Pamiętnikiem opiekuje się Sol Angelika Do 20.07.08 pamiętnikiem opiekowała się Julia Darkness
Wszystko się kiedyś kończy... Dodała Julia Darkness Środa, 24 Grudnia, 2008, 18:22
Kochani! Gdy przęjełam pamiętnik Julii obiecałam sobie, że go nie opuszczę i doprowadzę do końca. Niestety dotrzymywanie obietnic nie jest moją mocną stroną. Muszę zrezygnować z pamiętnika, choć czuję się głupio i źle. Szczególnie, że muszę to zrobić w wigilię. Otóż pojawił się u mnie duży problem zdrowotny, którego wolałabym nie ujawniać. Ale on nie jest jedyną decyzją mojego odejścią, po prostu wypaliłam się- wymówki, żeby nie pisać notek. Nie lubię już pisać, ostatnie not były w stylu ,, napiszę, bo muszę". Pisanie stało się dla mnie męczarnią. Ostatnio mam trudny okres w życiu, było tak, że po prostu nie wstawałam do szkoły i myślałam o samobójstwie. Darkness, dark to ciemność, która mnie pochłaniała. Wogóle nie chciało mi się żyć, chciałam zniknąć. Na początku cały czas płakałam w domu, lecz przy innych i na gg udawałam, że jestem cała w skowronkach i że mi się super powodzi. Ale jest też coś innego. Zapewne po tym wszystkim, co tu przeczytacie orzekniecie, że nie zasługuję na tę pamiętnik. Dlatego go oddaję. Z niektórymi osobami z tej strony piszę na gg, lecz pewnie one po tym co się tu dowiędzą znienawidzą mnie dogłębnie i oskarżą o kłamstwo. Zacznę od oszust w pamiętniku Julki. Piosenki, które tak podziwialiście, nie są wcale moje. To po prostu angielskie piosenki, które korzystając z pewnej strony tłumaczyłam na język polski. W sumie to technicznie nie kłamałam, bo nie przyznałam, że były moje, ale to czyste kłamstwo. Kolejną sprawą, że te wstępy o Oku Ciemności są żywcem spisane z księżki ,, Ciemność". Nie wiem jak to nazwać... plagait? Nieważne, to bez znaczenie, ale za wszystko przepraszam. Nie będę już wchodziła na tę stronę, bo mi jest po prostu strasznie głupio. To jest powód do odrazy, a teraz będzie jeszcze większy. Wszyscy mnie na pewno znienawidzą, ale muszę się przyznać. Osobom korespondującym na gg i wam powiedziałam jaka to ja jestem zdolna i mądra, ślicznie śpiewam i chodzę na dziesięc kółek. To kłamstwo, ale nie wszystko, bo mam tylko 3 kółka, śpiewam nawet ładnie, a moja średnia, którą się chwaliłam 5.6, to w rzeczywistości 5.0. Niektórym powiedziałam, że mam dwie siostry, że pomagam im i wogóle. To kolejne kłamstwo-jestem jedynaczką, a opisywałam siostry cioteczne. Nie wiem, gdzie jeszcze skłamałam, nie pamiętam. Ale pewne okoliczności zmusiły mnie do wydania tych wszystkich kłamstw. Nie wiem, dlaczego kłamałam. Może dlatego, że tak łatwiej, buduję wokół siebie zakłamany świat w strachu, że się to wyda. To moje udawanie to szczyt szczeniatwa i nieodpowiedzialności, ale nie potrafię inaczej. Chciałbym przeprosić za te wszystkie kłamstwa, wiem, że mną teraz gardzicie, ale ja naprawdę żałuję tych kłamstw. Przepraszam, przepraszam i jescze raz przepraszam. To ostatnia notka tutaj, już się nigdy na tej stronie nie pojawie. Dziękuję za wszystko i mam nadzieję, że pamiętnik Julii przejmnie osoba, która będzie szczera. Przepraszam i życzę wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku.
Żegnajcie!
20. Zawracaj, zawracaj, bo wiatr szepcze o upiorach Dodała Julia Darkness Środa, 03 Grudnia, 2008, 17:24
Poszłam wam na ugodę, i dodałam notkę dzisiaj. Ta mi się bardziej podoba, ale z 21.,, Oblicze Oka Ciemności" jestem bardzo dumna. No nic, dzięki za wszystkie komcie i zapraszam na nocie Notka ze specjalną dedykacją dla Marty, która po raz kolejny mi bardzo pomogła
Buźka
*
Zawsze dużo myślałam nad tym, co robię. Czy to jest dobre, czy muszę coś zmienić. Uświadomiłam sobie, że przeszło całe moje krótkie życie, spędziłam na rozmyślaniu. O świecie, o magii, o ludziach. Nigdy mi się nie zdarzyło zrobić coś spontanicznie, bez chwili namysłu. Może taka już jestem. Lecz gdy udawałam się z przyjaciółkami do Zakazanego Lasu, na pewno w ogóle nie myślałam. Naraziłam wszystkich na niebezpieczeństwo. Nawet sam las…
Wyszłyśmy z Hogwartu, gdy zaczęło się ściemniać. Pogoda była wprost idealna- całe błonia były zaśnieżone, lecz nie było zbyt zimno. Nad jeziorem zaczęła pojawiać się mgła, a księżyc już pokazał swe oblicze. Wszystko było spokojne i ciche, a może nawet, za ciche… w powietrzu czuć było napięcie i oczekiwanie. Właściwie, to w tej sytuacji było odpowiednie, bo tak się czułam. Amanda i Rose zresztą też.
Na błoniach zostali tylko nieliczni uczniowie, korzystający z ładnej pogody. Obrzucali się śnieżkami, wesoło i beztrosko. Nad jeziorem przytulały się zakochane pary. Nikt nie zwracał zbytniej uwagi na trzy, jedenastoletnie dziewczyny, więc bez zwracania uwagi dostałyśmy się na skraj Zakazanego Lasu. Nie bałam się, ale niepokoiłam. Czułam, że wydarzy się coś dziwnego. Niebezpiecznego, ale jednocześnie fascynującego. Może będę tego żałować, a może nie… to ważne wydarzenie w moim życiu, być może już nigdy mi się coś takiego nie przytrafi. Sama nie wiem, co o tym myśleć.
*
Oko Ciemności czekało.
W lesie pojawiło się coś nowego. Coś się zbliżało. Na razie było jeszcze daleko, ale może zabłąka się i tutaj? Do tego ukrytego, dawno, dawno zapomnianego miejsca?
A jeśli przyjdzie…?
*
Las wokół nas mruczał i szeptał. Odeszłyśmy już daleko od zamku, wokół nas były tylko drzewa. Już nie czułam się bezpiecznie, cholernie się bałam! W naszej wędrówce nie było nic, co by było normalnie. Miałam wrażenie, ze coś nas obserwuję, że czeka na to, by zaatakować.
-, Co ty tu robisz?- Wszystkie trzy krzyknęłyśmy przerażone. Dopiero po chwili rozpoznałam centaura, którego już poznałam w tę noc, w której walczyłam z milusim zwierzątkiem Hagrida.
- Przestraszyłeś nas!- Powiedziałam oburzona i oparłam się o pień drzewa. Zaraz też od niego odskoczyłam, zauważając na nim czarne pająki. Centaur o imieniu Goram, popatrzył na nas surowo. Mandy i Rose były nadal przerażone, ja już mniej, bo w końcu znałam trochę Gorama. W końcu Rose zebrała się na odwagę i zapytała:
- Ty jesteś Centaurem?- Goram kiwnął głową i odwrócił się
- W Zakazanym Lesie jest ich wiele, dlaczego ich nie spotkałyśmy?- Amanda zadała to pytanie, na które otrzymała odpowiedź:
- Nie mamy prawa zatrzymywać wybranych, ale ja muszę to zrobić- rzekł tajemniczym tonem- zawracajcie, zawracajcie, bo wiatr szepcze o upiorach!
-, O co ci chodzi?- Zapytałam się niepewnie, czując przebiegające ciarki:
- Gwiazdy są dziś bardzo jasne, pokazują nieszczęście!- Rose powiedziała odważnie:
- Szara Dama mówiła, że my musimy tam iść i ratować las!- Amanda bez chwili wahania ją wsparła:
- Boimy się, ale nie poddamy!
- Nie przyszłam tu na pokaz, zrobię to, co muszę!- Wstawiłam się za dziewczynami. Goram pokręcił głową na taką, prawie świadomą głupotę:
- Wy jesteście nienormalne- zaczerpnął tchu i wskazał ręką miejsce, do którego się udawałyśmy. Czekała nas jeszcze długa droga!
- Stamtąd nikt, nigdy nie wrócił żywy, wiele centaurów tam zginęło!- Chciał mówić dalej, ale przerwałam mu zdecydowanie:
- Szara Dama powiedziała, że my możemy przeżyć!- Goram prychnął lekceważąco i odparł:
- Taka szansa jest jedna na milion, robicie źle!
- Przecież chcesz, aby las był normalny!- Amanda popatrzyła zdziwiona na centaura, który odpowiedział:
- Chcemy, ale i tak nie wszystkie tajemnice zostaną rozwiązane, a z Duszą Ciemności nie da się walczyć!
- Dusza Ciemności?- Popatrzyłam zdziwiona i dodałam- a więc my będziemy!- Goram, widząc, że się nie poddamy, powiedział:
- Skoro musicie, to idźcie- podszedł do mnie, i dał mi skórzany woreczek:
-, Gdy go otworzysz i wysypiesz znajdujący się w nim proszek na ziemię, to zjawie się. Uważajcie, bo wiatr szepcze o upiorach! Patrzcie na znaki i słuchajcie lasu, a może znajdziecie odpowiedź- powiedział na do widzenia i zniknął w gęstwinie drzew. Sakiewka, którą mi zostawił była bardzo lekka. Wyglądała na pustą, ale czułam, że coś w niej jest.
- Na pewno z niej skorzystamy- Mandy rozejrzała się i uśmiechnęła. Spotkanie z Goramem było płomykiem pocieszenia i nadziei. Od razu poprawił mi się nastrój, dziewczynom też. Wesoło powiedziałam:
- A więc ruszajmy i słuchajmy, bo wiatr szepcze o upiorach!
*
Co się dzieje? Co się dzieje? Czy długie oczekiwanie dobiegło wreszcie końca? Czy dla Oka Ciemności znów budzi się nadzieja? Nie omińcie go, nie gaście słabego płomyka nadziei!
*
- Nie należę do osób, które zazwyczaj narzekają, ale teraz muszę to zrobić!- Krzyknęła Rose, roztasowując bolące kolano.
- Ja też!- Mandy jęknęła z bólu i zamknęła oczy. Mówiąc szczerze, to ja też miałam dość. Była już pierwsza w nocy, a my tkwiłyśmy w rozpadlinie. Wpadłyśmy do niej z godzinę temu i nie mogłyśmy wyjść. Am rzuciła pomysł, żeby wezwać Gorama, ale w końcu, może nam się do czegoś innego przyda, w końcu zawsze morze być gorzej. Rozpadlina była głęboka, ale na szczęście nie połamałyśmy kończyn. Obyło się na siniakach. To jest prawdziwa ironia, ruszyłyśmy, by ratować las, a same potrzebujemy ratunku. W co ja się wpakowałam…
- Dziewczyny, nie możemy tak siedzieć, w końcu aż tak głęboko nie jest, jakieś 5 m.
- Ta, 5 m n.p.m.!- krzyknęła Rose, ale podniosła się- masz rację, musimy jakoś stąd wyjść.
- Może uda mi się wejść- powiedziałam niepewnie. W końcu byłam wysportowana, a doświadczenie w spinaniu się zdobyłam w górach. 5 M. to mało, ale jednak… wszystkie byłyśmy niskie, dla nas to sporo! Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Bardzo dawno się nie wspinałam, mogło mi się coś stać. Ale muszę. Złapałam się kamienia wystającego z przepaści i zaczęłam wchodzić na górę. Po chwili już tam byłam. Bolały mnie ręce, ale udało się! Pomogłam wejść Amandzie i Rose.
- Przeżyłyśmy!- Krzyknęłam resztkami sił i wstałam niepewnie. Rose zrobiła tak samo, ale Mandy nadal leżała na ziemi.
- Am, wstawaj, trzeba ruszyć dalej, tu jest pełno pająków!- Podniosłam Am, która wyszeptała:
- Nienawidzę ruchu, nienawidzę! Już nigdy w życiu czegoś takiego nie zrobię!- Krzyknęła zdesperowana i niepewne stanęła o własnych siłach. Pokręciłam głową i ruszyłyśmy dalej. To był dopiero początek wielkiej przygody!
*
W tym samym czasie James Potter biegł w kierunku dormitorium. Wszyscy spali oprócz niego. Była druga w nocy, a James nie mógł znaleźć dziewczyn. Zostało tylko jedno wyjście. Otworzył kufer, wyjął z niego kawałek pergaminu. Stuknął w niego różdżką i szepnął:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego- na kartce zaczęły się pojawiać zarysy Hogwartu i kawałek Zakazanego Lasu. Na mapie Huncwotów było pewne miejsce, które twórcy mapy nazwali Duszą Ciemności. Czwórka Huncwotów o mało tam nie zginęła, ponieważ jakaś siła chciała ich zabić. Uciekli jedynie dzięki centaurowi. James wiedział o tym, bo na strychu w domu znalazł pamiętnik dziadka z czasów, gdy on był w Hogwarcie. Teraz, patrząc na mapę przeklął i zerwał się na równe nogi. Julia, Amanda i Rose były niedaleko Duszy Ciemności i najwidoczniej do niej się kierowały. A Ciemność można pokonać tylko światłem. Niestety, właśnie jego było brak. James wybiegł z dormitorium i ruszył na błonia. W biegu wziął tylko pelerynę niewidkę. Nie odrywając wzroku od mapy, wszedł do Zakazanego Lasu.
*
Przedzierałyśmy się przez gąszcz roślin w złych humorach. Było czarno i zimno, a na dodatek wiatr naprawdę szeptał. W dzień nie jest to takie straszne, ale w nocy wszystko się zmienia. Rzeczy mało istotne w dzień, w nocy stają się przerażające. Tak było z nami. Każdy, nawet najmniejszy szelest budził strach. W tej sytuacji, bardzo pasuje mi ta piosenka:
To jest życie!
Weź świat,
Wstrząśnij i porusz nim,
To jest powód, dla którego
Rzucam moje troski,
Do góry, w powietrze.
Myślę, że one już nie wrócą,
Tak, uwielbiam to uczucie
To jest życie.
Tego się trzymaj!
To jest sen,
To wszystko, czego potrzebuję.
Nigdy nie wiesz, gdzie to znajdziesz.
Zamierzam wykorzystać swój czas, tak.
Wciąż zamierzam się do tego zabrać,
To jest życie!
Przyjmij to,
Na nowej scenie!
Płynę nowe okrążenie-
Burzę.
Cztery stare ściany,
Buduję je od nowa, od podstawy!
Tak, uwielbiam to uczucie.
To jest życie.
Tego się trzymaj!
To jest sen,
To wszystko, czego potrzebuję.
Nigdy nie wiesz, gdzie to znajdziesz.
Zamierzam wykorzystać swój czas, tak.
Wciąż zamierzam się do tego zabrać,
To jest życie!
Zamierzam iść, sama prowadzić, tak.
Rzucić przeszłość i poczuć bryzę,
Nic oprócz błękitnego nieba!
Tak daleko, jak sięga mój wzrok.
To jest życie.
Tego się trzymaj!
To jest sen,
To wszystko, czego potrzebuję.
Nigdy nie wiesz, gdzie to znajdziesz.
Zamierzam wykorzystać swój czas, tak.
Wciąż zamierzam się do tego zabrać,
To jest życie!
