoła Hogwart
Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!
Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP
Pamiętnik Hermiony!
Pamiętnik Ginny!
Pamiętnik Malfoy'a!
Pamiętnik Rona!
Pamiętnik Harrego!
Pamiętnik J. Pottera
Pamiętnik Lily Evans!
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Lavender
Lily i James Potter
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Susan Bones
Aurora Silverstone
Pamiętnik Toma Riddle'a
Meadows Dorcas
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik W. Kruma!
Mary Ann Lupin!
James Potter Junior!
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik J. Darkness!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Teda Lupina
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Fleur!
Pamiętnik Marty Pears
INKUBATOR
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Rose Weasley!
Pamiętnik Alicji Spinnet
Pansy Parkinson
Pamiętnik Cho Chang!
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik Voldemorta
Victorie Weasley
Pamiętnik Romildy Vane
DO PRZEJĘCIA:
Minerwa McGonagall
Albus Dumbledore
Molly Weasley
Nymphadora Tonks
Cedrik Diggory
Albus Severus Potter
Pamiętnik Parvati Patil!
Gilderoy Lockhart
Percy Weasley
Angelina i Katie
Neville Longbottom
Lekcje zielarstwa
ARCHIWUM
Myślodsiewna Snape'a
Pamiętnik Ritty Skeeter!
Pamiętnik Tamary Black
Arien Halfelven
Pomona Sprout
Alastor Moody
Pamiętnik S. Trelawney
Pamiętnik Ann Raven
Pamiętnik Artanis
Marietta Egdecombe
Peter Pettigrew
Pamiętnik Sary Potter

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
Księgi Magii
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj swój HOROSKOP! (na luty 2008)
Zakon Feniksa
Dodaj własnego Newsa!

LSM zaprasza na Magiczne Lato i Magiczną Zimę z Harrym Potterem na Zamku Czocha oraz na Zamku w Gniewie!



Jeżeli chcesz otrzymywać najświeższe nowinki ze Świata Magii to wpisz niżej swój adres e-mail
 Najlepsze środki na odchudzanie działają na bazie guarany
| |