To jest życie, nie ma, co. Tylko, że nie w wesołe, tylko smutne i szare. Bez jakiejkolwiek nadziei. Jednak w tym miejscu jest dziwnie. Zbliżałyśmy się do Duszy Ciemności. Po chwili znaleźliśmy się na polanie…
19. Do Zakazanego Lasu! Dodała Julia Darkness Niedziela, 23 Listopada, 2008, 19:32
Cześć, szlaban mi się skończył! Między innymi dzięki dopremu sprawowaniu, oficjalnej pochwały dyrektora szkoły na akademi, wywiadówka, no i to, że preszłam na 3 etap olimpiady polonistycznej i matematycznej Więc dodaję nocię i obiecuję następną za tydzień. Nota krótka, ale w następnej będzie więcej akcji. Wpadnę do waszych pamiętników jak będę miała chwilę, obiecuję Dziękuję, że czekaliście i zapraszam na new nocie! Następna to:
20. Zawracaj, zawracaj, bo wiatr szepce o upiorach!
Buźki
*
Zaćmienia księżyca są magiczne i rzadkie. Fascynują innych swoją urodą, ale powodem mojego zainteresowania tym zjawiskiem było zupełnie coś innego. To, co się ze mną stało. Chciałam się dowiedzieć wszystkiego, co mogło mi pomóc w rozwiązaniu zagadki. Jakimś cudem obudziłam się u siebie w łóżku, choć zasnęłam w Wieży Astronomicznej. Szukałam wszędzie, całe dnie spędzałam w bibliotece. Bibliotekarka służyła mi pomocą, bez problemu znalazłam wszystkie potrzebne materiały. Ale wszystko na nic! Czytałam wszystko o zaćmieniach i o pełniach, ale nic nie było, co by mogło potwierdzać, to, co mi się przydarzyło! Postanowiłam wkrótce to zostawić, bo taka wiedza niezbyt pomagała mi w lekcjach. Teraz to nawet przestało mnie obchodzić. Chyba jestem typem osoby, która nie może długo wytrwać przy jednym zadaniu. Moje osiągnięcia potwierdzają to całkowicie. Jestem wiecznie roztargniona, ale to lepiej, niż być jakimś Ślizgonem, który cieszy się tylko wtedy, gdy krzywdzi innych. Na przykład taka Madelaine, myśli, że jest lepsza od wszystkich. Napisałam o tym piosenkę. No, jak ja bym była nią:
Jestem za cool dla mojej sukienki!
Te cienie, nie chcą opuścić mojej głowy.
Wszystko, co mówisz jest takie bez znaczenia,
Ty idziesz za mną, ja prowadzę.
Chcesz być taka jak ja,
Ale ty tylko chcesz,
Kochaj, albo nienawidź!
Nie mogę pomóc, jestem, jaka jestem.
Mam nadzieję, że nie zrozumiesz źle.
Bo jestem taka cool,
Tak, jestem za cool,
Żeby cię znać.
Nie bierz tego osobiście,
Nie bierz tego emocjonalnie,
Wiesz, że to prawda-
Jestem za cool dla ciebie.
Myślisz, że jesteś gorąca, ale sory, nie jesteś
Dokładnie tym, kim myślisz.
Nie mogę powiedzieć tobie, czego nie masz,
Kiedy idziemy do pokoju!
Jestem za cool dla ciebie.
Szczęściarz, jestem taka miła,
Nawet, kiedy jestem zaskoczona.
Cały czas masz pozwolenie, aby być w mojej paczce.
Pokażę ci, jak będzie skończone.
Jeśli chcesz być kimś,
Po prostu obserwuj mnie i ucz się!
Ja i moje myśli zgadzamy się,
Nigdy nie będziesz taka jak ja
Bo jestem taka cool,
Tak, jestem za cool,
Żeby cię znać.
Nie bierz tego osobiście,
Nie bierz tego emocjonalnie,
Wiesz, że to prawda-
Jestem za cool dla ciebie.
Myślisz, że jesteś gorąca, ale sory, nie jesteś
Dokładnie tym, kim myślisz.
Nie mogę powiedzieć tobie, czego nie masz,
Kiedy idziemy do pokoju!
Jestem za cool dla ciebie.
Widzisz całe piękno, mózg i talenty,
I to wszystko ja mam!
Więc inni chcą spróbować tego w swoim życiu,
Ciągle oni nie dostają ode mnie telefonu.
To jest różnica między tobą, a mną
Szczerze?
Jestem naturalna,
Jestem prawdziwym interesem!
Nie mogę pomóc, jestem, jaka jestem.
Mam nadzieję, że nie zrozumiesz źle.
Bo jestem taka cool,
Tak, jestem za cool,
Żeby cię znać.
Nie bierz tego osobiście,
Nie bierz tego emocjonalnie,
Wiesz, że to prawda-
Jestem za cool dla ciebie.
Myślisz, że jesteś gorąca, ale sory, nie jesteś
Dokładnie tym, kim myślisz.
Nie mogę powiedzieć tobie, czego nie masz,
Kiedy idziemy do pokoju!
Jestem za cool dla ciebie.
Myślę, że mogłaby tak zaśpiewać. Nawet jestem pewna, w końcu, każdy Ślizgon ma fałszywe poczucie wyższości nad innymi. Nie chciałabym być jednym z nich. Nikt nie chciałby być z Gryfonów w Slytherinie. Oprócz Scorpiusa Malfoya. Ciężko się domyślić, czego ten chłopak chce, bo jest przez cały czas niedostępny. Z nikim nie rozmawia, przez cały czas unika rozmów. Mówiąc szczerze, to żyje gorzej niż w średniowiecznym zakonie. Niczym mnich. Na samą myśl o takim życiu, robi mi się nie dobrze…
Ale ja nie mogę nic zmienić, próbowałam porozmawiać z nim kilkakrotnie, ale za każdym razem odwracał się. I co tu robić? Zostawiłam go w spokoju. Nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam, ale to jego świat. Pusty i smutny, ale jego.
*
Dusza Ciemności czekała. Na ofiarę. Na dziewczynę, która da nadzieję.
Która będzie bezradna. Zginie.
Tak musi być.
Zemsta dojrzewała w Sercu Ciemności powoli, ale była bardzo silna.
Ciemność rozpaczała bardzo długo.
Za jedną chwilę zła, potrafiła zabić.
I chciała to zrobić.
Nie było już odwrotu, bo przeznaczenie musiało się spełnić.
*
Siedziałam na Wieży Astronomicznej i wymyślałam nowe piosenki. To miejsce pozwalało mi się skupić. Czułam, że jest w nim coś wyjątkowego. Zawsze, gdy chciałam być sama, to tu przychodziłam. Może to magia tego miejsca… nieważne. Czułam się tu dobrze, i tak miało zostać. Ale dzisiaj coś się stało. Nie było tu już tak spokojnie i bezpiecznie. Miało się wydarzyć coś bardzo ważnego. Coś niewyobrażalnego i tajemniczego. Raczej nie chcę wiedzieć, co to będzie. Wstałam z niewygodnej podłogi i usiadłam na parapecie. Widok stąd był przecudowny. Błonia Hogwartu pokryte były śniegiem, a wierzchołki drzew Zakazanego Lasu przyprószone były śniegiem. Zakazany Las jest pełen tajemnic. Szczególnie ciekawi mnie jedna rzecz… Stanęłam na parapecie i przytrzymałam się muru, żeby nie spaść. Gdzieś tak pośrodku gęstwiny drzew, było coś, co mnie zastanawiało. Pewne miejsce w lesie, od którego aż tchnęła tajemniczość i zło… zemsta, nienawiść i niezwykle długie oczekiwanie. Na mnie? Nagle poczułam ogromną chęć, by się tam udać. Takie silne uczucie. To było strasznie głupie i dziwne, ale…
- Powinnaś tam pójść- zeskoczyłam z okna i stanęłam na przeciwko Szarej Damy. Nie dziwiło mnie to, że ona tu jest, ale to, że wie, co ja myślę.
-, Dlaczego?- Duch pokręcił głową i nie wyjaśniając dodał:
- Ale nie sama, weź swoje dwie przyjaciółki
- Dlaczego?- Spytałam jeszcze raz. Szara Dama tym razem odpowiedziała:
- Po prostu wiem, że musisz tam być, tylko ty możesz mu pomóc i przeżyć- zamknęłam oczy, czując, jak serce mi wali i przesuwa się w okolice gardła. Dopiero po chwili zapytałam:
-, Komu pomóc? Dlaczego ja mam przeżyć?- Widmo odwróciło się i wyszeptało:
- Ciemność ma wiele oblicz. Nikt nie wie, ile dokładnie- Helena Ravenclaw podpłynęła w stronę okna i rzekła:
- Ale Ciemność także cierpi. I czeka. A niezmiernie długie oczekiwanie zamienia się w nienawiść. Wiem, że to trudne- dodała, zanim zdążyłam się wtrącić-, ale musisz dokonać wyboru. Nie jesteś jedyną, ale jesteś pierwszą. To zależy od Ciebie.
- Boję się tego lasu- przyznałam i usiadłam w kącie- po prostu… przeraża mnie- popatrzyłam niepewnie na Helenę, która odpowiedziała:
- Trzeba pokonywać strach. Pamiętasz, co śpiewałaś jak byłaś mała- widząc, że nie rozumiem, Duch kontynuował- tą piosenkę o pokonaniu siebie!- Rozjaśniłam się i powiedziałam:
- Pokonam, więc siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej. Pokonam, więc siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej- Szara Dama kiwnęła głową, a na jej wargach pojawiło się coś na kształt uśmiechu:
- Właśnie, ale śpiewałaś po cichu i całość.
- To szło tak:
Chcę, potrafię, wzniosę się,
To naprawdę dobry dzień,
Jak w westernie jeden sen?
Hej, mówię sobie siłę masz,
I nie przegraj, wygraj, grasz,
Ale w pokonanie siebie!
Pokonam, więc siebie, pokonam siebie,
Udowodnię, że można lepiej,
Pokonam, więc siebie, pokonam siebie, udowodnię…
Chcę, potrafię, jestem skałą,
Stać jak posąg - to za mało,
Wole ruszyć z posad świat!
Hej, nigdy więcej białych flag,
Chociaż już bywało tak.
Wczoraj był ostatni raz!
Obiecuje sobie....
Pokonam dziś siebie, pokonam siebie,
Udowodnię, że można lepiej,
Pokonam dziś siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej!
Pokonam dziś siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej,
Pokonam dziś siebie, pokonam siebie, udowodnię…
Chce, potrafię, wzniosę się,
To naprawdę dobry dzień,
Mam przed sobą jasny cel.
Hej, mówię sobie siłę masz,
I nie przegraj, wygraj, grasz,
Ale w pokonanie siebie!
Pokonaj dziś siebie, pokonaj siebie,
Udowodnij, że można lepiej,
Pokonaj dziś siebie, pokonaj siebie, udowodnię, że można lepiej!
- Wiesz, masz rację!- Zwróciłam się do Szarej Damy. Wiedziałam, że muszę tam pójść. To moje przeznaczenie, nie mogę się wiecznie bać, muszę pokonać siebie!
Na korytarzu przed Wielką Salą stała Rose. Zaraz doszła do niej Mandy. Podeszłam do nich i powiedziałam:
- Do Zakazanego Lasu!- Dziewczyny popatrzyły na mnie, jak na jakąś wariatkę. Opowiedziałam im wszystko, i zgodziły się ze mną. Będzie strasznie i na pewno tego pożałuję, ale chcę żyć, jakby jutra nie było. Jak nie wrócę, to też będzie? Nadszedł czas, aby pokonać swój strach. Pora zmierzyć się z Ciemnością!
Szlaban Dodała Julia Darkness Piątek, 14 Listopada, 2008, 09:05
Dzięki za komcie, jesteście super Ale na więcej trochę musicie poczekać... żeby nie przeciągać- dostałam szlaban. Na neta. Bo notki mogę nadal pisać, ale nie będę mogła ich dodać. Nie wiem, ile potrwa szlaban, ale niezbyt długo. Więc proszę ZKP, żeby przez ten czas nie oceniali pamiętnika Julki, bo go na pewno nie opuszczę! Nie będę mogła też czytać waszych pamiętników, za co przepraszam, ale obicuję, że jak szlaban się skończy, to nadrobie wszystko!To tyle, mam nadzieję, że wkrótce dodam new nocie
Buźki
18. Gdy Planety się ustawią w równej lini z Księżycem... Dodała Julia Darkness Niedziela, 09 Listopada, 2008, 20:23
Dobry wieczór wszystkim W tę pogodną(leje deszcz) ciepłą( jezs zimno) i piękną(że co?) noc, zapraszam was na notkę. Następna... nie wiem kiedy. Dziękuję za wszystkie komcie Notka dla zapracowanej Rory, męczącej się z krzyżówkami genetycznymi( co to jest?)
Buźki
*
O6.01.2013 R. godz. 09:30
Nareszcie jestem w domu! To znaczy, w Hogwarcie. Mimo, że to szkoła, to traktuję ją jak rodzinę. Nie, to złe porównanie, bo jak traktuję moją rodzinę…(…)
O 08:00 dotarliśmy na lotnisko w Anglii. Po odprawach i odebraniu bagażu, udałam się w towarzystwie rodziców na dworzec Kings Cross. Pożegnanie było bardzo… sztywne. W ogóle to nie było żadnego pożegnania. Po prostu- wzięłam swój bagaż i szybko przeskoczyłam przez barierkę. Wiem, że to było głupie- rodzice nie spodziewali się, że odejdę tak bez pożegnania. W sumie, to nawet ich nie lubię. Oni są… i co z tego. Coś się musiało ze mną stać, bo nigdy tak nie myślałam. Zawsze byli dla mnie ważni. A teraz kompletna obojętność. Ja nie mam pojęcia, co to jest miłość. Po prostu tak jest. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym spędzić z nimi całe wakacje. To… nienormalne i całkiem sprzeczne ze wszystkim. To są moi rodzice, wiem, że mnie karmili, dbali o mnie i w ogóle, ale zawsze mi czegoś w tym brakowało. Teraz wiem, że nie miałam miłości. Dziwnie jest o tym wiedzieć, ale nie przejęłam się tym. Jestem egoistyczna, samolubna i w ogóle, bo nie chcę już ich znać…, Ale co z tego? Niech sobie inni mówią, co chcą, nienawidzą mnie. Wyzywają, że jestem bez serca. I głupia. Ale tak jest i będzie. I wcale mi nie szkoda! Jak o tym myślę, to jestem zła na siebie, ale zaraz przypomina mi się dzieciństwo. Byłam zamotana w konwenanse, dobrze wychowywana. Nie mogłam nigdzie chodzić sama, mama nie spuszczała mnie z oczu. Czułam się źle, chciałam się od nich uwolnić. Teraz mam na to siłę! Nawet napisałam o tym piosenkę:
Dorastałam w małym miasteczku,
I kiedy padał deszcz,
Gapiłam się przez okno.
Zastanawiałam się, co by się stało,
Gdybym przestała być szczęśliwa...
Modliłabym się.
Starałam się nie być niedostępna,
Lecz kiedy mówiłam otwarcie,
Czułam się, jakby nikt mnie nie słuchał.
Chciałam tu należeć,
Ale czułam, że coś tu jest nie tak.
Więc modliłam się, by się oderwać.
Przyczepię moje skrzydła i nauczę się latać.
Zrobię, co muszę, zanim dotknę nieba.
I zapragnę, wezmę swoją szansę i zrobię zmianę.
I oderwę się.
Poza ciemnością i poprzez słońce.
Ale nie zapomnę wszystkich tych, których kocham.
Wezmę rozmach, wezmę swoją szansę, zrobię zmianę.
I oderwę się.
Chcę poczuć ciepłą bryzę,
Spać pod palmami.
Czuć ocean.
Być na zewnątrz szybkiego pociągu (?)
Podróżować rakietą daleko stąd.
I oderwać się.
Przyczepię moje skrzydła i nauczę się latać.
Zrobię, co muszę, zanim dotknę nieba.
I zapragnę, wezmę swoją szansę i zrobię zmianę.
I oderwę się.
Poza ciemnością i poprzez słońce.
Ale nie zapomnę wszystkich tych, których kocham.
Wezmę rozmach, wezmę swoją szansę, zrobię zmianę.
I oderwę się.
Budynki z setkami podłóg.
Chwiejne, obrotowe drzwi.
Może nie wiem gdzie mnie zabiorą.
Ale mam zamiar ruszać się dalej. Ruszać się dalej.
Odlecieć, oderwać się.
Przyczepię moje skrzydła i nauczę się latać.
Zrobię, co muszę, zanim dotknę nieba.
I zapragnę, wezmę swoją szansę i zrobię zmianę.
I oderwę się.
Poza ciemnością i poprzez słońce.
Ale nie zapomnę wszystkich tych, których kocham.
Wezmę rozmach, wezmę swoją szansę, zrobię zmianę.
I oderwę się.
I oderwę się.
I oderwę się.
Ta piosenka naprawdę odzwierciedla to, co myślę. Zawsze miałam dość grzecznego zachowania. Zawsze musiał być porządek- jak nie- to była kara. Czy moi rodzice rzeczywiście mnie kochają? Nie. Myślę, że tylko mnie wychowują. To ich obowiązek. No proszę, dorastałam w niekochającej się rodzinie. Moja dusza na tym nie ucierpiała ani trochę. Nawet nie jest mi smutno. To taki mały szczegół. Najwidoczniej autoironia się przydała.(…)
Na peronie 9 ¾ stali wszyscy moi przyjaciele. Czekali na mnie. Jak fajnie było zobaczyć tych, na których naprawdę mi zależy! Podbiegłam do nich i rzuciłam się im na szyję. Po kolei, oczywiście. Najpierw Rose, potem Mandy, Albus i na końcu James. Jego przytulałam najdłużej, bo czułam z nim jakąś więź. I on znał prawdę o mojej rodzinie. To on był osobą, której mogłam wszystko powiedzieć. Był dla mnie jak starszy brat.
Po przywitaniu się weszliśmy do pociągu. Nie mogliśmy znaleźć żadnego przedziału. Dopiero na końcu pociągu był prawie pusty przedział. Siedział w nim tylko Scorpius Malfoy. Od razu jak weszliśmy, on zerwał się i wyszedł na korytarz. Nie wiem, jak długo ma zamiar uciekać przed szybkimi, ale nie wychodzi mu to na dobre. Popytałam tu i tam, i już wiem, dlaczego nie ma zbyt dużych znajomości w Hogwarcie. Jest synem Śmierciożercy. Jakie to uczucie wiedzieć, że inni cały czas porównują go do ojca? Że nie widzą Scorpiusa, tylko jego cień. Współczuję mu. Powinien być w Slytherinie, tak jak cała jego rodzina, ale los postanowił inaczej. Nie jestem pewna, czy Tiara Przydziału postąpiła rozsądnie, ale to już nie moja sprawa.
Podróż przebiegała spokojnie, po jakimś czasie przyszła pani ze słodyczami czarodziejów. Tym razem nie byłam taka niepewna, kupiłam musy-świstusy zajadałam się nimi ze smakiem. Moi towarzysze kupili tego więcej, lecz wszyscy urodzili się w rodzinie czarodziei, dla nich to była codzienność…
06.01.2013 r. godz. 21:00
Już jestem w Hogwarcie. Wiekowe mury tej szkoły są moim domem. Jedynym, jaki teraz mam. To jest miejsce, do którego zawsze będę chciała wracać. Na myśl o tym, robi mi się ciepło w sercu. Boje się momentu, w którym opuszczę tę szkołę na zawsze. To nieodwracalne i straszne. Nie chcę teraz o tym myśleć, w końcu jutro mam lekcje! Moje współlokatorki wyczerpane podróżą zasnęły od razu, jednak ja nie mogę spać. Czuję, że tej nocy wydarzy się coś bardzo wyjątkowego. Coś, co zmieni moje życie…
Jestem na Wieży Astronomicznej. Atmosfera ty jest niesamowita. Czuję się wzniesiona nad piedestał, nikt nie wie, że tu jestem. Najbardziej lubię patrzeć na niebo. Pamiętam, że jak byłam mniejsza, zawsze chciałam dotknąć gwiazdę. Gdy byłam starsza i wiedziałam, że to jest niemożliwe, to moje marzenia skupiły się na tym, żeby móc, choć raz popatrzeć przez teleskop. To ciekawe, jak wyglądał kosmos, skoro Galileusz na podstawie jednego zerknięcia z prymitywnej lunety, dowiedział się, że teoria heliocentryczna jest prawdziwa, to jakby to wyglądało przy dzisiejszych, nowocześniejszych urządzeniach. Zawsze sobie to wyobrażałam jako ciemną plamę, na której środku widnieje Słońce. Wokół niego,, porozwieszane” są planety, utrzymywane przez Słońce. Co chwilę się poruszają, a wtedy słychać przeciągły dźwięk… ma się tą wyobraźnie? Jak jest w rzeczywistości? To wiedzą tylko astronauci.
Dzisiaj jest pełnia księżyca, która zawsze wzbudza we mnie respekt. Księżyc w pełni wygląda pięknie. Nie ma żadnych chmur, więc mogę go podziwiać bez przeszkód. Tak samo jak gwiazdy. Jest bardzo zimno, ale opatuliłam się ciepło, więc nie czuję chłodu nocy. Teraz muszę tylko czekać, bo naprawdę czuję, że tej nocy stanie się coś innego!
*
Kiedy Julka zastanawiała się nad tajemnicami kosmosu i oczekiwała czegoś niezwykłego, w obserwatorium astronomicznym trwały właśnie przygotowania do niecodziennego zjawiska. Tej pełni, miało być zaćmienie księżyca, takie, jak jedenaście lat temu. Choć tamto było bardziej wyjątkowe…
Stosunkowo młoda kobieta westchnęła i rzekła:
- Wszystko gotowe, mamy jeszcze parę minut do zaćmienia- pokazała przygotowane przyrządy do robienia zdjęć i usiadła na krześle.
- Pamiętacie to zaćmienie, które miało miejsce jedenaście lat temu?- Starszy mężczyzna zapytał się kolegów, którzy skinęli głowami. Każdy pamiętał to zaćmienie głównie z tego, że było niespodziewane.
- Odkryłem, dlaczego nikt o nim nie wiedział- wśród innych powstało zamieszanie, a pewna kobieta zapytała:
- Jak do tego doszło?- Mężczyzna rozsiadł się wygodnie i zaczął opowiadać:
-, Co pięćdziesiąt lat, występuję bardzo dziwne zjawisko, które jeszcze nie zostało nazwane. Mianowicie, co ten czas, wszystkie planety ustawiają się w równej linii z księżycem…
- I zwiększa się przyciąganie ziemskie- wtrąciła kobieta, ale zaraz zamilkła. Natomiast mężczyzna kiwnął głową i kontynuował:
- Tak, ale nie tylko to. Co pięćdziesiąt lat tak się dzieje, ale jedenaście lat temu w tym samym czasie wystąpiło zaćmienie księżyca. Za każdym razem była pełnia, ale zaćmienia zdarzały się rzadko, bo co 300 lat. W wierzeniach starożytnych greków wierzono, że takie zaćmienia mają potężną moc. Nigdy nie można było odkryć zaćmienia, ponieważ inne planety zasłaniały widok. Dlatego my o nim nie wiedzieliśmy- inni kiwnęli głowami na znak zrozumienia i czekali na ciąg dalszy- Grecy myśleli, że w tym czasie mogą zdarzyć się niesamowite rzeczy. Coś takiego jak…
- Jak magia?- To znowu ta kobieta, która zacisnęła powieki, lecz starzec rzekł:
- Właśnie, nie znam lepszego określenia. Każda pełnia jest magiczna, ale ta ma większą moc, tym bardziej, że jest zaćmienie. A im więcej mocy, tym większa jest magia, może dać, albo odebrać…
- Lucjuszu, to niedorzeczne!- Zaprotestowali inni. Lucjusz Malfoy się tym nie przejął. Wiedział, że miał rację. Znał wszystkie oblicza magii… w tę noc, w której odrodził się Voldemort, też była taka sytuacja. Magia dała, ale mogła także odebrać i zmienić. Lucjusz wierzył w to, bo gdyby mu ktoś 20 lat temu powiedział, że będzie pracował z mugolami, to by nie uwierzył. Ale to się zmieniło…
Teraz została odkryta zagadka narodzin Julki i jej tajemniczych mocy i zdolności. Ale nie tylko to miało wpływ na mistyczność Julii. Bo było coś jeszcze. Lecz to nie teraz. Trzeba do tego dorosnąć.
*
Siedziałam na murze i wpatrywałam się w księżyc. Był taki piękny i mistyczny! Miałam wrażenie, że coś mi dał. Coś ważnego. Lecz to tylko zwykłe przypuszczenie.
Teraz czuję, że żyję. Niebo, gwiazdy i okrągła tarcza księżyca, która…
Nie! To niemożliwe! A może jednak… księżyc już nie był taki okrągły, powoli go ubywało. Czyli dzisiaj musi być zaćmienie! No jasne, a więc o to chodziło. Czytałam bardzo wiele o tym, bo do moich licznych zainteresowań należała także nauka o kosmosie. To było coś, co obok Islandii było moim marzeniem. Dziwne, ale prawdziwe. Zazwyczaj zaćmienie może trwać aż kilka godzin, lecz choćbym miała tu siedzieć całą noc, zobaczę to widowisko!
Po kilku godzinach, gdy księżyc został całkiem zakryty, poczułam się nagle bardzo senna. Starałam się nie zasnąć, ale równie dobrze mogłabym walczyć z setką ludzi. Próbowałam wstać, ale od razu się przewróciłam. Ostatnie, co pamiętam, to mnóstwo kolorowych świateł w głowie…
07.01.2013 R., godz. 16:00
Obudziłam się w swoim własnym łóżku w dormitorium, co było bardzo dziwne! Podniosłam się do pozycji siedzącej i zapytałam głośno:
-, Co ja tu robię?!
- Śpisz- Mandy, która ubierała się na swoim łóżku, ziewnęła przeciągle
-, Ale ja byłam…- zamilkłam i zmieszałam się. Postanowiłam nic nie mówić, pewnie sama tu dotarłam, a że było późno nic nie pamiętam. Lecz czułam, że tej nocy coś się stało… coś, co będzie miało duży wpływ na moje życie…
17. Najnudniejsze święta w całym moim życiu Dodała Julia Darkness Niedziela, 02 Listopada, 2008, 14:41
Cześć, udało mi się coś napisać. W jeden dzień! To szok, normalnie tworzę przynajmniej tydzień Dziękuję wam za wszystkie komentarze, naprawdę mnie mobilizują. Zapraszam was na nocie. Kolejna niebawem, zaiste
Notka z dedykacją do Dz. B, bo jej komcie zawsze mi pomagają
Buźki
*
23.12.2012 R., godz. 09:30
Myślę, że o życiu w Hogwarcie można by napisać bardzo wiele historii. Każda by była zabawna i na pewno magiczna. Tyle się dzieję, że czasem trudno za tym nadążyć. Nie wszystkie rzeczy są przyjemne, lecz zawsze coś się dzieję. Odkryłam, że Szkoła Magii i Czarodziejstwa ma duży wpływ na moją artystyczną duszę. To się chyba nazywa,, przewrót życiowy”. Bo ja naprawdę się zmieniłam. Myślę, że na lepsze. Przestałam się chować i ukrywać sekrety. Bardziej zżyłam się z innymi. Już nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Żebym kiedykolwiek opuściła Hogwart. Ale dzisiaj opuszczam. Zaczyna się przerwa świąteczna i ferie, to oznacza, że opuszczę szkołę na dwa tygodnie. Nie będę się widziała z przyjaciółmi. I właśnie to jest najgorsza strona tego wszystkiego. Głupio mi się przyznać, ale wcale nie tęsknie za rodziną. O powrocie myślę, jako smutnym obowiązku. Najgorsze jest to, że wyjeżdżamy do Norwegii. Chyba, do Norwegii. Wiem tylko tyle, że do miejscowości Sijle. Sama nazwa nic mi nie mówi. Mama twierdzi, że w zimę tam jest po prostu pięknie. Nie budzi to we mnie entuzjazmu, wolałabym spędzić święta w domu. Niestety, nie mam nic do gadania. Tata akurat pozałatwia tam jakieś,, interesy”, a mama będzie korzystała z krajobrazów do malowania. W sumie, może ja też na tym skorzystam? Moja dusza artystyczna też się rozwija. Piszę naprawdę, bardzo dużo piosenek. O wszystkim. O przyjaźni, o marzeniach. Ostatnio, z niewielką pomocą Jamesa, Amandy, Rose i Albus, stworzyłam kolejne dzieło:
Skończyliśmy, ale to jeszcze nie koniec,
Zaczniemy od nowa.
Na końcu dnia!
To zatrzymuje bycie lepszym.
Nie bój się,
Zrobimy to razem.
Chodź,
Chodź!
Ty wiesz.
To twój czas na ruch,
To mój czas na ruch.
Chodź,
Chodź,
Puść to!
Zostaw to wszystko za tobą,
Przeszłość i myśli.
Znikły wszystkie dni lata,
Nie możemy tego zmienić, nawet, leżelibyśmy próbowali.
Dlaczego, jeżeli chcemy?
Chodźmy tam skąd to mamy.
Nasze drogi skrzyżują się jeszcze.
To nigdy nie będzie takie same jutro,
I jutro nigdy nie będzie jaśniejsze!
Więc chodź,
Ty wiesz!
Nasz czas,
Nasz czas jest tu!
My wiemy, bo nie możemy zapomnieć,
Czy potrafisz tak jak my?
Zobacz i poczuj!
Nie staraj się tego zrozumieć,
Nie bój się!
Zrobimy to razem.
Chodź,
Chodź!
Ty wiesz.
To twój czas na ruch,
To mój czas na ruch.
Chodź,
Chodź,
Puść to!
Zostaw to wszystko za tobą,
Przeszłość i myśli.
Znikły wszystkie dni lata,
Nie możemy tego zmienić, nawet, leżelibyśmy próbowali.
Dlaczego, jeżeli chcemy?
Chodźmy tam skąd to mamy.
Nasze drogi skrzyżują się jeszcze.
To nigdy nie będzie takie same jutro,
I jutro nigdy nie będzie jaśniejsze!
Więc chodź,
Ty wiesz!
Nasz czas,
Nasz czas jest tu!
Znikły wszystkie dni lata,
Nie możemy tego zmienić, nawet, leżelibyśmy próbowali.
Więc chodź,
Chodź,
Chodź!
Nasz czas jest tu!
Brakuję mi tylko jakiejś melodii. Może znajdę coś potem. Teraz tylko czekam na odjazd. Do innego świata. Wcale nie chcę tam wracać. Moje miejsce jest tu. W Hogwarcie, w moim prawdziwym domu. Przywiązałam się do niego w jednym semestrze, aż boję się myśleć, co będzie dalej! Niestety, muszę kończyć. Wołają nas na pociąg, napiszę później!
23.12.2012 R., godz. 15:00
Za godzinę będziemy na miejscu, a ja wciąż się boję. Co powiem rodzicom po tak długiej nieobecności? To wydaje mi się straszne. Nie wiem, co mam robić, najbardziej chciałabym zniknąć, zostać w Hogwarcie. Nie będę potrafiła powiedzieć tego, co większość dzieci mówi swoim rodzicom:,, tęskniłam za wami”. Ja wcale nie tęsknie! Właśnie to jest takie strasznie dołujące. Będę się czuła jakoś obco. Rodzice nie pisali do mnie zbyt często. Od początku roku dostałam od nich dokładnie dwa listy. Sama zaś wysłałam aż trzy. To nie jest normalne!(…)
Siedzę w przedziale z Jamesem, reszta osób wywiała do kolegów i koleżanek.
- Julka, co się stało?- James usiadł obok mnie. Natychmiast zamknęłam pamiętnik i odpowiedziałam szybko:
- Nic, a co?- Jednak nie zwiodłam go. Zawsze wyczuwał mój zły nastrój i zawsze mnie wysłuchiwał. Lepszego przyjaciela już mieć nie można.
- Nie kłam- powiedział spokojnie. Przed nim nie potrafiłam tak skłamać. Nie chciałam.
- Martwię się- wyznałam, i opowiedziałam mu wszystko:
- Nie wiem, co mam powiedzieć rodzicom, wcale do nich nie tęsknie. Nie chcę wracać! Czuję się tak obco, nie powinnam tego robić. Ale nie potrafię przestać! Nie ma już nic, co by mnie z nimi łączyło. Nie należę do nich! Wiesz, jak mi z tym głupio?- Skończyłam. James nic nie mówił. Dopiero po chwili zabrał głos.
- Rób to, co chcesz robić- nie zrozumiałam. Widząc to, dodał- czujesz się obco, bo straciłaś z nimi kontakt. Nie potrafisz wyobrazić ich sobie teraz, bo są mugolami. Dla ciebie to coś innego. Nie wierzysz w siebie. I w tym cały problem- skończył. Nie wierzyłam, ale nie w siebie.
- Nie- zaprzeczyłam i spojrzałam na niego- to nie tak. Mi już po prostu przestało na nich zależeć. Czuję, że są problemem. Nie wiem, dlaczego. Nie chcę tam być!- Popatrzyłam Jamesowi w oczy- ja… jestem inna- widząc, że chce zaprzeczyć kontynuowałam- zawsze wokół mnie dzieją się dziwne rzeczy. Te moce, pierścionek. Wszystko ci mi się przytrafia!- Zwiesiłam głowę i westchnęłam-, dlaczego nie mogę być taka jak inni? Wesołą dziewczyną, bez większych problemów. Jak byłam mała, inni nazywali mnie dziwaczką. Nie przejmowałam się tym. Byłam pewna, że kłamią. A potem zaczęłam rosnąć. Zmieniłam się i to bardzo. Stałam się zupełnie kimś innym. Ale zawsze byłam inna…
- Nie!- James przerwał mi gwałtownie-, dlaczego jesteś taka pesymistyczna? W życiu są też dobre strony. Z tym, że nie potrafisz ich dostrzec. Jesteś całkiem normalna. Masz tylko ten dar, że jesteś czarodziejką. Powinnaś się z tego cieszyć. Nie oszukuj się- przerwał i popatrzył na mnie znacząco- jesteś wyjątkowa. Dlatego, że jesteś taka, jak jesteś. Inne rzeczy nie są ważne- powiedział poważnie i mnie przytulił. Jak małą dziewczynkę. To takie fajne uczucie.
- Dziękuję- wyszeptałam. Byłam mu wdzięczna, bo otworzył mi oczy.
- Nie masz za co- uśmiechnął się i dodał- teraz to rozmawiamy, jakbyśmy byli w wieku trzydziestu lat- pokręcił głową i dodał- kryzys wieku młodego!- Roześmiałam się. W tym momencie do przedziału wpadła cała zgraja. Popatrzyli na nas podejrzanie i unieśli wysoko brwi. Dopiero teraz się skapnęłam, że nadal jestem przytulona do Jamesa. Zarumieniłam się i wstałam. James też był lekko zawstydzony. Choć tylko rozmawialiśmy, to musiało wyglądać to podejrzanie.
- No, jesteście- powiedziałam, by poryć zażenowanie- o, już stajemy! Chodźcie!- Wszyscy wyszli biorąc swoje bagaże. Zostałam sama z Jamesem. Nie wiedząc, dlaczego, roześmialiśmy się.
24.12.2012 R., godz. 12:30
Tak bałam się tego spotkania, ale w sumie nie było tak źle. Myślę, że nie tylko ja biłam się z myślami. Po rozmowie z Jamesem jest mi lepiej, ale nadal nie do końca. Moje powitanie było bardzo drętwe. Tylko uścisk dłoni i nieśmiałe cześć. Nie tak to sobie wyobrażałam, ale mogło być gorzej.
Siedzimy teraz w samolocie do Norwegii. Podróż potrwa już tylko godzinę, ale wcale mi się nudzi. Mam miejsce przy oknie, więc mogę bez problemu podziwiać chmury. Choć słońce strasznie mnie razi. Nie palę się zbytnio do tych świąt. Nigdy nie chciałam odwiedzić tego kraju. Natomiast zawsze mnie ciągnęło do Islandii. Czytałam o niej wiele, i jestem pewna, że czułabym się tam jak w domu. Ta magia tego miejsca… bajecznie! Wiem, że to są okolice arktyczne, ale obiecałam sobie, że kiedyś tam polecę. Odwiedzę dolinę Gjain, zwaną domem Elfów. Źródła, wulkany. Ogromny masyw górski Askja. Najbardziej chciałabym zobaczyć przepaść Dimmurborg. To miejsce, z którego upadły anioł, Lucyfer, co 1000 lat wychodzi na powierzchnie ziemi, by szukać tu swojej jedynej miłości. Zawsze mnie fascynowała historia czarnego anioła, który ośmielił się sprzeciwić Bogowi. Nazywałam go zawsze,, Księciem Czarnych Sal”. Nazwa odpowiednia do osobowości. Zawsze wierzyłam w magię, a pradawne siły Islandii były dla mnie prawdziwą zagadką.
Ale na razie zostawię marzenia na przyszłość, bo w końcu lecę do Norwegii! O tym kraju także wiele czytałam, ale to były mętne informacje. Natomiast o Islandii wiedziałam prawie wszystko. Od wulkanów, po gorące źródła. Lecz to teraz jest nie ważne…
26.12.2012 R., godz. 15:00
Jestem tu już dwa dni, i w sumie nie jest tak źle. Wyspa Sijle jest piękna, budzi prawdziwy respekt. Choć przez cały czas jest mgła. Niewiele można zobaczyć, i jest zimno, ale w końcu jest grudzień. Drugi dzień świąt, i bardzo tęsknie za Hogwartem i przyjaciółmi. Nawet nie mogę do nich pisać, bo to daleko. Nika powinna dać sobie radę, ale nie chcę wychodzić na takie zimno. Przez cały czas siedzi w klatce. Podobnie moja mała kotka. Emilia zakopała się pod łóżkiem i nie chce z pod niego wyjść, choćby na chwilę. Nawet jedzenie muszę jej tam zanosić. Na wigilii byliśmy w jakimś super-eleganckim hotelu. Wszystko było niesamowicie wykwintne i gustowne. Lokaje w liberii i wspaniałe wystroje wnętrz. Norwegia ma wrodzoną kulturę, to fakt. Ale jednak czuję się tu obco. Nie należę do tego świata eleganckich strojów. Kiedyś razem z rodzicami chodziłam na takie kolacje. Zazwyczaj to były bankiety wydawane przez bogatych klientów taty. Było tam mnóstwo małżeństw z dziećmi. Dorośli zamykali nas w takim pokoju z zabawkami. Teraz nie mogę uwierzyć, ze mi się to podobało. No cóż, ludzie się zmieniają. Tym razem obyło się bez takich uprzejmości, widać ten kraj ma inne przyzwyczajenia. Ulokowaliśmy w małym domku myśliwskim pośrodku lasu. Nie wiem, dlaczego, ale mama się uparła. Rekreacja, nie ma, co. W sumie lepsze to, niż jakiś hotel, w którym nie było by żadnego spokoju(…)
W domu nie ma choinki. W ogóle nie ma tu nic, co by mogło przypominać świąteczną atmosferę. Mama jest zadowolona- zaczęła malować las. Tata się cieszy- nareszcie ma spokój. Ja się nie cieszę- nudzi mi się! Całe szczęście, że wzięłam książki o Islandii. Przynajmniej będę miała, co czytać.
31.12.2012 R., godz. 23:00
Jest sylwester. Za godzinę zacznie się kolejny rok, a ja marzę, żeby znaleźć się w innym miejscu. Rodzice wyjechali do hotelu na przyjęcie. Naturalnie mnie też chcieli zabrać, ale wolę w spokoju sobie grzecznie posiedzieć, niż cierpieć na ból głowy na jakimś balu. Nie jestem pewna, czy rzeczywiście dobrze zrobiłam, ale… bez komentarza.
Już równy tydzień jestem w Norwegii. Jedyne, co przez ten czas zobaczyłam, to obrazy mamy. Ostatnio jest jakaś smutna. Zupełnie straciłam z nią kontakt, już nie jest mamą. Zmieniła się. Z radosnej kobiety, na smutną szarą myszkę. Ja też się zmieniłam, tylko na odwrót. O tacie wolę nie wspominać. Przez cały czas przesiaduję u tutejszych znajomych. Nie wiem, skąd zna norweski, bo w tym języku się z nimi komunikuję. W sumie, to mnie ostatnio zadziwia wszystko. Już jest…
3, 2, 1! Szczęśliwego Nowego Roku, Julio! Ciekawe, co teraz robią moi przyjaciele? Pewnie spędzają ten wieczór w rodzinnej atmosferze. Cieszę się, że przynajmniej u nich jest wszystko dobrze, a nie, że siedzą sami nad książkami o Islandii. Następne święta spędzę w Hogwarcie. Nic mnie od tego zamiaru nie odwiedzie, bo już postanowiłam! I koniec!
06.01.2013 R., godz. 04:00
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego o tej barbarzyńskiej porze jeszcze nie śpię? No cóż, odpowiem wam. Właśnie siedzę w samolocie, który za chwilę wzniesie się nad morze. Za cztery godziny powinnam być już w Londynie. Wracam do Hogwartu! Nareszcie, nie mogłam się już doczekać. Całymi dniami tylko nudziłam się. A teraz to się skończy. O godzinie dziewiątej mam pociąg do Hogwartu. To za pięć godzin, nie wiem, czy wytrzymam aż tyle czasu! Chcę się już pozbyć rodziców! Boże, jak to okrutnie brzmi. Ale naprawdę już ich nie kocham. Są dla mnie… zbędni. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale tak naprawdę jest. Nie zmienie tego, choćbym nie wiem jak chciała. W sumie, to nawet nie jestem pewna, czy chcę! Już startujemy. Tego najbardziej się boję, bo jak się już wzniesiemy i samolot skręca, to są mrożące krew w żyłach emocje!
16. Dzieje się coś dziwnego Dodała Julia Darkness Poniedziałek, 27 Października, 2008, 18:21
No hejka, przepraszam za opóźnienie w dodaniu notki, ale w końcu jest. Chciałam wam podziękować za komcie. Może faktycznie za bardzą wydoroślam Julkę, ale postanowiłam to zmienić. Nie wiem, jak mi się udało, efekt oceńcie sami. Zapraszam was za jakiś czas
Buźki
*
Pisałam, że w świecie magii może zdarzyć się dosłownie wszystko? Jak nie, to teraz to piszę? Jest już grudzień, pogoda nie dopisuję, wszyscy są chorzy- jednym słowem- wszystko się zdarza! I to akurat te najgorsze rzeczy. Nikt nie jest zbyt zadowolony, a dlaczego, to chyba zupełnie jasne. Ale oprócz tych rzeczy, które można by nazwać normalnymi, dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Takie jak śnieg w zamku, balony latające za uczniami. Koszmar! Na początku każdy podejrzewał, że to Irytek, w końcu to on wycina takie dowcipy!. Jednak pasja złych przygód przydarzała się także temu nieznośnemu duchowi. Każdemu coś było- tu naprawdę dzieję się coś dziwnego! I to bardzo! Jeszcze trochę, a nawet latające psy mnie nie zdziwią. Najdziwniejsze jest jednak to, że sprawca tego wszystkiego jest nieznany, mimo długich poszukiwań. Śledztwo w toku, nauczyciele też już nie wytrzymują, bo i oni mają pecha. Właśnie- pech! Wszystkich opętał, z jednym, jedynym wyjątkiem. Mnie! Mi nic się nie zdarzyło! Moje ubrania nie zamieniły się na różowe, tak jak u Ślizgonów. Nie latały za mną bańki z wodą, wylewające się na każdych uczniów. Wszystko wygląda na to, że tu musi mieć swój udział osoba trzecia. A może raczej grupa osób? Nieważne. W tym zamku życie zmieniło się całkowicie, połowa lekcji jest odwołana, z powodu chorób lub psikusów nieznanej nam osoby. A to wszystko jest od chwili, w której znalazłam ten przeklęty pierścionek. Szara dama miała rację, nie mogłam go zdjąć, choć usilnie się starałam. Nie, żebym sądziła, że to jego sprawa, ale jednak jest to trochę podejrzane. Tym bardziej, że tylko mnie nic się nie zdarza, a w końcu ja noszę ten klejnot. Jednak nikt nawet nie podejrzewał, że to może być moja wina. Dziewczyny dziwiły się, na widok pierścionka na moim palcu, ale zbyłam je mówiąc, że dostałam od rodziców. Prawdę znają tylko Amanda, Rose, Albus i James. Kiedyś nie sądziłam, że będę mogła powiedzieć: moi przyjaciele, bo nie wierzyłam, że ich znajdę. Miałam mnóstwo koleżanek w mugolskim świecie, ale tylko jedną przyjaciółkę, Elizabeth. Lecz nawet jej nie mogłam powierzyć moich sekretów. O widmach, które mnie nawiedzały w nocy. W końcu, ona jest mugolem i tylko by mnie wyśmiała. Tym bardziej, że nawet w świecie magii nie jest to zbyt… normalne. Ale teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, nic jej nie mówiąc. Zawsze mi pomagała, i czułam z nią jakąś osobliwą więź. Czuję się podle, bo ją okłamałam. Mogłam jej powiedzieć, że wyjeżdżam do Hogwartu, jest bardzo tolerancyjna. A jakby nie zrozumiała? Co by wtedy było?
*
Elizabeth siedziała na mięciutkim fotelu. Była zatopiona w myślach, miała zmarszczone czoło. Na kolanach trzymała album ze zdjęciami i wspominała. Wspomnienia to nic złego. Jednak tej dziewczynie przynosiły ból, choć wspomnienia miała dobre. Tęskniła, za swoją najlepszą przyjaciółką. To właśnie zdjęcia swoje i Julki oglądała Eli. Miała wrażenie, że koleżanka nie powiedziała jej całej prawdy. Szkoła we Francji? O wysokim profilu? Z zakazem używania komórek? Dziewczyna podała jej nazwę tej szkoły: Hogwart. Brzmiała dość nieprawdopodobnie, ale cóż… wpisała nazwę tej szkoły w Internecie i nic. Jedna wielka niewiadoma, czegoś takiego w ogóle we Francji, ani nigdzie indziej nie ma. Eli postanowiła wyciągnąć prawdę od przyjaciółki, bo z jakiegoś niewiadomego powodu, Julka nie chciała wyjawić koleżance nic więcej. Ale ona już postanowiła: dowie się, o co w tym wszystkim chodzi. Jak tylko zaczną się wakacje i ona przyjedzie? Albo nawet na święta. Nie, wyjeżdża na całe ferie! Trudno, poczekam do wakacji. Elizabeth wstała i zamknęła album. Ruszyła w stronę drzwi, wpadając na komodę, która lekko się zatrzęsła. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi. Gdy drzwi się za nią zamknęły, jedno ze zdjęć leżących na półce spadło na ziemie. Potłuczona ramka rozdzieliła dwie osoby na obrazku. Kreska przecięła dwie dziewczyny. Na zawsze. Eli nie wiedziała, że Julka już nigdy nie wróci do domu.
*
Wstałam gwałtownie. Już wiedziałam, co muszę zrobić. Myślałam długo o pierścionku, i doszłam do wniosku, że nie mogę tego tak zostawić. Będę szukała odpowiedzi na pytania. Ale gdzie mam ich szukać? Klejnot znalazłam na skraju Zakazanego Lasu, ale na pewno nie wyjdę tam. Tym bardziej, że już od kilku dni sypał śnieżek, a w tej śnieżnej pościeli nic bym nie dostrzegła. Najwyraźniej, muszę szukać w ciemno, choć to jest beznadziejne. Hogwart jest ogromnym zamkiem, kryjącym wiele tajemnic. To jest pewnie jedna z nich, wystarczy ją tylko rozwikłać. Dam radę! Jedyne, co mi teraz potrzeba, to wiary w siebie, a tej mam pod dostatkiem. Nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko musi mieć jakieś rozwiązanie. Od czego by tu teraz zacząć? No i brak pomysłów. Będzie trzeba zastanowić się nad tym w niedalekiej przyszłości. Jednak, na razie, ja, a raczej mój brzuch, myśli o kolacji. Jest już po dziewiętnastej, posiłek się zaczął, inaczej pewnie bym zginęła z głodu. Ruszyłam w stronę Wielkiej Sali, jeżeli w ogóle jeszcze będzie.
*
Szara Dama wałęsała się po zamku. Nie zwracała uwagi na biegających w tę i z powrotem uczniów. Uciekali przed pechem, ogarniającym cały Hogwart. Duch był poza tym wszystkim. Inne duchy też odczuwały pech, ale Szara Dama była naprawdę wyjątkowa. Na nią to nie działało, może, dlatego, że wiedziała, co jest przyczyną całego zamieszania.. Julia miała rację, myśląc, że to wina pierścionka. To klejnot płatał figle, gdziekolwiek się pojawiał, jednak osobę go noszącą ochraniał przed własnymi czarami. Wyglądało na to, że ten pierścień potrafi myśleć. Ale tak nie było. Był zaklęty przez czterech magów. Każdy rzucił inne zaklęcie, i ich efekt był… właśnie taki. Julka męczy się z tym pierścionkiem, ale w przyszłym roku na pewno się wyjaśni! Szara Dama pozdrowiła przechodzącego obok ducha i ruszyła do Wielkiej Sali.
*
Wielka Sala była, ale inna. No, nie tak bardzo, co tam znaczy kilka drobnych zmian. Sufit nad Wielką Salą nie był niebem. Nad uczniami unosił się obraz. Nieruchomy. I właśnie to dziwiło wszystkich czarodziei. Przecież obrazy się ruszają! Stoły stały tak, jak powinny. Z wyjątkiem tego nauczycieli. Był wzniesiony na jakimś niewidzialnym podeście. Przecież to całkiem normalne!(…)
Uczniowie krzyczeli, nauczyciele również. Było strasznie głośno, byłam zła. Złapałam się za głowę i szybko wypadłam z pomieszczenia. Usiadłam pod wrotami Wielkiej Sali. Przecież to niemożliwe! Choć nie ma rzeczy niemożliwych. Ukryłam twarz w dłoniach, aby się uspokoić. Byłam wściekła, najchętniej wszystkim bym teraz tam zabiła. Niech czas się zatrzyma, tak na chwilkę, żebym mogła wysiąść! Mam już tego serdecznie dość! Wstałam i krzyknęłam:
- Musi być jakieś rozwiązanie!- Czy to prawda, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy po fakcie? Oczywiście nie po gazecie, ale po zdarzeniu. W moim przypadku to się nie sprawdziło. Bo właśnie teraz wiedziałam, co muszę zrobić. Jest takie przysłowie,,Wczoraj, to już historia, jutro, to tajemnica, ale dzisiaj to dar losu, a dary są po to, żeby z nich korzystać”. To nie ma nic do tego całego zamieszania, ale ja też mam dar. Pewien szczegół, o którym w żadnym razie nie wolno mi zapominać. Popatrzyłam na swoją rękę, i z powrotem wkroczyłam do tego piekła, jakim była Wielka Sala. Stanęłam na środku pobojowiska, ale zawahałam się. Co się stanie, jak użyję przy innych tego… osobliwego daru? Konsekwencje mogą być straszne, ale może pomogą. Raz kozie śmierć. Wyciągałem rękę w górę i zaczęłam ją ściskać. Nic się nie wydarzyło. Zamknęłam oczy i spróbowałam jeszcze raz. Znów nic. Nie mogę się poddać. Uda mi się, uda! Spróbowałam po raz kolejny. Nic z tego nie wyszło. Ale będę walczyć! Wzięłam głęboki wdech i uniosłam rękę w górę. Po chwili poczułam, że się uda. Stałam się częścią tego wszystkiego. Po prostu… byłam tam. Wszystko przestało się liczyć, czułam się wolna! To było wspaniałe, Odświeżające uczucie. Miałam dreszcze, ale nie z zimna, tylko z emocji. I nagle wszystko się skończyło. Z żalem zauważyłam, że już nic nie czuję. Ale jedno było ważne: udało mi się! Uśmiechnęłam się i rozejrzałam. Wielka Sala wyglądała normalnie, a uczniowie zbliżyli się do mnie, by mi pogratulować. Wiedzieli, że to ja. Już się mnie nie bali(przygoda ze Ślizgonami), tylko się cieszyli. Ja zresztą też. Ale dosyć tego wszystkiego. Przynajmniej na dzisiaj. Trzeba się stąd wydostać. Albo jednak nie. Powodem zmiany mojego zdania, była profesor McGonnagall. Wstała i przyznała mi 30 punktów. Ale to nie wszystko. Kazała mi przyjść do swojego gabinetu jutro, z samego rańca. Aż się boję, co mnie może tam spotkać. Prefekt naczelny podszedł do mnie i podał mi supertajne hasło. Nie podam go tu, bo choć wątpliwe jest to, że ktoś by próbował czytać moje zapiski, ale,, przezorny zawsze ubezpieczony”(i kto to mówi).
Każdy usiadł przy swoim stole, bo teraz wszystko było już Oki, całe przedstawienie się skończyło. Zabawa odeszła w piach. Po chwili na stołach pojawiły się smakowite dania. Szybko zabrałam się za jedzenie, bo byłam naprawdę głodna! Ale mnie jedno dziwi. Zawsze… no, czasami byłam nieśmiała, a teraz wcale nie onieśmiela mnie fakt, że przeszkodziłam całej tej maskaradzie. Skąd się wzięła ta pewność siebie? Jak byłam mniejsza, chodziłam do szkoły mugolskiej. Tam byłam zupełnie inna. Towarzyska wesoła, patrzyłam na świat z nutą ironii, nigdy nie przejmowałam się porażkami i przeciwnościami losu( no, może z wyjątkiem śpiewania, a w moim przypadku wycia). Żyłam beztrosko w dzień, byłam lubiana, bo przy mnie wszyscy dobrze się czuli, oprócz grupy złośliwych dziewczyn ze szkoły. Ale nimi się nie przyjmowałam. Zawsze przypuszczałam, że wszystko mi się uda, a jak się nie udało… to trudno! Wybuchałam wesołym śmiechem i kładłam się do łóżka z kubkiem gorącej herbaty i z dobrą książką. No i jeszcze obowiązkowo były czekoladki. A na drugi dzień próbowałam dalej. Lecz gdy byłam starsza zaczęłam bardziej przejmować się innymi rzeczami, stałam się ponura. Skryta, nieśmiała. Ale teraz koniec! Czas, żebym powróciła! Jak to szło?
Dobrze wiem już jak,
Pokonać własny strach,
By móc na zawsze być,
Silną, tak, jak dziś,
Ale dobrze wiem,
Ze mam odległy sen,
To spełnię swój sen, już czas,
Tego właśnie chcę!
Właśnie dziś, oto ja,
Jestem pewna, że już najwyższy czas,
By- marzeniom dać- spełnić się!
Teraz wiem, czego chcę, dosyć życia tylko snem,
Nic nie może już zatrzymać mnie,
Oto ja!
I dobrze. Święta racja, od dzisiaj koniec życia snem. W końcu muszę pokazać beztroską i wesołą Julię, a nie wiecznie zamyśloną, szarą myszkę, jaką dotychczas pokazywałam. Ze mną też dzieję się coś dziwnego!
*
Na drugi dzień, z samego ranka, a była to godzina ósma(też nie wiem, jak tak wcześnie wstałam), stałam pod drzwiami, a raczej wejściem do gabinetu dyrektorki. Powiedziałam to ściśle tajne hasło i weszłam po kręconych schodach do dużego pomieszczenia. Pokój aż emanował magią!
Na podłodze rozłożony był wełniany dywan, o ciepłym kolorze brązu. Mahoniowe, wiekowe meble były ustawione po bokach. Całe ściany zajmowały portrety dawnych dyrektorów Hogwartu. Na środku pokoju stało biurko, na którym walały się stosy papierów. Widocznie dyrektorka ma dużo roboty!(…) Czuło się to ciepłą atmosferę, w końcu to miejsce, to jakby serce Hogwartu!
Oprócz mnie, w gabinecie nikogo nie było. Źle się wyraziłam, nie było nikogo żywego, bo głowy na portretach patrzyły na mnie z zaciekawieniem, jednak nikt nic nie mówił. Niektóre obrazy były puste, pewnie ich właściciele wybrali się na wizytę u znajomych. Słyszałam, że oni mogą to robić błyskawicznie. Takim to dobrze!(…)
Podeszłam do biurka i usiadłam na jednym z foteli. Byłam tu już dwukrotnie, ale nigdy nie zwróciłam uwagi na wygląd tego pomieszczenia. Teraz czułam się na tyle pewnie, że nic nie potrafiło przyćmić mi rozumowania.
- Ty też przejdziesz dużo- to powiedział ktoś… za mną! Odwróciłam się na fotelu, ale nikogo tu nie było.
- Jestem Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbeldore, wiszę za biurkiem- faktycznie. Nie wydało mi się dziwne, że do mnie przemówił, a raczej dziwił mnie ten człowiek. Oczywiście wiem, kim on jest. Jak go nazywali?
- Jedyny, którego zawsze się bał- powiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Jednak postać, która do mnie przemówiła, kiwnęła głową i roześmiała się. Śmiech Dumbeldore brzmiał świeżo, był pocieszający. Wszyscy uczniowie go lubili.
- się Racja, Julio- powiedział-, chociaż myślę, że bał się też śmierci- znów się uśmiechnął. Podeszłam do niego bliżej i dokładnie się mu przyglądałam. Przenikliwe, błękitne oczy, nos, kiedyś złamany i wąskie usta. Siwa broda. Staruszek, ale jaki kochany!
-, Dlaczego dużo przejdę?- Spytałam, nawiązując do jego wypowiedzi. Sam profesor pokręcił głową i powiedział:
- To na razie musi zostać tajemnicą- skrzywiłam się wyraźnie. Nie byłam zbyt cierpliwa, a tajemnic szczególnie nie lubiłam.
- Kolejna tajemnica?- Dodałam z pretensją- mam przecież ten pierścionek i dar- Były dyretkor nadal się we mnie wpatrywał- czy to mało?
- Powiem ci, że tak- odpowiedział zdejmując okulary połówki- czasami lepiej jest nie wiedzieć- rozejrzał się po gabinecie-, ale wierzę, że dasz sobie radę!- Puścił mi oczko. Nie rozumiałam tego. Mówiąc szczerze, to wytrącił mnie z tonu. Lecz zanim zdążyłam się zapytać, o co mu chodzi, to do gabinetu weszła dyrektorka we własnej(dziwnie by było, gdyby weszła w cudzej) osobie.
- Przepraszam za spóźnienie, mam nadzieję, że długo nie czekałaś- powiedziała na wstępie. Natychmiast odzyskałam pewność siebie i odparłam, nie zwracając uwagi na portret profesora Dumbelodra.
- Dzień, dobry pani profesor- z powrotem usiadłam. Profesorka też zajęła swoje miejsce przy biurku.
- Chciała mnie pani widzieć- powiedziałam uprzejmie i czekałam na rozwój wypadków.
-, Dlaczego to zrobiłaś?- Nie zrozumiałam. O co kaman? Kobieta, widzą mój wzrok, powiedziała:
- Chodzi mi o to w Wielkiej Sali- no tak, teraz już kumam. Zbyt długo nie myślałam nad odpowiedzią.
-, Bo chciałam dobrze- no jak może się mnie w ogóle o to pytać? Co, ja jestem jakimś diabłem? Dyrektorka zmieszała się, zauważyła mój gniew.
- Czy to wszystko?- Zapytałam niezbyt grzecznie. No cóż, sama się o to prosiła, niech na przyszłość zadaje mądrzejsze pytania.
- Tak, do widzenia- nic nie powiedziałam, po prostu wyszłam. Gdyby tu były jakieś drzwi, na pewno bym nimi trzasnęła. Śmiejąc się z miny profesorki, ruszyłam do Pokoju Wspólnego.
15. Co to za przeklęty pierścionek? Dodała Julia Darkness Czwartek, 16 Października, 2008, 18:13
To znowu ja Z nową notką oczywiście, a kiedy nowa się pojawi? Naprawdę nie wiem. Dzisiaj mnie tak wena złapała, że napisałam całą notkę w godzinę, a to mój rekord! No cóz, nie przedłużam, i zapraszam do czytania
Nocia z dedykacją dla Marty, wspaniałej matematyczki
*
Ostatnią przygodę zakończyłam tak nagle…, ale opisywanie jej zabrało mi cały wieczór! Co się stało jak pojawiłam się cała i zdrowa w zamku? Zatroskani nauczyciele wybiegli po mnie, a moi przyjaciele byli szczęśliwi. Że wróciłam! Musiałam jednak spędzić dzień w Skrzydle Szpitalnym, ponieważ byłam cała mokra i zziębnięta. Dyrektorka próbowała się mnie wypytać, gdzie byłam, ale strzeliłam jej kłamstwo, o,, milusich” zwierzątkach Hagrida, które zagoniły mnie do lasu. Coś mi chyba nie uwierzyła, lecz zostawiła mnie w spokoju. Jednak z resztą nie poszło mi tak łatwo jak z profesor McGonnagall… od razu, po moim wyjściu ze szpitala, zaciągnęli mnie do sowiarni i kazali opowiedzieć całą historię. Długo wykręcałam, dobrze strzegłam historii mojego dzieciństwa. Nikt nie wiedział, co przeżyłam w niewielkiej wiosce. Udawałam, że wszystko jej dobrze, a na pytania odnośnie tamtych wakacji, odpowiadałam wymijająco, że było fajnie. Jednak przed przyjaciółmi nie potrafiłam udawać, od razu zauważyli, że coś jest nie tak. Więc niechętnie zaczęłam mówić. Na początku było mi trudno, ale gdy zrozumiałam, że mnie naprawdę słuchają, poszło mi łatwiej. W ten oto sposób Amanda, Rose, James i Albus dowiedzieli się o całym przeżyciu. Obawiałam się potępienia, oskarżeń, że zabiłam człowieka, jednak nic takiego nie dostałam. Natomiast usłyszałam słowa pocieszenia i otuchy. Tak bardzo tego potrzebowałam! Lecz wszystkich najbardziej zainteresował fakt brylantowego pierścionka. Był naprawdę śliczny, tak delikatnie się błyszczał! Dziewczynom bardzo się spodobał. Choć mnie kusił, postanowiłam zanieść go do dyrektorki. No i tu wystąpił problem!
Siedzieliśmy wygodnie w sowiarni, rozmawiając o wszystkim. Czułam się rozluźniona i odprężona. Jak fajnie jest szczerze rozmawiać z przyjaciółmi!
- Julka, masz szczęście, że była sobota!- Amanda przeciągnęła się i dodała- inaczej byś miała mnóstwo zaległości, bo w sumie to jest ciekawe, jak nauczyciele mogą w jeden dzień tyle zadać!- Kiwnęłam głową i wygodnie usadowiłam się na parapecie. Na tym samym, na którym o mało się nie zabiłam! Dobrze to pamiętałam. Słowa Idealnej Ash. Mówiąc szczerze, przez nawał zajęć nie posunęłam się ani na chwilę w pisaniu powieści. Muszę koniecznie dalej pisać, to pomaga mi zapomnieć o rzeczywistości, i przenosi mnie w inny świat. Ostatnio odkryłam też w sobie talent do pisania piosenek. Ostatnio napisałam nową piosenkę:
Dwie gwiazdy
Obudź się,
Kiedy rzeczy będą wystarczająco dobre dla Ciebie?
Aby zobaczyć wszystko, czym moglibyśmy być.
Mam dość odgrywania gier,
I grania, że nigdy nas to nie obchodziło,
Jakbyśmy nigdy tam nie byli.
Kupujemy uwagę tylko na parę sekund!
Spójrz na siebie,
Spójrz na mnie.
Nigdy nie było żadnych nas,
Nie widzisz wszystkiego, czym moglibyśmy się stać.
Możemy świecić jak słońce,
Jeżeli uwierzymy w to,
Dwie gwiazdy są jaśniejsze niż jedna
Chodź-
Spójrz na siebie
Chodź-
Spójrz na mnie
Spójrz na sposób, w który czujemy,
To nie dotyczy tylko ciebie i mnie.
To harmonia,
Po prostu nie poddajmy się,
Bo we dwoje świecimy jaśniej niż jedna gwiazda.
Arcydzieło sztuki.
Niebo jest lepsze dzięki nam,
Złączeni ty i ja.
Spójrz na siebie,
Spójrz na mnie.
Nigdy nie było żadnych nas.
Nie widzisz wszystkiego, czym moglibyśmy się stać.
Możemy świecić jak słońce,
Jeżeli uwierzymy w to,
Dwie gwiazdy są jaśniejsze niż jedna
Chodź-
Spójrz na siebie
Chodź-
Spójrz na mnie
Czy o dużo proszę?
Że ty nas odłożyłeś pierwszy.
Czuje, że zatraciliśmy się w naszym wszechświecie,
I to nie jest tam gdzie powinniśmy być!
Spójrz na siebie,
Spójrz na mnie.
Nigdy nie było żadnych nas.
Nie widzisz wszystkiego, czym moglibyśmy się stać.
Możemy świecić jak słońce,
Jeżeli uwierzymy w to,
Dwie gwiazdy są jaśniejsze niż jedna.
Chodź-
Spójrz na siebie
Chodź-
Spójrz na mnie!
Zawsze to, co pisze, odzwierciedla moje odczucia. Tak jest tym razem. Dwie gwiazdy świecą o wiele jaśniej, niż jedna. Z tym, że mi nie chodzi o gwiazdy świecące w nocy, na niebie, tylko o ludzi. Że zakochani ludzie znaczą więcej, niż jedna, samotna gwiazda. Miłość pokona wszystko. Choć akurat to w tym utworze nie jest prawdziwe. Często zadaję sobie jedno pytanie- czy wierzę w miłość? Za każdym razem odpowiedź jest taka sama- a co to jest miłość? Niby kocham rodziców, ale w to nie wierzę. To moja rodzina…, ale to tylko puste słowa. Dlaczego ja taka jestem?
Nie! Stop! Wiele dzieci nie wie, co to jest miłość, pewnie jestem za młoda, by pojąć to ogromne uczucie. I na razie niech tak zostanie!(…) Podniosłam wzrok i zobaczyłam ciemniejsze miejsce w lesie, które wzbudziło moją uwagę. Promieniowała z niego niezwykła siła, która wzbudzała we mnie strach. Wtedy właśnie, dlatego spadłam. Przestraszyłam się, bo to miejsce było… jaśniejsze? A może raczej ciemniejsze? W każdym razie bardzo wyjątkowe i dziwne. Ale w końcu znajduję się w Hogwarcie, Szkole Magii i Czarodziejstwa, tu wszystko może się zdarzyć. Pewnie to jakieś miejsce, w którym Hagrid, coś tam hoduję, nie ma, czego się obawiać. Ale przekonywać się, potrafią tylko osoby niewierzące. A ja naprawdę uważam to miejsce za godne uwagi. Nie będę się nikogo pytać, niech zostanie, tak jak jest. Przeniosłam wzrok w bok na błonia Hogwartu. Lał deszcz, więc na dworze nie było nikogo, wszyscy siedzieli w swoich przytulnych zakątkach Hogwartu i robili to, co chcieli. Teraz, w tą ulewę przypomniał mi się dom. Jak ja dawno nie myślałam o rodzicach? No, wysyłałam listy raz na tydzień, więc przez większość czasu Nika miała wolne. Ale jak mogłam zapomnieć o rodzinie? Zazwyczaj w takie ulewy siadałam na parapecie miękkiej poduszce, na parapecie. Mama przynosiła mi szarlotkę i gorącą herbatę z miodem, a Daff sadowił się obok mnie. Zapatrzona w deszcz, otulona powyciąganym, mięciutkim sweterkiem pisałam piosenki. Czułam się wtedy szczęśliwa. Wolna od wszystkiego, byłam tylko ja, i ciepłe futerko mojego kochanego pieska. O nim też dawno nie myślałam. Wszystko się zmieniło, ale ja też. Czy na gorsze? Z jednej strony stałam się bardziej towarzyska. Zaczęłam nowe życie, a stare zostawiłam za sobą. I Wszystko, co się z nim wiązało. A przecież tam spędziłam całe życie, byłam kochana i szczęśliwa… a może nie? Tak głupio mi o tym pisać, ale w ogóle zapomniałam o domu. O rodzicach, o wszystkim, co się z tym wiąże. Nauczyłam się samodzielności, ale więcej czasu poświęcałam samej sobie, niż innym. Miałam swój własny świat, do którego nikt, oprócz mnie nie miał wstępu. Mogłam tam robić to, co chciałam. Nie było ograniczeń, byłam tylko ja. Sama. Czy samotność jest dobra? Lubię siedzieć w ciszy, opuszczona, bo tak mi jest lepiej. Jednak jak jest mi źle, to szukam wsparcia i pocieszenia u przyjaciół. Ale, czy oni mogą na mnie liczyć? Za kogo mnie uważają? Za chłodną, opanowaną osóbkę? Taka była moja maska, na zaczepki innych w świecie mugoli. Zawsze grałam. Nawet przed samą, byłam kimś obcym. Kiedy jestem sobą? Jak robię to, co lubię. Jak jestem pewna, że nikt mnie nie widzi. Jak jestem sama. Nigdy nikomu nie pokazałam swojego prawdziwego,,ja”. Byłam taka, jaką każdy chciał. Zmienną jak kameleon, w jednej chwili panienka, którą interesują głównie kosmetyki, a w drugiej grzeczną uczennicą. Mam mnóstwo masek, lecz która jest tą prawdziwą? Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że ją znajdę, nikt tego nie rozumie. Tam nie miałam przyjaciół, ale tu mam. Przed nimi też udaję, ale w innym stopniu. Nie potrafię się otworzyć, pokazać innym to, co mam w sercu. Jestem skryta, i jest mi z tym dobrze… czasami napada mnie ponury nastrój, nastrój chcę się komuś wyżalić, opowiedzieć, co mnie dręczy, ale za każdym razem spotykam się z niezrozumieniem. W mojej duszy wszystko jest jakoś… dobre. Ułożyłam układankę, którą widziałam w środku. Gdy tylko ją zrozumiem, to wszystko będzie dobrze. Odnajdę siebie. Może to mi pomoże, pokazać to, co czuję. Teraz tego nie potrafię, jestem tylko tajemniczą jedenastolatką. Zmieniam się na okrągło, cały czas czuję, że oddalam się od siebie. Nie chcę tego, ale tak już jest. Czasem chciałabym zniknąć ze świata, i schować się tam, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Zawsze szukałam swojego kąta, w którym będę sama. A czy samotność jest dobra? Czy przynosi ukojenie? Mam jej nieraz dość. Ale co mogę zrobić? Nic.
(…) Oderwałam się od świata marzeń i wróciłam do sowiarni. Choć cały czas tam byłam, czułam, że uciekam coraz dalej. Tam, gdzie nigdy nie jest smutno, a gwiazdy są jaśniejsze niż słońce. Tymczasem moi przyjaciele prowadzili ożywioną dyskusję, nawet nie zauważyli, że oderwałam się od nich.
- Julii, coś ty taka zamyślona?- Rose zwróciła się w moją stronę, zauważając moją nieobecność. Wzruszyłam ramionami, i mocniej otuliłam się wełnianym sweterkiem.
- Nic, tak sobie myślę- znów ich zbyłam wymówką. Cały czas to robię!- Idziemy na kolację?- Spytałam się, aby odwrócić uwagę moich towarzyszy.
- Masz rację- James wstał i ruszył w stronę wyjścia- chodźmy, dochodzi dziewiętnasta.
- A pierścionek?- Zapytał się Albus. Jego brat odwrócił się i kiwnął głową. Popatrzyłam na piękny klejnot i spróbowałam go zdjąć. Próbowałam to dobre słowo. Pierścień nie chciał zejść, chodź był nawet trochę za luźny! James wyjął różdżkę i wyszeptał jakieś nieznane mi zaklęcie. Nie podziałało! Więc spróbowaliśmy siłą i nic! Zaczęłam się coraz bardziej denerwować, to jest przecież praktycznie nie możliwe! On jest na mnie trochę za duży, a nie chce zejść!
- Co to za przeklęty pierścionek?- Krzyknęłam zła, gdy po piętnastu minutach nic nie osiągnęliśmy.
- Będziesz musiała zostać z nim do odpowiedniego momentu- chłodny głos, nienależący do żadnego z uczniów, zerwał nas na nogi. Odwróciliśmy się. Za nami stała Szara Dama, duch Ravenclawu! Zawsze odnosiłam wrażenie, że mnie nie lubi. Te zimne spojrzenia, posyłane w moją stronę i nienaturalna ignorancja, na to wskazywały. Co tu robi?!
- Nie rozum…
- Nie musisz rozumieć!- Duch przerwał moją wypowiedź i odwrócił się- zrozumiesz, jak nadejdzie właściwa pora- zatrzymał się przed drzwiami i dodał jeszcze:- teraz jesteś na niego skazana!- Szara Dama wyleciała z Sowiarni, zostawiając nas z osłupiałymi minami.
- Najwyraźniej ona ma rację- nasze milczenie przerwał Albus- chodźmy!- Kiwnęłam głową, i ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Przez całą drogę oglądałam okazały klejnot. Był przepiękny! Ale… wyczuwałam w nim coś… złego. Prastarego i niebezpiecznego. Postanowiłam na to nie zwracać uwagi. W końcu zawsze coś będzie nie tak. Już taka natura świata magii!
14. Nigdy nie zapominaj o marzeniach Dodała Julia Darkness Sobota, 11 Października, 2008, 21:01
Hejka Sorki, że tak długo musieliście czekać na notkę, ale jest długaśna No, Marty jeszcze nie dogoniłam, ale 5 stron w wordzie to mój rekord Nie wiem, kiedy następny wpis, były olimpiady, matematyczno-przyrdnicza i polonistyczna. W obu przeszłam na drugi etap, co oznacza ostrą pracę. Więc notki będą rzadziej, ale postaram się, żeby były dłuższe
Notka z dedykacją dla Eveline, oraz mojego kochanego Leniuszka
Buźki
*
Mówi się, że dni płyną jak lata. Dla niektórych to prawda, inni drwią sobie z tego. Jednak niewiele osób znalazło się w sytuacji, w której każda minuta przynosi ból. Lecz nie tylko ludzie odczuwali niekończący się bieg wydarzeń. Było, bowiem coś, co o czekaniu i bólu wiedziało więcej, niż ktokolwiek w całym wszechświecie. Dorastało, a wraz z tym rosła nienawiść…
Oko Ciemności. Samotna dusza skryta w gęstym, ciemnym lesie. Ciemność nie wiedziała, co to miłość i przyjaźń. Dla niej istniała tylko to, co zgubiła. Miała to zawsze, ale teraz nie było jej. Było niczyje. Tak jak gwiazdy nocą. One po prostu są, i nikt nie wymaga od nich zapłaty. Z Duszą Ciemności było inaczej. Dla niej liczyła się tylko ona- noc. Ale ona nigdy jej nie znalazła, bo nie była jej. A kiedyś wszystko było inaczej…
*
Siedziałam pod górską ścianą, zaciskając powieki. Ze strachu. Mimo to nie płakałam, bo było mi szkoda. Tego, co się tu stało. Rozwalone ruiny, domostwa zrównane z ziemią… jedynie samotna wieża kościoła majaczyła w oddali. Ta sama, w której byłam przed koszmarem. Teraz on powraca.
Bim- Bom.
Echo uderzenia kościelnego dzwonu rozpłynęło się w ciszy.
Jedno jedyne uderzenie.
Dzwon śmierci, dzwon czarownic.
Jak to możliwe, że jeszcze dzwoni? Po straszliwej bitwie został tylko kościół. A raczej niewielka kaplica. Na jej wieży umieszczony był dzwon, który zawsze nazywałam dzwonem śmierci, lub czarownic. Podobno dzwonił tylko raz na rok. Dokładnie pamiętam ten dzień, w którym zadzwonił po raz ostatni. Wydarzyło się to wtedy, gdy straciłam jedną z najukochańszych osób na ziemi. Moją babcię… dziadka nigdy nie znałam. Wiem tylko, że babcia często płakała, gdy pytałam się o niego, a mama najszybciej jak mogła, zmieniała temat. Ukrywali coś przede mną, tego byłam pewna. Nikt mi nie chciał wyjawić prawdy. Dlaczego? Czy on zrobił coś złego? Zawsze wmawiałam sobie, że może to i lepiej, że nic nie wiem. Ale to tylko rozpływało się we mgle. W końcu uczucia, jakie żywiłam do dziadka wygasły, a ja o nim zapomniałam!
Nie mogłam już znieść tej niepewności. Wstałam, i ruszyłam po zboczu góry, do jedynego ocalałego budynku: do kościoła. Bałam się go, ale coś mnie tam ciągnęło. Jakaś niepowtarzalna siła. Szłam jak w transie, przez ruiny. To tak bolało- patrzenie na miejsca, w których kiedyś się bawiłam, a teraz zostały zrujnowane. Nie chciałam tu być, dlaczego więc jestem? Dlaczego zmierzam w kierunku wysokiej wieży? Wzbudza we mnie strach i wspomnienia. Ostatnia msza przed koszmarem. Mimo to, coś mnie tak tam ciągnie…, ale to nieważne.
Gdy doszłam do kaplicy poczułam, że nie jestem tu sama. To dziwne… wymarłe pustkowie. A może wcale nie wymarłe? Pod gruzami leżało tysiące ludzi, których krzyki wciąż jeszcze brzmiały mi w głowie. Jakby wzywały pomocy. A ja tylko stoję sama w mojej białej sukience, i w milczeniu obserwuję to całe piekło. Cierpienie ludzi… były tam też dzieci, które nie zdołały nacieszyć się życiem… miały tyle lat, co ja. Także miały sukienki. A ja… nic nie robiłam. Tylko stałam i patrzyłam. Nie płakałam, ból przyszedł później, razem ze łzami. Doskonale pamiętam, co wtedy czułam. Zwykłe otępienie, i pustkę. Świadomość, że zabrakło mi czegoś ważnego. Czegoś, co mnie wypełniało. Nie chciałabym tego jeszcze raz powtarzać. Ale wspomnienia wracają… Przejechałam ręką po chropowatej powierzchni kościoła. Tynk już odpadał, czemu nie było się dziwić, w końcu minęło tyle lat… Drzwi wypadły z zawiasów, dając nieprzychylny efekt. Bałam się tam wejść, w każdej chwili mogło to się na mnie zawalić. Cofnęłam się kilka kroków, patrząc na wieżę, w której znajdował się dzwon. Dopadł mnie strach, bo dzwon dzwonił. Ale sam nie mógł… ktoś tu jest. Rozejrzałam się, ale nie dostrzegłam niczego, budzącego podejrzenia. Usiadłam na kawałku gruzu, i zamyśliłam się. Z niewiadomego źródła wiedziałam, że muszę czekać. Ale, na co? Wyjęłam z kieszeni kurtki mały notatnik. Wczepiony był w niego długopis. Pisałam w nim piosenki, bo choć nie miałam za grosz talentu, to uwielbiałam komponować. Otworzyłam zeszyt i zaczęłam pisać.
*
Trzy duchy unosiły się nad ponurym zamczyskiem. Były wyraźnie zdenerwowane, o czym świadczyły szybkie ruchy i ponura miny. Bowiem nie mogły znaleźć Julii… zwykle nie sprawiało im to problemu, potrafiły przenosić się w czasie i przestrzeni gdziekolwiek chciały. Nigdy nic ich nie mogło powstrzymać. Ale teraz było inaczej. Dziewczyna jakby… znikła z powierzchni ziemi?
- Musi gdzieś być!- Wysoka blondynka zacisnęła ręce i popatrzyła wyczekująco na towarzyszy.
- Przecież nie mogła się rozpłynąć w powietrzu!- Niska brunetka poparła koleżankę i rzuciła niepokojące spojrzenie jedynemu mężczyźnie. Ten, starając się nie okazywać niepewności, rzekł:
- Chyba mogła…- zawiesił głos i zrobił ruch ręką- chyba, że on…
- Nie!- Brunetka zaprzeczyła- to nie on!- Blondynka popatrzyła na nią z politowaniem, i odparła:
- Zrozum, on już nie jest nasz!- Piwno-oka kobieta zacisnęła powieki i dodała:
- Nie mówmy o tym… teraz najważniejsza jest Julia!- Blondynka kiwnęła głową na znak zgody. Wtedy odezwał się brunet:
- Ona…- przerwał, nie wiedząc jak to ująć- musi być w innym wymiarze…- kobiety zamilkły, ale zaraz zaczęły protestować. W końcu niższa z nich powiedziała:
- To niemożliwe, ona mogłaby to zrobić tylko za pomocą pierścionka, a ja go mam przy sobie…- przerwała, gwałtownie grzebiąc w kieszeniach lazurowej szaty. W końcu z przerażeniem w oczach podniosła wzrok i wykrztusiła:
- Musimy ją ratować!- Nikt nie odpowiedział. Duchy złapały się a ręce. Wiedziały, że klejnot przenosi człowieka w miejsce, do którego przenigdy nie chciałby powrócić. Gdzie nie chciałaby być Julka? Po kilku minutach wszystkie duchy krzyknęły. Zrozumiały, że w miejscu, w którym jest dziewczyna, nigdy nie dotrą.
- Musimy coś zrobić!- Blondynka nerwowo złapała koleżankę za rękę. Ale mężczyzna odpowiedział:
- Nie ma, co marzyć…
- Marzenia!- Przerwała mu brunetka. Przez chwilę zjawy patrzyły na nią ze zdziwieniem, ale w końcu zrozumiały, o co chodzi.
- Numquan tutas spes dedisce- powiedziała melodyjnym głosem niebieskooka. Łacińska sentencja rozpłynęła się w powietrzu. Duchy uśmiechnęły się i znikły. Nic po nich nie zostało. Nawet ulotny pyłek. Bowiem marzenia mogą uratować życie…
*
Muszę cię znaleźć
Za każdym razem, kiedy jestem bliżej serca,
Co oznacza, kim naprawdę jestem,
Myślę, że wreszcie znalazłam lepsze miejsce na początek,
Ale nikt wydaje się tego nie rozumieć.
Chcę spróbować dostać się tam gdzie ty,
Czy może jesteś niedaleko?
Jesteś głosem, który słyszę w mojej głowie,
Powodem, dla którego śpiewam.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć.
Jesteś brakującym kawałkiem, którego potrzebuję.
Piosenką wewnątrz mnie.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć.
O tak, Tak
Jesteś lekarstwem, które trudno było znaleźć.
Ułożyłam układankę, którą widziałam w środku.
Pomaluję wszystkie moje sny, kolorem twojego uśmiechu.
Kiedy cię znajdę, wszystko będzie dobrze!
Chcę spróbować dostać się tam gdzie ty,
Czy może jesteś niedaleko?
Jesteś głosem, który słyszę w mojej głowie,
Powodem, dla którego śpiewam.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć.
Jesteś brakującym kawałkiem, którego potrzebuję.
Piosenką wewnątrz mnie.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć.
Czułam się zagubiona, nie umiałam znaleźć tego, co mówił świat.
Spędzałam cały mój czas, dotknięta wczorajszym.
Gdzie ty jesteś, gdzie chcę być?
Następna dla ciebie i ty następny dla mnie
O... Muszę cię znaleźć... Tak...
Jesteś głosem, który słyszę w mojej głowie,
Powodem, dla którego śpiewam.
Chcę cię znaleźć, (Chcę cię znaleźć)
Muszę cię znaleźć.(Tak)
Jesteś brakującym kawałkiem, którego potrzebuję.
Piosenką wewnątrz mnie.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć (Muszę cię znaleźć)
Jesteś głosem, który słyszę w mojej głowie.
Powodem, dla którego śpiewam.
Chcę cię znaleźć, (Chcę cię znaleźć)
Muszę cię znaleźć. (Muszę cię znaleźć)
Jesteś brakującym kawałkiem, którego potrzebuję.
Piosenką wewnątrz mnie.
Chcę cię znaleźć,
Muszę cię znaleźć.
Tak
Muszę cię znaleźć.
Nagły szelest sprawił, że oderwałam się od zeszytu. Moja piosenka była całkiem skończona, powstała wewnątrz mnie. Pisząc ją, nie zauważyłam upływu czasu. Długo już tu jestem? Wstałam, a notes schowałam do kieszeni. Następny szelest. Ruszyłam przed siebie, czując narastający z powrotem strach, który podczas pisania piosenki gdzieś się ulotnił. Zacisnęłam zęby i przystanęłam. Teraz czułam wyraźnie, że ktoś tu jest. Po chwili cała mgła ustąpiła i wyszło słońce. Nie było jednak znakiem nadziei.
- Witamy na starych śmieciach- ktoś, kto to powiedział miał drwiący głos. Gwałtownie się odwróciłam i krzyknęłam. Stałam przed osobą, której tak nienawidziłam. To właśnie on rozpętał piekło, zabił wszystkich! Mimowolnie się cofnęłam. To był morderca! Chciałam go zabić, zniszczyć! Żeby on cierpiał tak jak ja! Jednak nie znałam żadnych zaklęć, a przede wszystkim nie miałam różdżki. Mężczyzna, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony podszedł do mnie. Stał teraz naprzeciwko mnie. Był młody, nie postarzał się. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Doskonale pamiętałam tę twarz. Nawiedzała mnie w snach, jak byłam mała.
- No i jak tam u babci- uśmiechnął się, a ja z trudem powstrzymywałam się, od rzucenia się na niego z pięściami. Czułam potworny ból w sercu. Jak ja chciałam się zemścić! On natomiast bezceremonialnie wyjął z mojej kieszeni zeszyt. Upadłam, ale natychmiast się podniosłam. Nic nie mówiła, słowa nie były potrzebne. Czułam się tak, jak uwięziony łabędź. Gdziekolwiek się ruszę, czeka mnie ból! Ten człowiek… otworzył notatnik i przeczytał kawałek jednej z moich piosenek:
Kim będę?
Odzywa się to do mnie.
Wszystkie, niekończące się możliwości,
Które mogę zobaczyć!
Nie ma nic, czego nie mogę zrobić.
Kim będę?
Tak, wierzę,
Że mogę mieć przyszłość taką, jaką chcę.
Wybór należy do mnie.
Kim będę?
Oddał mi zeszyt i rzekł:
- No widzę, że uzdolniona jesteś- wyjął różdżkę i niedbale zaczął się nią bawić- pewnie się zastanawiasz, dlaczego cię nie zabiłem- nadal na mnie patrzył. Miał takie zimne oczy… jak lód. Tyle, że lód topnieje, a to nie miało zamiaru topnieć.
- Nie, zastanawiam się, dlaczego, zabiłeś wszystkich!- Krzyknęłam, starając się opanować. Skrzywił się i powiedział:
- To było konieczne- rozmawiałam z nim, jakby był kimś… nie wiem, jak to nazwać, ale to było takie naturalne…, że ja z nim rozmawiam. Zupełnie zwyczajnie- natomiast ty przeżyłaś, bo musiałaś- popatrzył na mnie i usiadł na kamieniu.
- Nigdy się nie zastanawiałaś, nad swoją niezwykłością? Nad snami?- Skąd on wiedział? Wcisnęła ręce do kieszeni i nie odpowiedziałam.
- Nie mogłem cię zabić, jest coś, co się ochrania- wskazał na mój wisiorek, a ja instynktownie się za niego złapałam-, ale teraz…- wstał i wycelował we mnie różdżką- jest bezużyteczny- ponownie krzyknęłam. Zginę! Ja chcę żyć! On skierował różdżkę w niebo i zaczęła się nawałnica, woda krążyła wokół nas… to było straszne! Numquan tutas spes dedisce. Melodyjny głos rozpłynął się na wietrze. Zaraz, to było po łacinie… już wiem! To znaczy: nigdy nie zapominaj o marzeniach! O czym marzę? O zemście, o tym, żeby wrócić, zesłać na niego nieszczęście… zaraz! Już wiem! Mam przecież moc! Korzystałam z niej tylko raz, ale… przypomniał mi się serial, który oglądałam w dzieciństwie,, H2O- wystarczy kropla”. Tamte dziewczyny też miały moce! Moc wiatru! Tak jak ja! Czy możliwe, że mogę mieć też pozostałe? Wynoszenie wody w powietrze, zamrażanie i podgrzewanie jej! Muszę spróbować! Mój przeciwnik, który nie domyślał się, co chodzi mi po głowie, skierował w moją stronę potężną kule wody. Nie zastanawiając się nad tym, wyciągnęłam rękę i… udało się! Woda zatrzymała się przede mną, i została zamrożona! Na twarzy mojego przeciwnika malował się strach! Jak ja chciałam to zobaczyć! Ze zdumiewającą pewnością siebie wyciągnęłam drugą rękę. Powietrze przecięła błyskawica. Wiatr i woda napierały na znienawidzonego przeze mnie człowieka, który nadal walczył. Jednak wściekłość i nienawiść dodały mi takiej mocy, o której można tylko marzyć! Zwyciężałam! Uniosłam miotającego się mężczyznę na górę i popatrzyła na niego z nienawiścią w oczach:
- Zniszczyłeś wszystko!- Krzyknęłam, zaciskając pięści. Kolejna błyskawica przecięła powietrze, a ja czułam się wspaniale! Wolna od wszystkiego!- Zabiłeś tyle ludzi! Jak mogłeś?- Na jego twarzy zaczęły pojawiać się czerwone plany. Dusił się, nie mógł oddychać.
- Nie jesteś człowiekiem!- Zmarszczyłam brwi i dodałam- Jesteś potworem, który zasługuję na śmierć!- rozwarłam rękę i powietrze przeciął jego krzyk, pełen bólu. Skrywana we mnie nienawiść wybuchła. Nic już nie mogło mnie powstrzymać, wokół mnie wszystko szumiało. W końcu mojego wroga pochłonęła ciemność. Umarł. Wszystko się uspokoiło, a ja czułam mściwą satysfakcję, która zaraz znikła. Padłam na ziemię i rozpłakałam się. Czułam się źle. Zabiłam człowieka! Jak mogłam! Nawet fakt, że na to zasługiwał mnie nie usprawiedliwiał! Jednak w głowie słyszałam głos babci.
- Zrobiłaś dobrze, uwolniłaś nas!- Zobaczyłam jej twarz. Zaraz potem pojawiły się wszyscy mieszkańcy wioski. Policjant, dzieci! Roześmiane twarze sąsiadów, znaczyły więcej, niż wszystko inne. Krótkie dziękuję pozbawiło mnie wyrzutów sumienia. Roześmiałam się przez łzy. Byłam szczęśliwa, znów ich widziałam! Pomachałam im ręką i powiedziałam.
-Zawsze trzeba realizować marzenia!- Uniosłam twarz i wyszeptałam:
- Marzę, o powrocie do domu!- Moje życzenie zostało spełnione. Znów znajdowałam się na błoniach Hogwartu. Z radosnym uśmiechem pobiegłam w stronę zamku. I wszystko się dobrze kończy!
- Dziękuję!- wyszeptałam, a w odpowiedzi usłyszałam: Numquan tutas spes dedisce!
13. Stąd nie można się wypisać Dodała Julia Darkness Poniedziałek, 29 Września, 2008, 17:54
Hejka wszystkim, wkraczam z nową nocią Numer trzynasty,mam nadzieję, że pechowy nie będzie Postanowiłam skorzytać z waszych rad, i tę notkę podzieliłam na części. Tak więc, zapraszam na tydzień na notkę 14 ,, Nigdy nie zapominaj o marzeniach" Dziękuję wam za wszystkie komentarze,i że wogóle czytacie me wypociny Buźki
*
Dusza Ciemności się bała. W jej spokojnym, gęstym lesie, drzewa nadal śpiewały swą pieśń, a jezioro na polanie przez cały czas trwało nieruchomo. Jednak przedziwny spokój powoli ustępował strachowi przed nieznanym. A może przed sprawiedliwością? Żal i smutek był coraz większy, nienawiść szarpała Serce Ciemności, próbując ją uwolnić.
Bowiem Oko Ciemności nie wiedziało, co to strach.
Lecz niedługo miało pojąć jego oblicze.
*
Pada. Nie, nie deszcz, ale Rose. Po ostatnim zdarzeniu jeszcze się nie otrząsnęła, choć wszyscy- od uczniów, do nauczycieli- próbowali jej pomóc. Lecz ona nie chciała rozmawiać, coraz częściej znikała, a dzięki moim obserwacją stwierdziłam, że przesiaduje w sowiarni. Szuka samotności i ukojenia w spokoju, z dala od ludzi. Nie płakała, tylko siedziała ze swoim pamiętnikiem i rozpaczliwie coś notowała. Własne wspomnienia i żal? Zauważyłam jednak, że powoli przestaję odwracać się od otoczenia. Reaguję na bodźce natury i staje się powoli dawną, wesoła Rose. Potrzebuję czasu, żeby to sobie poukładać, nawet nie wyobrażam sobie, co musi czuć. Rose stoczyła się, a teraz znów wspinała z powrotem na szczyt. Tak jak młode pisklę, które uczy się latać, powoli i ostrożnie. Czy więc dla dawnych czasów jest jeszcze nadzieja? Może wystarczy tylko uwierzyć? Coś czuję, że to jednak nie będzie takie proste, na jakie wygląda!
Z mętlikiem w głowie zeszłam do Pokoju Wspólnego, wypełnionego gwarem rozmów uczniów, cieszących się z powodu weekendu. Jednak, gdy tylko mnie zobaczyli, umilkli. Taka sama reakcja była na pojawienie się Amandy, Jamesa, a tym bardziej Rose. Wieść o tym, co się stało w lesie, obiegła szkołę błyskawicznie. Mimo usilnych starań dyrektorki, wszyscy uczniowie o tym wiedzieli. Nie dokończyłam opisywać tamtego... incydentu, że tak to ujmę, więc zrobię to teraz. Gdy tylko jako tako uspokoiliśmy, Rose, Amanda pobiegła po dyrektorkę. Profesor McGonnagall na początku nie chciała nam wierzyć, ale w końcu dała się Mandy zaciągnąć do lasu. Następnie wszystko potoczyło się lawinowo: okazało się, że Pan Lance był oszustem, a po tym zdarzeniu miał zostać zesłany do Azkabanu, więzienia czarodziejów. My natomiast uniknęliśmy szlabanu, ale oczywiście dyrektorka musiała nam palnąć długie kazanie, żebyśmy więcej tego nie robili. Gdy wróciliśmy do zamku, cała szkoła była bardzo dobrze poinformowana.
Wciąż czułam na sobie spojrzenia Gryffindoru, ale nie przejmując się nimi ruszyłam ku wyjściu. Gdy znalazłam się na korytarzu poczułam, że jak zaraz nie wyjdę na świeże powietrze to się uduszę! Z ulgą wypadłam na błonia Hogwartu. Zimy wiatr smagał mi policzki i wdzierał się pod ubranie, ale mi to nie przeszkadzało. Mogłam wreszcie oddychać czystym, rześkim powietrzem. Pobiegłam nad jezioro i przysiadłam na kupce tegorocznych liści. W gładkiej tafli jeziora, co jakiś czas pojawiały się macki wodnej istoty- Kałamarnicy.
Spojrzałam na liście i zobaczyłam, że coś się w nich błyszczy. Niepewnie włożyłam w nie rękę i wyjęłam z nich brylantowy pierścionek! Klejnot mienił się za każdym ruchem. Patrzyłam na ten cud z zachwytem! Postanowiłam go oddać, ale coś mnie strasznie w nim kusiło. Wmawiając sobie, że nic nie zaszkodzi, włożyłam pierścionek na palec. I właśnie wtedy straciłam przytomność.
Czułam ból w głowie i porywające zimno. Spróbowałam się podnieść, ale nie za dobrze mi to szło. Dopiero po chwili usiadłam na gładkim podłożu. Rozejrzałam się dookoła i natychmiast skoczyłam na równe nogi pragnąc, żeby to, co ujrzałam było złym snem. Zamknęłam oczy, a po ich otwarciu już wiedziałam, że to jest prawdą! Błonia Hogwartu znikły, a wokół mnie roztaczała się mgła, tak gęsta, że ledwo widziałam otoczenie. A co mnie otaczało? No właśnie nic, tylko pustka. Ogarnął mnie strach, zabarwiany paniką. No, bo przecież, coś tak dużego jak Hogwart nie może, tak po prostu sobie zniknąć! Krzyknęłam, choć wiedziałam, że nie doczekam się odpowiedzi. Mgła... nagle zaczęły docierać do mnie wspomnienia. Deszcz, krzyki i ból. Niewielkie miasteczko na zboczu góry ogarnięte paniką. Mała, płacząca dziewczynka, oraz ten zimny, cyniczny głos. Spokojny i opanowany, siejący strach. Krzyki pewnej kobiet, błagającej o litość i ten złowrogi śmiech. Ludzie padają na mokrą ziemię, a pobojowisko otacza gęsta mgła... to wszystko powróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Z powrotem opadłam na ziemię i ukryłam twarz w dłoniach. Łzy spływały po mojej twarzy, kapiąc na moją rękę. Tą samą, na której błyszczał się pierścionek. Skuliłam się, nie mogąc opanować strachu... dokładnie tak samo się wtedy czułam. Czteroletnia dziewczynka w białej sukience. Sama, opuszczona i bezsilna, patrząca ze strachem na całe zło. Na śmierć. Jednak wśród tych ponurych wspomnień znalazł się też miły głos. Cichy i uspokajający. We własnych wspomnieniach zobaczyłam obraz uśmiechniętej babci.
- Nie bój się...- Przemówiła łagodnie i uśmiechnęła się jak anioł- pamiętaj, że prawdziwa siła rodzi się w sercu- potrząsnęła lokami i jeszcze dodała:- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, wkrótce sama odkryjesz swoje przeznaczenie- jej głos powoli zaczął rozpływać się w mgle.
- Nie... nie zostawiaj mnie...- Wydyszałam i popatrzyłam na nadal uśmiechająca się kobietę.
- Ja zniknę, ale jednak będę przy tobie. Dobrze widzi się tylko sercem, tam nie szukaj- posłała mi kolejny uśmiech i rozpłynęła się w nicości. Po chwili wstałam i powtórzyłam zdecydowanie:
- Prawdziwa siła rodzi się w sercu- westchnęłam i rozejrzałam się. Nadal widziałam to samo, ale innymi oczami. Mgła przestała mnie wciągać, a wspomnienia zaczęły się oddalać. Prawie słyszałam, jak szumią, walcząc ze mną. Ruszyłam gwałtownie przed siebie, choć cichy głosik mówił mi, że daleko nie zajdę. Zwalczyłam go jednak, pamiętając o słowach babci. Tylko to mi pozostało, było moją siłą. Obraz tego złotowłosego anioła, który kiedyś....
- NIE!- Krzyknęłam i zacisnęłam powieki. To było zbyt trudne, zbyt rzeczywiste? Jakbym znów była małym brzdącem, który został świadkiem strasznych wydarzeń, które na zawsze zmieniły moje życie. Przez tak długo nosiłam te wspomnienia i żal, aż to przestało być dla mnie ważne. Znikło, stało się zwykłą błahostką. Nie myślałam nad tym, ale teraz coś wiem. Nie pamiętałam tego, przemykało się to cichutko po mojej pamięci, zawsze zatrzymując się na jej obrzeżach. Nigdy nie doszło w głąb i nie uświadomiło mi tej prawdy. Nigdy, nigdy... a czy mimo to nie wiedziałam o tym? Czy to jednak było prawdą, całkowicie ignorowaną przeze mnie? Lecz teraz wiem... jestem pewna, że mam rację. Wtedy, w ten jasny ranek zginęło wiele ludzi, jednak miejscowa policja nie potrafiła określić przyczyny śmierci. Na tym strasznym cmentarzysku zostałam tylko ja, zbyt przerażona by cokolwiek z tej masakry powiedzieć. Strażnicy prawa zostawili mnie w spokoju, a sprawę pozostawili nierozstrzygniętą. Jednak przez wiele nocy policjanci nie mogli spać, zastanawiając się nad tym masowym mordem. Wszyscy zginęli, a ocalała jedynie roztrzęsiona czterolatka w białej sukience... Myśleli długo nad tym, wszak ofiary były nienaruszone. Po prostu usnęły, i nigdy więcej się nie obudziły. Nastąpiło zatrzymanie akcji serca, ale jak tylu ludziom na raz mogło się przydarzyć to samo? Wśród umarłych znajdował się jeden policjant. Pojedynczy płomyk, młody mężczyzna. To był jego pierwszy patrol, a skończył się tak tragicznie! Policjanci byli niezwykle zdesperowani, bo mieli pewność, że tam ktoś był. Dokonał strasznych zniszczeń, pozapalał domy. Wiedzieli, że ta osoba była straszna. Wyczytali to w moich oczach, choć dla czterolatki wszystko wydawało się straszne. To było jednak inne. Naprawdę przerażające, choć gdy próbowałam przywołać tą postać w myślach, miałam przed oczami jedynie mgłę. Ale on był straszny. Jeden mężczyzna, które spowodował tyle szkód i ból. Pod murami miasta polegli wszyscy mieszkańcy tej wioski. Zagrzebane wspomnienia i plany... wszystko to znikło. Nic nie zostało, nawet najmniejszy domek, wszystko zrównane z ziemią. Za sprawą jednego czarodzieja. Tak, to musiał być czarodziej, tylko magia jest na tyle silna, by coś takiego zdziałać. Teraz jest jednak bezużyteczna, trwałam tu bez niej, otwarta na wszystko. Wspomnienia czasem mogą być bronią, lecz także strachem. Tu bez wątpienia był strach. W końcu ruszyłam dalej i mogłam stwierdzić, że mgła naprawdę jest rzadsza! Mogłam już zobaczyć, że niedaleko znajduję się wzniesienie. Patrząc na nie poczułam się nieswojo, ale to oznaczało, że tu się w ogóle coś znajduję. Miałam nadzieję, że jakieś miasto.,, Nadzieja matką głupich" przemknęło mi przez głowę, z powrotem wzbudzając strach. Jednak szybko go odgoniłam, powtarzając po raz kolejny:
- Prawdziwa siła rodzi się sercu- z większą niż przed chwilą pewnością siebie, ruszyłam ku wzniesieniu. Zaczęłam się na nie wspinać, a to nie było zbyt trudne, gdyż znajdowała się tam ścieżka. Kroczyłam nią ostrożnie, uważając, żeby w tej mgle się nie poślizgnąć. Gdy stanęłam u celu wspinaczki, nad sobą nie zobaczyłam zupełnie nic. Mimo to, zaczęłam się strasznie bać. Żołądek mi się skurczył, zrobiło się strasznie zimno. Starając się opanować, niepewnie zrobiłam kilka kroków i stanęłam u nasady wzniesienia. Mgła nade mną zaczęła się rozpływać, powoli ukazując ponury krajobraz. Gdy widoczność się poprawiła, zaryzykowałam spojrzenie w dół. I to był błąd. Głośno krzyknęłam i upadłam na skały. Wybuchłam niepowstrzymanym płaczem. Dlaczego ja? Dlaczego akurat tu? W tym miejscu, w którym to się stało? Nawet łagodny, lekki dotyk na ramieniu nie pomógł mi. Zwyczajnie się bałam. Ale i nie tylko to, bo poza tym, także cierpiałam. Mimo, że starałam się o tym nie myśleć, wszystkie wspomnienia były tak silne, że tama, która je powstrzymywała nie miała szans, i dała im ujść w niezwykle bolesny sposób.
- NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- Mój krzyk potoczył się echem.
- JA NIE CHCĘ!- Wstałam i krzyknęłam jeszcze raz. Nie panowałam mad sobą, chciałam wykrzyczeć cały żal. Nikt tak nie cierpiał, jak ja w tej chwili. Bo byłam tu, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie straciłam miłość.
- TO TAK CHOLERNIE BOLI, ZOSTAWCIE MNIE!!!!!!!!!!!!!!!!!- Zawyłam i z powrotem upadłam. Rozpaczliwie łkałam, pragną tylko jednego; znaleźć się daleko stąd, myśląc, że to koszmar. Zapomnieć o tym dniu, o tym miejscu! O tym, co tu miało miejsce. Jednak tego nie potrafiłam. Popatrzyłam pustym wzrokiem przed siebie. Znajdowałam się w miasteczku na zboczu góry... ale, nie... To nie było miasteczko. Zostały tylko ruiny... Zburzone nadzieje. Pozwoliłam myślom płynąc własnymi torami. Czułam, że znów tam jestem. Dokładnie tam tego samego dnia
*
Był ciepły jasny poranek. W niewielkim miasteczku życie rozkwitło na dobre. Na ulicy można było spotkać uśmiechnięte od ucha kobiety, handlujące pieczywem. Ten dzień był jak każdy inny. Wcale nie zapowiadał katastrofy...
W domu z białego marmuru też słyszało się odgłosy poranku. W jednym z pokoi spała słodko mała dziewczynka. Jej kasztanowe loki pięknie obijały się, na puszystej, białej pościeli.
- Jak aniołek- uśmiechnęła się młodo wyglądająca kobieta. W rękach trzymała tacę ze śniadaniem. Łagodnie zbliżyła się do lóżka istoty, i pogładziła czterolatkę po policzku. Ta natomiast przeciągnęła się i otworzyła oczka. Usiadła i posłała babci promienny uśmiech.
- Śniadanie księżniczko- kobieta postawiła na stoliku tacę, i zaczęła karmić dziecko. Tymczasem dziewczynka- Julia- śmiała się wesoło. To było prawie idealne życie. Po skończonym posiłku, babcia imieniem Louise, wzięła małą na ręce i zakręciła się z nią. Julia pisnęła z uciechy, i z zachwytem patrzyła na bacie, która postawiła ją na pluszowym dywanie. Louise wyjęła z szafy śnieżnobiałą sukienkę, i wciągnęła ją na dziecko. Następnie rozczesała loki dziewczynki, które zwykle spinała, lecz tym razem zostawiła je rozpuszczone.
- Pójdziemy do Kościółka- rzekła babcia, i złapała wnuczkę za rękę. Mały anioł kiwnął głową i roześmiał się na cały głos. Ruszył razem z babcią, w stronę miejskiej świątyni. Dziewczynka niezwykle grzecznie się zachowywała, więc sąsiadki Louise były zachwycone małym skarbem. Julia natomiast także cieszyła się z okazanego jej zainteresowania, i wesoło szczebiotała. Po skończonym nabożeństwie razem ruszyły w stronę domu…
- Ratunku!- Rozległ się krzyk w oddali. Wszyscy niepewnie obejrzeli się. Wtedy właśnie zaczął się koszmar. Błękitne niebo zostało zasłonięte przez ciężkie chmury. Wesoły nastrój prysł, wzbudzając przerażenie i panikę. To były wspomnienia... straszna mgła, i płaczliwy głos dziewczynki wzywającej babcie. Nikt nie odpowiedział. Dało się słyszeć jedynie okrzyki przerażenia. Nie było nikogo, kto by zaopiekował się Julią. Dziewczynka ruszyła przed siebie, co chwilę się przewracając i brudząc sukienkę.
- Avada Kedavra!- Czterolatka w końcu dostrzegła babcię, ale nie zdążyła do niej podbiec. Louise padła na ziemię, nie ruszając się. Teraz Julia wybuchła płaczem. Wiedziała, co to jest śmierć. Nie było już odwrotu. Kolejny krzyk, któremu towarzyszył błysk zielonego światła. Kolejna ofiara. Kiedy to się skończy? Rozczochrane dziecko pobiegło pod rozłożyste drzewo i skuliło się pod nim, płacząc. Nie było nic, co by mogło w tej chwili pocieszyć dziewczynkę. Nawoływanie, szum i ta mgła… straszna, kryjąca w sobie mord i płacz. Twarz mężczyzny, odpowiedzialnego za to wszystko, mignęła jej przed oczami. Teraz on stał naprzeciw jej. Długo patrzył na dziewczynkę, która przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. W końcu skrzywił się i ruszył dalej. Julia, niezdolna do nawet najmniejszego ruchu, spojrzała za nim. Po chwili i on rozpłynął się we mgle, a dziewczynka znów pogrążyła się w smutku i płaczu...
*
Teraz też płakałam. Łzy wielkie jak groch spływały mi po policzkach. Przeżywałam to wszystko jeszcze raz, lecz tym razem jako jedenastolatka. Zagubiona dziewczynka także znikła we mgle. Płakałam, lecz nie czułam już wściekłości i zła, tylko przeraźliwy smutek. Strach odszedł…, ale jeszcze tu wróci. Jestem taka pusta. Czy już to zostanę?
- Nie mogę tu zostać wieczne!- Krzyknęłam z rozpaczą- w końcu musi tu być jakiś spis gości, czy coś...-Dodałam zupełnie bez sensu, i zaraz zamilkłam. Ale stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.
- Stąd nie można się wypisać!- Złośliwy śmiech brzmiał mi w uszach. Strach powrócił. Znów bałam się, jak czteroletnia dziewczynka...